MARSZ WOLNOŚCI – REFLEKSJA

0
411

Milkną echa ostatniego „Marszu Wolności” zorganizowanego przez Platformę Obywatelską w Warszawie. Marsz zgromadził według różnych danych – od 9 tys. (policja) po 100 tys. (stołeczny ratusz) obywateli. Jednak zastanówmy się dlaczego, kto i po co wziął udział w „Marszu Wolności”.

Oprócz przedstawicieli największej partii opozycyjnej w parlamencie – Platformy Obywatelskiej, w dniu 6 maja 2017 roku na plac Bankowy przybyli również przedstawiciele Nowoczesnej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Związku Nauczycielstwa Polskiego, Komitetu Obrony Demokracji, środowiska LGBT oraz wielu innych „zwykłych obywateli”. Wśród wspomnianych środowisk tego dnia do stolicy przybyli również samorządowcy – prezydenta Poznania, Łodzi czy burmistrza Wołowa – Dariusz Chmura. Cały marsz sprawiał wrażenie, jakby uczestnicy zgromadzi się w jednej sprawie – aby powiedzieć „NIE” partii rządzącej, która dokonuje reform – stanowczo i bezkompromisowo.

Sam będąc uczestnikiem „Marszu Wolności” zauważyłem wielu uśmiechniętych ludzi, którzy nie przybyli manifestować za pomocą siły. Oczywiście były przemówienia polityczne, ale nie to było w tym dniu najważniejsze… Ważne było to, że obywatele potrafili po raz kolejny wyrazić sprzeciw dla zmian jakie dokonują się w Polsce.

Najciekawszym fragmentem marszu była dla mnie rozmowa z cudzoziemcem z Izraela, który przyjechał do Polski. Jak sam wspominał, nie za bardzo rozumiał dlaczego tylu ludzi wyszło na ulicę, by pod hasłami „wolności” wyrazić sprzeciw dla partii rządzącej. Jak podkreślił, ostatnio wrócił z Białorusi i tam dochodzi do miażdżącego ograniczania swobód obywatelskich, w Polsce natomiast sytuacja nie jest zła. Tłumaczyłem mu, że ja wziąłem udział w „Marszu Wolności”, aby Polska nie stała się drugą Białorusią.

W naszej 10 minutowej dyskusji, rozmawialiśmy o ograniczeniu kadencyjności w samorządach, zmianach w sądach powszechnych oraz ograniczania możliwości organizowania manifestacji. Mój rozmówca wspomniał, że faktycznie nie może dochodzić do sytuacji, w której jedna partia miałaby monopol na wszystkie sfery życia publicznego. Przyznał, że w takiej sytuacji trzeba protestować i na sam koniec życzył manifestującym powodzenia.

Coś jest na rzeczy, gdyż cudzoziemiec nie rozumiejący tego co dzieje się aktualnie w Polsce nie jest zjawiskiem dziwnym. Większość obywateli jednak nie interesuje się sytuacją polityczną – jest to trochę niezrozumiałe… Wiem, że dla większości ludzi ważniejsze niż manifestowanie jest praca, spędzenie czasu z rodziną. Nie pozostawia jednak wątpliwości, że podkreślanie wolności jako wartości kardynalnej ma swoje uzasadnienie w życiu każdego człowieka i to każdy człowiek powinien decydować o swojej przyszłości, a nie rząd czy inny organ państwowy. Co za tym idzie? Refleksja jest jedna – dopóki większości ów wolność nie zostanie odebrania, dopóty ludzie nie zrozumieją jak bardzo za nią tęsknią…

Podsumowując cały „Marsz Wolności” należy stwierdzić, że opozycyjne partie polityczne protestowały przeciwko partii rządzącej, nauczyciele – przeciwko reformie edukacji, samorządowcy – przeciwko ustawie wprowadzającej kadencyjności w samorządach, prawnicy – przeciwko degrengoladzie jaka odbywa się w kontekście Trybunału Konstytucyjnego i Sądów Powszechnych, związki zawodowe pracowników MSWiA, kontrwywiadu – przeciwko ustawie pomniejszającej ich emerytury, środowiska LGBT – przeciwko homofonicznej polityce oraz „zwykli obywatele” – przeciwko niszczeniu wizerunku Polski w otoczeniu międzynarodowym.

Wolność zatem nie jest dana raz na zawsze. Trzeba o nią walczyć – różnymi środkami. Wydaje mi się jednak, że pokojowy „Marsz Wolności” jest najlepszym środkiem pokazania partii rządzącej niezadowolenia z sytuacji, która ma miejsce w naszym kraju.

Stanisław Chodorowski

źródło: http://chodorowski.eu/?p=875

Od redakcji: zapraszamy do dyskusji!

Udostępnij
Poprzedni artykułTRADYCYJNIE
Następny artykułKIERUNEK CHINY

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię