SEN. Wehikuł Czasu

2
527
Zrobiłem sobie długi  spacer. Nawet nie przypuszczałem, że moje nogi wytrzymają te liczone elektronicznie kroki w smartfonie,  a popełniłem ich już 18 tysięcy spacerując po tej bardziej tajemniczej części posowieckiej Legnicy. To już pełne trzydzieści lat jak oni, sowieci opuścili Polskę. Zapuściłem się gdzieś do „lasku złotoryjskiego”, jest tam niezagospodarowany, olbrzymi obiekt wojskowego szpitala Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej.

Stoi to sobie od 1929 roku i było szpitalem niemieckim a po wojnie radzieckim, Przede mną główny gmach a na lewo i prawo ciągną się w jednym szeregu budynki. Zachciało mi się zmierzyć ile metrów może mieć ten główny element szpitala. WŁĄCZYŁEM KROKOMIERZ. Zrobiłem z jednego do drugiego końca prawie 600 kroków, to na pewno nie mniej nic 250 metrów.
Ale co to, w jednym z okien na trzecim piętrze zobaczyłem kogoś. Macha do mnie  jakby chciał przywołać. Mrok już zapada, a ja jestem bez latarki. Zaryzykuję, pomyślałem i pobiegłem w stronę wejścia głównego, następnie schodami wyżej. Jestem już na trzecim, nagle z otworu drzwiowego wybiega wprost na mnie sowiet.
– Wy towariszcz ot kuda –  zaraz się poprawił i już dobrą polszczyzną zagaił jeszcze raz.
– Skąd jesteście towarzyszu.
 Normalnie zatkało mnie, co on tu robi, może to szpieg Putina (?) On tymczasem:
– Pić się chce, macie wódkę?
– Jak się nazywasz – zapytałem.
– Jestem Grisza – odparł.
Rany boskie od razu wódki mu się zachciało. Podczas  gdy się zastanawiałem nad sytuacją w jakiej się znalazłem – pokazało się jeszcze dwóch sowieckich amatorów gorzały.  Skąd się oni wzięli tutaj?
– Ilu was jest – zapytałem
– Jest nas czworo, ja, ci dwaj i nasza koleżanka, pielęgniarka.
– Od kiedy tutaj jesteście?
– Byliśmy zawsze, Nikita skonstruował w swoim prywatnym pokoju maszynę do przenoszenia się w czasie. Zrobił maszynę na bazie kabiny ze starego polskiego Poloneza, coś w niej zamontował, pracował nad tym od 1972 do 1992 roku, całe 20 lat. Później jak musieliśmy opuścić Polskę w 1993 to Nikita powiedział – rebiata, zostajemy i zaprosił nas do kabiny. Krótka manipulacja na przyrządach, pokręcił i zniknęliśmy. Dopiero dzisiaj towarzyszu przeszliście obok naszego piętra gdy nagle   maszyna  złapała jakiś  impuls, oto jesteśmy żywi i cali. Normalnie byliśmy chyba w jakiejś dziurze czasowej. Ale widzimy, że mieliście tutaj wojnę jak nas nie było, same ruiny. Kto was napadł, gdyby nas nie wygoniono to byśmy was obronili.
Nie odpowiedziałem na ten komentarz Griszy, wojny nie było, ale byli szabrownicy i złomiarze, gorsi niż działania wojenne.
– Bardzo ciekawe urządzenie, który z Was Nikita – zapytałem.
Ciemnooki, wysoki brunet przedstawił się:
– Nikita a Wy?
– Bolesław – odparłem.
– To nasza koleżanka, Natasza.
Ładna blondynka o idealnych wymiarach miss świata…  – pomyślałem.
– A ten  – wytrącił mnie z chwili zamyślenia Nikita, wskazując na małego, mizernego człowieczka  – Wowa, nasz mózg od programowania.
– Opowiedz mi Wowa coś  więcej o tym urządzeniu. Jakie ma funkcje. Jak je zbudowałeś, skąd  wziąłeś  wszystkie elementy, bo rozumiem, że Nikita był od mechanicznych a ty elektronicznych  parametrów?
– Długa historia, urządzenia mechaniczne pochodzą z ciężkiej artylerii, czołgów, dział, wozów pancernych,  jak je naprawiano i miałem dyżury to zawsze udało się cos wymontować, wymienić, no wiecie jak to jest. A elektronika to już było konkretne zadanie. Mój  znajomy oficer miał dostęp do samolotów i hangarów w których one stały. Zorganizował kilka podzespołów sterujących.
– Aaaa teraz rozumiem dlaczego rozbił się przy starcie samolocik, głośna sprawa była – podsumowałem.
– Tak, tak ale nikt nie  zginął – wyjaśnił szybko Wowa. – Otóż jak poszły wieści, że będziemy musieli wracać do swoich to przyspieszyłem prace i któregoś dnia wsiedliśmy do maszyny no i było znikniecie. Sprawdziłem, mamy opcje przenoszenia się w czasie, ale tylko w przeszłość aż do chwili obecnej, funkcji jazdy w przyszłość nie ma. Ech gdybym miał płytkę pamięci chociaż 900 megabajtów rozmarzył się  Wowa.
– Facet, o czym ty mówisz, ja mam w swoim telefonie 128 Giga, mój laptop ma 2 terabajty. – Święty Boże! co ty gawarisz? – Wowa, aż podskoczył z wrażenia.
– Jesteście teraz w roku 2023, 30 lat siedzieliście w tej dziupli, technika poszła naprzód – wyjaśniłem czwórce podróżników w czasie.
– A wódka jeszcze jest i piwo jak kiedyś? – zapytał Grisza.
– Wszystko jest, ale  wiecie co. Załatwię wam ubrania i przejdziemy się po Legnicy. Tylko  nie w  tych mundurach. Zaraz by was zabrali na przesłuchanie w psychiatryku. Wrócę tutaj jutro, czekajcie.
– Niet problema, wsiadamy do maszyny i nas nie ma.
Jak powiedzieli tak zrobili i słowo powietrzem się stało – zniknięcie całkowite.
Jasna cholera! zapomniałem o najważniejszym, jakie rozmiary odzieży, obuwia. Na chybił trafił jak w totka kupiłem. Muszę z mundurowych zrobić cywili. Zakupy zapakowane, trochę to trwało, spóźniłem się jeden dzień. Jestem już na terenie ruin poszpitalnych, już na piętrze, ale nikogo nie ma. Na zewnątrz wieje, zbliża się zmiana pogody z upalnego lata na jesienne deszcze.
Już ponad godzinę czekam  poszukuję mojej czwórki z przeszłości. Chwila, zaskoczyłem: przecież musze włączyć KROKOMIERZ.
Jest, ok. Włączyłem, chwilkę, kilka sekund i pokazał się ich pojazd w salce obok.
– Myśleliśmy, że już nie przyjdziesz – powiedziała Natasza.
– Spokojnie, wszystko oki. Przebierajcie się – to mówiąc podałem im torby z ciuszkami. Chciałem pomóc Nataszy ubrać się, ale odmówiła.
– Słuchajcie, wyjdziemy teraz do miasta. Starajcie się nie zwracać na siebie uwagi. Czasy się zmieniły, bardzo się zmieniły.
CDN…
Bolesław Bednarz-Woyda

2 Komentarze

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię