Filozofowie (w trzech słowach)

0
480

Kiedy naczelny Gazety Piastowskiej przyłapał mnie gdzieś na mieście z książką w ręku, mrugnął: Coś będzie pisane? Ale taki amator w pisaniu i czytaniu, jakim jestem – nie może recenzować książki takiej jak Filozofowie (w trzech słowach) profesora Piotra Nowaka.

No, nie.

Nie pamiętam, jak się nią natknąłem. Chyba w Teologii Politycznej w internecie, bo po księgarniach wydany w 2022 roku tom szybko został wykupiony i był bardzo długo nieobecny w obrocie w wersji papierowej, aż do momentu dodruku w 2024 roku (dostępne były wersje elektronicznie, ale dla niektórych są nie do przyjęcia).

Szukałem wytrwale. Przeglądanie stron ofert internetowych (Brak w magazynie) wyrzuciło między innymi Kulturę Liberalną a w niej wypowiedź absolwenta Kings College (w notce o nim znajdujemy słowa: wybitny oraz uznanie), który zatytułował swój tekst o Filozofach: Polowanie na komunę, czyli filozofia polska w jednym słowie.

Lepszej rekomendacji nie można wymyślić: liberałów zabolało!

Zabolało do tego stopnia, że ów wybitny absolwent Kings College posłużył się frazą niemądry pogląd i określeniem niekonsekwentnie.

Co za szarża!
Profesor Nowak w telewizyjnym Kronosie zawsze robił niesamowite wrażenie. Nie mniejsze – wykaz jego publikacji zamieszczony choćby w Wikipedii. I jeśli ktoś (wybitny absolwent) o jakimś jego poglądzie mówi, że jest niemądry albo zarzuca mu niekonsekwencję to jest to niemała odwaga albo równie niemały brak rozwagi.

Ale to prawda. Jest w Filozofach niejeden raz wprost wyrażony zdecydowanie negatywny osąd komuny.

Nie tylko zresztą komuny. W części Dekomunizacja rozdziału poświęconego ks. profesorowi Tischnerowi czytamy o komunizmie: porzucił swoją dawną skórę i przezwał się dla niepoznaki ponowoczesnością (Proszę Państwa: profesor Zygmunt Bauman!).

Opisywana przez Nowaka komuna zresztą nie jest w Filozofach systemem, ustrojem, filozofią, lecz przede wszystkim kilkunastoma (spośród 28 opisywanych osób) filozofami, którzy komunizm w PRL objaśniali, instalowali, umacniali i uzasadniali. Wykuwali czujne kadry rodzącego się ustroju i zabezpieczali w ten sposób jego trwałość, czystość i pozostałe jeszcze przymioty opisywane w Nowych Drogach i innych organach.

Komuna czyli profesorowie, których książek raczej się nie czytało poza instytutami, katedrami i zakładami naukowymi powołanymi dla nich z woli komunistycznych władz Polski w latach istnienia prlu. Ten jakże adekwatny szyderczy skrót wymyślił Zbigniew Herbert, który jest także bohaterem Filozofów z powodu Henryka Elzenberga. Sam poeta w Potędze smaku efekty działalności opisywanych przez Piotra Nowaka Filozofów przedstawił tak:

samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach ziemniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach

Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy
dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu
składnia pozbawiona urody koniunktiwu

Komuna czyli…

…ideologowie. Przeważająca część dawnych marksistów przeflancowała się na postmodernizm, zamieniając komunistyczną nowomowę na „francuski bełkot”, „modne bzdury”, którymi masowo zarażała studentów – pisze profesor Nowak.

Ale podobnie niekorzystny obraz zyskują w Filozofach liberałowie, chociaż autor nie zajmuje się nimi jakoś bardzo specjalnie, lecz w komentarzach do poglądów przedstawianych filozofów znajdziemy równie jednoznaczne jak o komunistach opinie.

Cóż jednak zostało uznane przez wybitnego absolwenta Kings College za niemądry pogląd profesora Nowaka?

Taka mianowicie jego koncepcja, taka zachcianka, takie widzenie sprawy, że oto głoszone przez filozofa poglądy powinny kierować jego życiem, być wskazówkami może, imperatywami.  Nie tylko w życiu nauczanych.

Żeby swoje życie…

…filozof przeżył według zasad, które głosi. Nawet, gdyby dla tych zasad miał życie oddać. Tak jak stało się to z Sokratesem.

I pewnie dlatego wybitny absolwent Kings College poważył się na wybrzydzanie na Filozofów, ponieważ profesor Nowak znajduje w wielu biografiach myślicieli przepaść między tym, czego nauczali innych, a tym, czym sami się w życiu kierowali.

Przyłapuje ich po prostu na tym, że choć niewątpliwie wybitni, oddali swoje zdolności złej sprawie. Oddali? Przehandlowali za katedry, profesury, zaszczyty i korzyści.

Książka przypomina nieco Hańbę domową Jacka Trznadla, także demaskatorską, tyle że tam artyści (oraz naukowiec – prof. M. Janion) demaskują się w rozmowach sami. Także trochę i w tym, że, podobnie jak po Filozofach Nowakowi zarzucano się niemądrość – Trznadlowi po Hańbie… zgryźliwie wypominano okres 1956 -1970, gdy należał.

Żeby jednak wykazać ten rozziew między życiem i poglądami filozofujących, trzeba te poglądy znać. Filozofowie więc zawierają niemały skład tytułów, są bibliografią ksiąg, z których wiele to teksty zupełnie nieczytelne dla przeciętnego czytelnika, jak niżej podpisany – na przykład prace Romana Ingardena. Inne zaś, jak książki Ryszarda Legutki, czy Józefa Marii Bocheńskiego albo Juliusza Domańskiego – są, mimo lat, wciąż ciekawe, czytelne, a ludzie wciąż obracają nimi na internetowych aukcjach dla ich urody, głębi, mądrości (trochę dla kasy również, wiadomo).

Kolejną zaletą Filozofów jest język opowieści profesora Nowaka. Kiedy ogląda się w internecie spotkanie na okoliczność promocji tej książki, profesor Nowak plącze się jak nieprzygotowany do egzaminu student i tłumaczy, w co nikt nie chce uwierzyć (my także) – że jest niezwyczajny.

Ale kiedy pisze, to jest prawdziwy cymes!

Czy to w streszczaniu dzieł filozoficznych swoich bohaterów, czy opowiadaniu o kolejach ich życia, czy kiedy wyznacza tę przepaść dzielącą naukę filozofa od jego codzienności, czy gdy decyduje się na dygresje od tematu albo dykteryjki zaczerpnięte z własnego doświadczenia.

Czytanie Filozofów (w trzech słowach) Piotra Nowaka jest nieustającą przyjemnością i choć książka jest spora – trwa nieznośnie krótko.

Polecać trzeba, ale i życzyć przy tym wytrwałości w poszukiwaniu, bo nabyć do niedawna w księgarni – było niemożliwością wprost.

Z drugiej ręki również.

Ale był, jak się wspomniało, dodruk i teraz jest łatwiej.  Warto.

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię