30 lat po

0
963

Flesze, flagi i cały państwowy anturaż rozmaitych przemówień wygłaszanych przez Donalda Tuska na okoliczność odświeżania relacji Polski z Rosją taką jaka ona jest miały wytworzyć w patrzącym i słuchającym wrażenie doniosłości chwili.

Jak w istocie było – czyli dla kogo było doniośle i w jaki sposób – pokazują pomału i systematycznie kolejne odcinki serialu TVP Reset profesora Sławomira Cenckiewicza i redaktora Michała Rachonia.
W 84. rocznicę wkroczenia Sowietów i trzydziestą rocznicę pozbycia się wojsk radzieckich/rosyjskich z Polski więc także z Legnicy (te daty koniecznie trzeba łączyć) warto przypomnieć wypadki z 2013 roku, kiedy to w naszym mieście zdarzyło się zdumiewająco wiele imprez z Rosjanami w centrum uwagi.

Rozmaite instytucje miejskie usiłowały wówczas wykazać się w temacie obecności albo, jak kto woli – pobytu oraz wyjścia Rosjan z Legnicy.
Jeszcze w 2012 roku stołeczna socjolog dr Zuzanna Grębecka wodziła młodzież po rozpoznanych w jej badaniach śladach Rosjan (Szlakiem Małej Moskwy). A podczas tradycyjnego styczniowego finału WOŚP głównym gadżetem licytacji była replika czerwonej pięcioramiennej gwiazdy, jakie widniały na bramach sowieckich obiektów w mieście. Ileż było zabawy!
Ratusz ugościł w kwietniu i maju 2013 roku najpierw Konsula Generalnego Federacji Rosyjskiej, a następnie mieszkańców obwodu leningradzkiego, gdzie zamieszkało wielu stacjonujących w Legnicy byłych sowieckich wojskowych.
Aby rozmawiać o świętowaniu rocznicy ich wyjścia z Legnicy.
Nadzwyczaj aktywna była w tym czasie Galeria Sztuki, której szef w specjalnej artystycznej akcji na kolanach niemal rysował czerwoną gwiazdę na Placu Słowiańskim u stóp Pomnika wdzięczności.
Zaproszono do Galerii młodzież i dzieci legnickich szkół, aby z marszu narysowały komiks o wyjściu Rosjan. Komiksowe wyjście jednak nie wyszło, ponieważ dzieci i młodzież pojęcia nie miały, czego chce od nich prowadzący zajęcia.
Byli zbyt młodzi, żeby cokolwiek kojarzyć.
Można dodać, że w 2018 roku – czyli 25 lat po wyjściu, Galerii jeszcze odbijało się radzieckością i zorganizowała artyście Grzegorzowi Klamanowi imprezę Pomnik rzucił cień oraz wyprodukowała w ramach akcji 20.34.Peron 4 niemożliwie zakłamany czerwony (dosłownie) baner, w którym na raz użalano się nad zlikwidowanym Pomnikiem wdzięczności oraz przepędzonymi radzieckimi żołnierzami, do czego pokrętnie domieszani zostali jeszcze Żołnierze wyklęci.
I wszystko podano w sosie bełkotu o odzyskaniu kulturowej suwerenności Legnicy.
Ponadto przygotowano kilka radzieckich ekspozycji (z Wilkiem i zającem, oczywiście) oraz premierę książki wspominanej już dr Grębeckiej zatytułowanej „Mówiono „druga Moskwa”. Wspomnienia legniczan o stacjonowaniu wojsk radzieckich w latach 1945-1993”.
Galeria Sztuki… .
Wróćmy do roku 2013.

Zaistniała wówczas w temacie Rosjan także Legnicka Biblioteka Publiczna, która urządzała konkurs na witrynę o pobycie armii sowieckiej, a także bardzo głośno anonsowane zbliżenie poetów polskich i rosyjskich zatytułowane Ambasadorzy poezji.
Miejski oddział PTTK urządzał wycieczki śladami legnickich Rosjan.
Szósty bal legnickich organizacji pozarządowych miał w tle czerwony transparent z napisem Niech żyje przyjaźń ze Związkiem Radzieckim, a jego uczestnicy prześcigali się w pieczołowitości odtwarzania szczegółów mundurów sowieckich żołnierzy i kostiumów pionierów.
Przyłożył się także OSiR prowadząc po mieście wycieczki według przewodnika Wojciecha Konduszy…
…o której to publikacji zrobiło się głośno z powodu zmian, jakie autor wprowadził do tekstu.
Zacytujmy doktora Konduszę: Przyjaciel napisał do mnie, że to niezrozumiałe, dlaczego NKWD miałoby wyłapywać Polaków w Polsce, osądzać ich i skazywać.
Dlatego Wojciech Kondusza postanowił wprowadzić do swojej książki zmianę: Dodałem więc w przewodniku przed słowem „rozstrzeliwali” słowo „jakoby”.
Przyjaciel (Rosjanin z Moskwy)
chyba w ogóle niewiele rozumiał lub tylko udawał – z powodu tej korekty poczuł ulgę zapewne.
Nawet kowale podczas dorocznego turnieju w Parku miejskim kuli wspólną rzeźbę obrazującą różne pojmowanie i nadawanie materialnego kształtu „Dążeniu do wolności”.
Sporo tego.
Ale to nie wszystko.
Niewątpliwie głównym zdarzeniem tamtego czasu była impreza, którą niemal z dumą, a na pewno z rozrzewnieniem wspominano jeszcze w listopadzie 2021 roku – czyli całkiem niedawno – podczas Kawiarenek obywatelskich w THM (o czym pisałem do Gazety Piastowskiej w tekstach Sentymenty i pierogi, Odpływają kawiarenki, O Małej Moskwie raz jeszcze).
O imprezie 20 lat po, która miała odbywać się od 13 do 15 września, dowiedzieliśmy się z zawiadomień legnickich mediów informujących o konferencji prasowej zapowiedzianej na 12 lipca 2013 roku w Centrum Prasowym Gazety Rosyjskiej w Moskwie, gdzie Jacek Głomb przedstawił szczegóły tego przedsięwzięcia.
To właśnie dyrektor THM miał wypracować najobszerniejszy plan tej imprezy, jak zawiadamiała prasa legnicka. Warto tu przypomnieć, że za pomysłodawcę imprezy uznaje się Franciszka Grzywacza – legnickiego wydawcę, a ojcem chrzestnym został pracujący wówczas dla THM redaktor gazety teatralnej @kt – Grzegorz Żurawiński.
Portal rg.ru z 9 lipca 2013 zamieścił wpis: 12 июля (пятница), в 11:00 в медиацентре „Российской газеты” состоится пресс-конференция „Двадцать лет после… вывода Советской армии”, организованная при участии Управления Маршала Нижнесилезского воеводства Польши, Театра им. Х. Моджеевской в Легнице, Центра польско-российского диалога и согласия.
(12 lipca (piątek) o godzinie 11:00 w centrum medialnym Rossijskiej Gazety odbędzie się konferencja prasowa „Dwadzieścia lat po… wycofaniu się armii radzieckiej”, zorganizowana przy udziale Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, Teatr. H. Modrzejewskiej w Legnicy, Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia).
Powołane przez Sejm pod laską Grzegorza Schetyny, oddane ministrowi Zdrojewskiemu pod kontrolę w latach, gdy premierem był Donald Tusk Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia mocno przyczyniło się do realizacji imprezy 20 lat po. Finansowo.
Już po napaści Rosji na Ukrainę Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia z mocy ustawy zmieniło charakter i nazwę na Centrum Dialogu im. Juliusza Mieroszewskiego.
Kiedy sprawa była jeszcze świeża, tę konferencję z dyrektorem Głombem można było oglądać na portalu CPRDiP. Dzisiaj już nie. Adres nie otwiera przekazu z konferencji w Moskwie.
Jednak w internecie może coś zginąć.
Czy dziwimy się temu?
Program wydarzeń rozpisany na trzy dni i wiele miejsc miasta angażował mnóstwo ludzi.
Zaproszonych z Rosji byłych żołnierzy służących w Legnicy. Oraz ich rodziny.
Naukowców i polityków skłonnych przybyć i debatować w legnickim teatrze o naturze obecności i przyczynach wyjścia oraz nieposkromionym imperialnym apetycie Rosji, ponieważ postawiono także pytanie: czy wrócą?
Artystów polskich i rosyjskich, w tym leciwego Andrzeja Wajdę, który patronował Pierwszej – jak czytaliśmy polsko-rosyjskiej szkole teatralnej.
Rekonstruktorów w sowieckich i hitlerowskich mundurach realizujących w huku strzałów i wybuchów w parku sceny zdobywania i wyzwalania Legnicy 11 lutego 1945 roku.
Administrację i pracowników Szkoły Podstawowej nr 10, dokąd sproszono Rosjan na wieczorne pogaduchy.
Służby miejskie obsługujące koncertową muszlę podczas wieczornego występu zespołu Leningrad.
Dołóżmy do tego ponadto zespół HuRaban witający muzyką uczestników konferencji Wyjdą, nie wyjdą przed teatrem.
Jeszcze telewizje i inne media relacjonujące wydarzenia z Legnicy.
Cóż za mobilizacja! Jak się wszyscy uwijali!
Jest 2013 rok.
Jeszcze dwa lata i wszystko powoli zacznie się zmieniać.
Ale amatorzy ciemnej słonecznikowej chałwy i rozhoworów z Rosjanami przebranymi dla niepoznaki w dżinsy za Europejczyków nie widzieli niczego niewłaściwego w odświeżaniu kontaktów. Naiwnie wysyłali zaproszenia i urządzali sesje, koncerty, pokazy i biesiady – co zostało następnie propagandowo wyzyskane przez rosyjską politykę do stwierdzeń, że w Legnicy tęsknią za Rosją.
Żadne potem żądania sprostowania, dementi i inne zastrzeżenia zgłaszane do telewizji Gwiazda (medium rosyjskiego Ministerstwa Obrony) nie odniosły skutku.
Oczywiście.
A Sznurow – lider entuzjastycznie reklamowanego Leningradu, który grał w parku, okazał się niedawno człowiekiem bez serca (mówiąc naprawdę bardzo zamiast), gdy obrzydliwie zachowywał się w związku z wojną Rosji przeciw Ukrainie.
Rosjanie z Legnicy wyszli 16 września 1993 roku.
Z Polski 24 ostatnich oficerów wyjechało 17 września.
Bardzo mocno trzeba podkreślić fakt, że taką właśnie datę wynegocjowano, tak międzypaństwowo: Lech Wałęsa – Borys Jelcyn, aby wyrównać rachunki, można by powiedzieć.
Aby w 54. rocznicę napaści ZSRS na Polskę 17 września w 1939 roku – według porozumienia Ribbentropp – Mołotow móc w końcu świętować uwolnienie od panoszenia się i wieloletniego dozoru Moskwy.
Świętować zakończenie powojennych porządków. Cieszyć się wolnością mówienia, co się naprawdę myśli – na przykład o katyńskiej zbrodni, która była następstwem wejścia Sowietów.
O deportacjach.
O losach Sybiraków.
O roli polskich komunistów gorliwie realizujących moskiewskie projekty.
I o innych jeszcze sprawach bolesnych, smutnych.
Tymczasem koncepcja 20 lat po – zakładała coś zupełnie innego. Pogaduszki o tym, jak było, zbliżanie się na ludzkiej płaszczyźnie z sołdatami stacjonującymi ongi w Legnicy.
Trzymanie się z dala od polityki. Zadumę nad losem człowieka sowieckiego, który tylko wypełniał rozkazy. Nawiązywanie nowych, innych relacji.
Czas wydobywania się z żałoby, palenia zniczy i wspominania ofiar proponowano wypełnić ogólnoludzkim poklepywaniem się po plecach, co zostało przedstawione w rosyjskiej propagandzie omal jako dziękczynienie za wyzwolenie.
Pod stojącym wówczas jeszcze na Placu Słowiańskim Pomnikiem Wdzięczności nie przewidywano uroczystego składania wieńców. Niczego zresztą.
Oficjalnie wszyscy trzymali się z dala od Pomnika.
Impreza wywołała w tamtym czasie zdecydowane reakcje.
Zmobilizowały się przeciwne temu wszystkiemu organizacje nie godzące się na podtrzymywanie zastępczej etykiety miasta: Mała Moskwa i następstw tego pomysłu.
Etykiety faktycznie martwej, choć propagandowo i handlowo korzystnej.
Z pewnością korzystnej także politycznie.
Protestował Klub Gazety Polskiej im. Władysława Dybowskiego, którego patron, wiceprezydent Legnicy w latach 1945-1946 – został przez UB zamordowany w więzieniu na Mokotowie (przez lata w legnickich mediach mieniących się samozwańczo najlepszymi – mówiono o nim z wyraźnym dystansem, że szpiegował dla Zachodu).
Protestowali Narodowcy z Lubina i Legnicy oraz kibice Miedzi.
Swój sprzeciw wobec takiego sposobu przypominania rocznicy 17 września 1939 roku wyraziła Senator Dorota Czudowska wydając okolicznościową broszurę, którą Klub Gazety Polskiej włączył w zainicjowaną 1 września 2013 roku swoją akcję Usuń Resztki Sowieckiej Okupacji (URSO).
Na PWSZ zorganizowana została w dniach 15-22 listopada ogólnopolska konferencja naukowa.
Jej efektem był tom tekstów pt. Wojska radzieckie w Polsce 1939-1993 pod redakcją
Stanisława Dąbrowskiego, Kazimiery Jaworskiej i Wacława Szetelnickiego.
Legnickie Radio Plus nagrało i wyemitowało dziesięć niemal godzinnych audycji zatytułowanych Inna Mała Moskwa, czyli rozmowy o zdobyciu, okupacji i kontroli Legnicy przez wojska sowieckie, podczas których Stanisław Obertaniec z historykiem doktorem Robertem Żeleźnym przybliżali przyczyny i szczegóły stanu okupacji, w jakim znajdowała się PRL w latach 1945 – 1993.
Jedną z rozmów na temat wojsk sowieckich w Polsce dyrektor Radia Plus w sierpniu 2013 roku przeprowadził z profesorem Janem Żarynem.
Z komentarzem pospieszył także Prezydent Lubina, który wywiesił w tym czasie na ulicy Wjazdowej, naprzeciw okien legnickiego Ratusza czerwony baner z szyderczym pytaniem:
20 лет … brakuje ci?
Wiedział, co pisze, jakby przewidując późniejsze opory legnickiego Ratusza przed usunięciem Pomnika wdzięczności z Placu Słowiańskiego.

Dzisiaj już o tym wszystkim się nie pamięta (albo mocno chce zapomnieć) i nie przypomina tamtej czerwonej gorączki, jaka dopadła wtedy tak wiele instytucji i ludzi w Legnicy.
Telewizyjny Reset, którego twórcy mogą przeglądać dowolne archiwa, stawia pytania i na ogół ustala szokujące odpowiedzi na podstawie analizy dostępnych dokumentów dotyczących polityki zagranicznej rządu Donalda Tuska.
Ale można postawić jeszcze inne. Legnickie, by tak rzec, pytania.
Czy to było właściwe, że dyrektor – znanego wprawdzie, małomiasteczkowego jednak teatru – tak lokalnie brał w swoje ręce sprawę układania po dwudziestu latach, na nowo relacji z niedawnym przecież okupantem? Podczas specjalnej konferencji prasowej w Moskwie?
Czy spraszanie Rosjan do Polski, do Legnicy – w przeddzień rocznicy 17 września 1939 roku było fortunnym pomysłem?
Czy tamta inicjatywa – 20 lat po – była inicjatywą rzeczywiście lokalną, legnicką, tutejszą, czy też istniały inne – nielegnickie inspiracje w tej sprawie?
Czy to w braku pomysłu na wytworzenie tożsamościowej idei miasta tak kurczowo uczepiono się wówczas tamtej ponurej przeszłości?
Czy to, co widzieliśmy w 2013 roku w Legnicy, zwłaszcza w rozmachu i intensywności działań THM, mogło być następstwami poddańczej wobec Rosji koncepcji resetu ekipy Donalda Tuska, którą analizuje się właśnie w serialu TVP?
Realizacją peryferyjnego, lokalnego zlecenia?
Komu to było potrzebne?
Kto na tym miał zyskać?
Czy ktoś zyskał?
A jeśli tak – kto?
Co zyskał?
Czy już naprawdę nie ma Małej Moskwy?
Czy konfidenci, kapusie, szpicle i agenci wciąż czekają na Wielki Bal u Szatana?

Na mieście mówi się, że cichcem odtworzono głowę urąbaną figurze marszałka Rokossowskiego z lapidarium … .

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię