REFORMA EDUKACJI A POWIAT WOŁOWSKI

0
361

„Oświatowa rewolucja”, czyli zmiana ustroju szkolnictwa w Polsce skutkująca pojawieniem się struktury pamiętającej 8-letnią szkołę podstawową i czteroletnie liceum rodem z czasów moich rodziców skłania do refleksji. Refleksji na temat tego czy zmiana ustroju struktury szkół jest rzeczą najważniejszą, czy to raczej podstawa programowa powinna wyznaczać jakość polskiej edukacji.

Nigdy nie kwestionowałem, podobnie jak zapewne większość moich rówieśników, iż uczęszczanie z tymi samymi ludźmi do jednej klasy w systemie 1-8 budowało trwalsze relacje międzyludzkie niż w systemie 6+3+3. Niemniej będąc drugim rocznikiem, który uczęszczał do gimnazjum w Wołowie, stwierdzić muszę, że sama struktura 6+3+3 w moim wypadku nie była czymś złym. Oczywiście na początku można doszukiwać się minusów wprowadzenia takich rozwiązań w 1999 roku.

Aż tak źle?

Obecne działania Ministerstwa Edukacji przypominają jednak próbę zawracania rzeki kijem. Pytanie jakie przede wszystkim należy sobie zadać w całym zamieszaniu – to: Czy jest aż tak źle w polskim szkolnictwie, że reforma musi zostać przeprowadzona? Racjonalny uczeń, rodzic, nauczyciel zapewne stwierdzi sam, bez żadnej pomocy, iż najważniejsza jest podstawa programowa a nie sama struktura, która pełni bardziej zaplecze organizacyjno-techniczne. Dokonując ewaluacji systemu kształcenia w szkołach podstawowych i gimnazjach często przytacza się badania PISA. PISA jest badaniem międzynarodowym, którego celem jest uzyskanie porównywalnych danych o umiejętnościach 15-latków w następujących dziedzinach: czytanie i rozumowanie w naukach humanistycznych, matematycznych i przyrodniczych.

Z badań przeprowadzonych w 2012 roku dotyczących średnich wyników z pomiaru umiejętności czytania i interpretacji Polska plasuje się znacznie powyżej średniej krajów OECD. Z wynikiem 518pkt. nasz kraj wyprzedziła jedynie Finlandia i Irlandia. Podobnie sprawa ma się w przypadku wyników z matematyki. Tutaj Polskę wyprzedza jedynie Holandia, Estonia i Finlandia. Mamy zatem na co narzekać?

Reforma czy rewolucja?

Wydawać by się mogło, że nie, jednak każdy system posiada pewne ułomności, coś co można poprawić, udoskonalić i uzyskać lepsze wskaźniki, np. wspomnianą jakość kształcenia, poprzez ulepszanie podstawy programowej. U nas jednak stosuje się metodę spalonej ziemi – destrukcji starego systemu i budowanie nowego od podstaw. W takim wypadku nie możemy mówić o reformie a o rewolucji.

Metoda spalonej ziemi wynikać może ze zbyt dużej potrzeby ukazania swojego indywidualnego charakteru, gdyż bądź co bądź system kształcenia uczy nas bycia indywidualistami, powiedziałbym nawet, że egoistami dla których liczy się konkurencja już od najmłodszych lat… i może właśnie tutaj MEN powinno skupić swoją uwagę wprowadzając reformę. Projektować założenia integrujące dzieci dotyczące rozwiązania zagadnień problemowych, które można rozwiązać wspólnie, dla dobra wspólnego…

Ktoś powie, zawiało utylitaryzmem i pobożnym życzeniem? Może tak, a być może nie. Kiedyś, jako ludzie musimy przestać skupiać się na kreowaniu podstawy programowej opartej o tworzenie polityki historycznej, kreowanie nowych bohaterów przy jednoczesnym wykreślaniu innych nazwisk z polskiej historii. Polska jest jednym z nielicznych krajów, w którym trudno utożsamiać się z jakimś autorytetem. Kimś, kto będzie dla ludzi młodych drogowskazem, ostoją pewnych wartości, tego wydawać by się mogło potrzebują ludzie młodzi najbardziej…

Koszty i czas?

Wracając jednak do samej „reformy” – w zmianie systemu oświaty nikt chyba w MEN nie policzył kosztów i czasu, jakie są niezbędne do przekształcenia placówek. Oczywiście, w oficjalnej broszurze odnoszącej się do zmian systemowych Ministerstwo wylicza wydatki na poszczególne działania, lecz zapomniano, że tak duża zmiana pociągnie za sobą potrzebę dostosowania budynków pod nowe standardy. Część wydatków poniosą Gminy, w celu dostosowania niektórych obiektów. Dla przykładu poprzednia reforma zakładała 6-letnią szkołę podstawową, co sprowadzało się do tego, iż wiele gmin przekształcało, przenosiło placówki oświatowe do mniejszych budynków a większe zagospodarowywano inaczej lub po prostu sprzedawano.

Dziś założenia są zupełnie inne – w małych budynkach mają pomieścić się jeszcze co najmniej dwie dodatkowe klasy (siódma i ósma). Baczny obserwator odpowie jednak, iż niż demograficzny nie spowoduje nagłego wzrostu liczby dzieci uczęszczających do placówek. Będzie to prawdą, lecz nie we wszystkich miejscach w Polsce. Z czasem również efekt programu 500+ (dla niektórych będący stymulantem do macierzyństwa) oraz napływ imigrantów z Ukrainy, którzy zechcą osiedlić się na stałe w Polsce naturalnie wymusi potrzebę rozbudowy infrastruktury oświatowej. Brak zatem w naszej polityce krajowej determinacji i konsekwencji we wdrażaniu długofalowego systemu wykorzystującego posiadaną infrastrukturę.

W kontekście kosztów związanych z reformą oświaty mówi się często o nauczycielach, ich etatach oraz potrzebie likwidacji zbędnych stanowisk w przekształconych szkołach. Warto mieć na uwadze, że każda próba zmiany jakiejkolwiek struktury wiąże się ze zmianami wskaźnika zatrudnienia. W tym wypadku nie będzie inaczej. Część nauczycieli straci pracę, a w niektórych dużych placówkach nastąpi potrzeba ich zatrudnienia. Niemniej według założeń Ministerstwa dyrektorzy gimnazjów będą mogli stać się wicedyrektorami przekształconych szkół podstawowych. Co jednak z pozostałą częścią kadry nauczycielskiej, która może obawiać się o swoją przyszłość? Konkluzja nasuwa się zatem sama – po raz kolejny nie wzięto pod uwagę „zwyczajnych” ludzi oraz ich tragedii związanych z utratą pracy.

A co w Powiecie Wołowskim?

W Wołowie, Wińsku i Brzegu Dolnym zaistnieje problem zapewnienia ciągłości pracy wszystkim nauczycielom, lecz najprawdopodobniej gimnazja na wzór placówek wrocławskich zostaną przekształcone w szkoły podstawowe, zespoły szkół a w ostateczności zostaną wygaszone. Jest to naturalna konsekwencja proponowanych zmian przez Ministerstwo.

Wszystkie gminy będą musiały ponieść jednak dodatkowe koszty dostosowania infrastruktury placówek. Być może zajdzie potrzeba ich rozbudowania. Takie jednak informacje dostępne będą dopiero po podjęciu przez organy stanowiące poszczególnych gmin uchwały o nowej sieci szkół, która określać będzie obwody. Samorządy mają czas na jej podjęcie do 31 marca 2017 roku, tak aby rekrutacja odbywała się płynnie dla kolejnych roczników.

W czasie zmian sieci szkół powstanie zapewne dezinformacja, nie tyle dla samych nauczycieli, co dla rodziców dzieci, które będą przechodziły rekrutację. Pozostaje mieć jednak nadzieję, że samorządy przygotują się lepiej na wdrożenie nowej ustawy. Lepiej niż to miało miejsce choćby w przypadku ustawy śmieciowej…

Stanisław Chodorowski
źródło: chodorowski.eu

Artykuł jest dostępny pod adresem: http://chodorowski.eu/?p=701

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię