Kartoteka Tadeusza Różewicza w THM

0
372

Kartoteka zrealizowana właśnie w  legnickim THM przez Maksymiliana Nowaka jako jego przedstawienie dyplomowe została już opisana w mediach i jak na wypowiedzi odnoszące się do realizacji legnickiego teatru, wydaje się – opisana jakoś bardzo wstrzemięźliwie. Dominuje w nich ostrożna rzeczowość, a teksty składają się głównie z takich treści: geneza dramatu i intencje Tadeusza Różewicza sprzed 60 lat, zamiary debiutującego reżysera, inwentaryzacja scenografii i zasłużone, jak zwykle – pochwały dla aktorów.

Nie zamierzam jednak być metarecenzentem, jak Bogdan Grzeszczak-Chór wobec akcji-nieakcji w tej realizacji.

Ale wydaje się, że chociaż wszystko to do pewnego stopnia jest potrzebne w sprawozdaniu ze spektaklu, nie wyczerpuje opisu, więc i możliwości oceny tego, co zobaczyliśmy na scenie Gadzickiego.

W wypowiedziach…

…reżysera (konferencja prasowa, wypowiedź na podkaście @ktu) usłyszeliśmy, że zamierzał Bohaterem mianować człowieka swoich czasów – naszych czasów. Nie tamtego – sprzed dziesięcioleci, kiedy debiutował jako dramaturg Tadeusz Różewicz – postać z doświadczeniem wojennym, okupacyjnym (Podchorąży), stalinowskim, lecz dzisiejszego, doświadczonego covidową izolacją, atakowanego ideami ponowoczesności i przebodźcowanego – całkiem współczesnego, nowoczesnego Polaka.

Bo nie jest to postać uniwersalna, everyman, jak gdzieś o nim już napisano. To jednak ktoś stąd. Ktoś spośród nas.

Ten Mickiewicz (Oda do młodości) stale obecny w wypowiedziach Chóru (Bogdan Grzeszczak) głównie identyfikuje bohatera i jest to wpisane w Kartotekę, i nieusuwalne.

Ale reżyser poszedł dalej.

Poszerzył…

…mianowicie swoją dyplomową Kartotekę o scenę ze zjawą Matki opartą na rozważaniach Tadeusza Różewicza z tomu Matka odchodzi (Nike 2000), która w tym legnickim spektaklu działa pięknie i wzruszająco, ale chyba narusza przyjętą koncepcję całości zapisaną w Kartotece.

Matka bowiem jest zjawą z przeszłości Bohatera – autora, a nie figurą przechodnią, jak pozostałe postaci. Nie jest tą samą Matką, która na chwilę odłożyła mikser i zaczęła mówić ludzkim głosem (co to znaczy, nie powiem, bo suspens sceny z mikserem warto ocalić). Matka-zjawa nie weszła do przechodniego pokoju, gdzie rozgrywają się dialogi i mówiła do syna zza siedmioczęściowego przejrzystego parawanu, skąd spoglądają na bohatera kolejni jego goście. Matka-zjawa zza przezroczystej zasłony istnieje zupełnie inaczej niż pozostałe postacie w tym spektaklu. Wyjątkowo i w sposób całkiem nieuzasadniony.

Ten trop utrudnia…

…trochę myślenie o Bohaterze jako uniwersalnym, everymanie – człowieku zewsząd. Ponieważ postać Matki-zjawy z tej sceny nadaje bohaterowi indywidualny biograficzny rys i wiąże go z postacią autora.

Czy to zamierzone? Na szczęście/nieszczęście(?) dla siebie/spektaklu (?) – czytałem tom Matka odchodzi.

Kolejna intrygująca i chyba znacząca rzecz tego spektaklu….

Rekwizyty

Oprócz Dziennikarza i Matki-zjawy, po kolejnych dialogach scena robi się coraz bardziej zagracona tym, co zostawiają jako swoje atrybuty goście Bohatera. Święty obraz z pielgrzymki po Wuju, odkurzacz i mikser po Matce, jabłko, na które nie dał się skusić bohater, tablica po Nauczycielu, walizka wypełniona alkoholem, huśtawka, stryczek, fotel. W końcu, kiedy bohater zejdzie ze sceny – tylko to pozostanie – porzucone przedmioty. To cudze, porzucone utrudnia poruszanie się po sypialni-scenie, zapełnia świat Bohatera, zabiera mu przestrzeń, wypycha go z niej. Czy dlatego Bohater wychodzi? Ucieka? Rezygnuje?

Oryginalnemu Bohaterowi Kartoteki w realizacji legnickiej została amputowana wojenna i okupacyjna przeszłość, także niefajne lata pięćdziesiąte. Tego, którego oglądamy, nęka teraźniejszość, a nie przeszłość.

Ta teraźniejszość ma, prócz porzuconych rzeczy, także postać hałaśliwych, pospiesznych telewizyjnych relacji rzucanych jako obrazy na ścianę ponad sypialnią-sceną, na które Bohater reaguje apelem wzywającym wszystkich do zamilknięcia, uciszenia się.

Z niej, naszej rzeczywistości, pochodzi i wchodzi na scenę osoba bez oblicza – tiktokerka
(w oryginale Dziennikarka) nieskłonna do słuchania tego, co mówi Bohater, zajęta sobą i pochłonięta zarabianiem czyli reklamowaniem produktu sponsora

Czy to mają być te właśnie powody, dla których trudno dzisiaj być bohaterem?

Niezdolność obrony…

…przed zalewem komunikatów, wyboru, ogarnięcia tego, czym jesteśmy otoczeni obecnie, frustruje współczesnego prostego człowieka tak samo dojmująco jak przeszłość (wojna, okupacja, stalinizm) w oryginalnej – pierwotnej Kartotece?

Przyznaję, że trudno mi w to uwierzyć.

Kiedy przerysowany w oryginale Nauczyciel pytał: a któż będzie cierpiał na tym świecie?, autor podważał nim myślenie romantyczne Słowackim i Mickiewiczem o historii i życiu – czemu niby trzeba cierpieć? Czy to naprawdę konieczne? Czy to coś daje?

Było ono postawione tuż po doświadczeniu okupacji i wojny – piętnaście lat – i okazało się, że cierpienie nie zbawia, nie ocala, nie uszlachetnia. Wyniszcza, degraduje, zabija.

Dzisiaj cierpienia sytej młodzieży…

…i kolejnych dorastających pokoleń oznaczanych dla łatwości różnymi literami alfabetu zdają się nieporównanie błahe (covidowa izolacja i przebodźcowanie dotyczą każdego, nie tylko młodzież tej czy innej generacji).

I jeśli kolejne pokolenia tego, naszego czasu szukają sposobu na wyrażenie swoich frustracji, lęków i skarg spowodowanych cierpieniem tego czasu, to powinny jednak znaleźć swój język, swój tekst. Swojego autora. Dlatego właśnie spektakl wydaje mi się czystą i trochę płytką zabawą.

Trudno dzisiejszego bohatera, jakiego proponuje Nowak w swojej wersji Kartoteki, zobaczyć

w tamtych oryginalnych czyli zupełnie niedzisiejszych sytuacjach.

Na przykład niby-kajania się za niewytrwanie w poście. Dzisiaj? Post?

Również w scenie uświadamiania, którą, jak podejrzewam, mimo zupełnej już dziś anachroniczności sytuacji – pozostawiono w spektaklu ze względu na to, co mogli zrobić i zrobili z nią Katarzyna Dworak (Matka) i Paweł Wolak (Ojciec). Szkoda byłoby po prostu nie użyć komediowego talentu Pawła Wolaka.

Kiedyś opowiadał podczas spotkania z cyklu Teatr, jakiego nie znacie o tym, jak w trakcie powrotu do domu próbowali sobie wraz z Katarzyną Dworak kłótnię rodziców Ewy Pobratyńskiej z Dziejów grzechu tak – na ulicy. Trzeba widzieć, że ich postacie nie przebierały w słowach, więc spojrzenia przechodniów przysłuchujących się temu bardzo burzliwemu dialogowi skłoniły parę do zaniechania próby. To musiało być niesamowite!

Jeśli więc, myślę sobie – Państwo Dworak-Wolak szlifują swoje role tak pilnie, że nawet w drodze do domu, nie dziw, że to, co dostajemy na scenie jest tak zgrane i zagrane – arcydzielne wprost.

Tak jak tutaj – w scenie uświadamiania Bohatera w Kartotece. Cóż za popis!

Ale też, z drugiej strony – przełamywanie, kontrastowanie zagadkowych, depresyjnych monologów Bohatera takimi farsowymi scenami prowadzi do … . No, właśnie – do czego?

Co w efekcie dostajemy?

Nieustaloną, rozpiętą…

…między powagą i śmiesznością tonację widowiska z podaną na koniec, po ucieczce Bohatera zastanawiającą kwestią: On zawsze wraca. Zdaje się ona dezawuować i wszystkie wysiłki bohatera, i jego ostatni gest – zejście ze sceny.

OnBohater jest u Różewicza bohaterem historycznym, ale i bohaterem w ogóle – wszelkim bohaterem – wytworem każdej opowieściod Gilgamesza po Neo z Matrixa i dalej, tyle, że Bohater Kartoteki wyraźnie nie chciał być bohaterski jak choćby wspomniani herosi ani w ogóle być jakimkolwiek bohaterem. Nie mógł.

Kiedy więc ze sceny pada zacytowana wyżej kwestia, można ją zrozumieć tak, że Bohater, skoro zawsze wraca – jest jakiś niezdecydowany, nijaki. Rola jaką mu wyznaczono przerasta go, ale i – skoro zawsze wraca – pociąga.

To znaczy twórców, konstruktorów opowiadań złożonych w powieść czy dramat.

Teatr, innymi słowy, jeśli nawet nic w nim się nie dzieje i przedstawia jakieś zmiędlone i zmielone historią Nic – musi mieć jednak bohatera, choćby jakiś jego substytut, zamiennik – cokolwiek.

Może to jest jedna z prawd o sztuce, którą zamierza uprawiać Maksymilian Nowak po ukończeniu Akademii Teatralnej? Ale nie jest to przecież wynalazek oryginalny.

Spojona z nią jest myśl inna, druga – o zwyczajnym człowieku naszych czasów, który sam nie wie, ani kim jest, ani jaki jest, przewrażliwionym i nijakim eskapiście, którego wszystko uwiera i każdy zniechęca. To również nic nowego.
Reżyser ma szczęście, że cała ta wspaniała teatralna maszyneria z Legnicy została mu udostępniona do realizacji dyplomu. Ale przede wszystkim ma szczęście obsadzać w rolach postaci Kartoteki legnickich aktorów: Mateusz Krzyk (Bohater), Bogdan Grzeszczak (Chór), Anna Siennicka (Sekretarka), Łukasz Kucharzewski (Dziennikarz) i gwiazdy tego widowiska: Katarzyna Dworak-Wolak (Matka) oraz Paweł Wolak (Ojciec).

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię