Jak w Czeskim Filmie

1
603
 Zagrali w odpornej na koncerty Legnicy. „UZ JSME DOMA” czeski, bardzo awangardowy rockowo-punkowy zespół z Cieplic, ale tych czeskich.

Moja „ironia” nawiązująca do „czeskiego filmu” to odrobinę w przenośni. Nie przygotowany byłem na tak wielką niespodziankę muzycznej progresywności i profesjonalizmu punkowych rockmenów z Republiki Czeskiej. Określenie dali czadu nie sięga pięt ich („JUŻ JESTESMY W DOMU”) sztuce i zagranym instrumentalnym  interpretacjom. Do perfekcji opanowana rytmika i harmonijność brzmienia, pomimo tego trudnego do spójności i harmonii nurtu jakim jest punkowy rock. Chyba w dwóch utworach było nawiązanie do folku, ale zdystansuję się, aby potwierdzić jako pewnik to spostrzeżenie, ponieważ oni potrafią tam magicznie zmieniać tempo w utworach, że nie nadążałem z ich klasyfikacją. Natomiast pomimo piorunującego, szybkiego rytmu potrafili zwolnić i wpaść na trop  walca wiedeńskiego, a fragment jednego  z utworów zabrzmiał schematycznie jak adagio g-moll Albinioniego.
Podobało mi się to, że wokalnie zaistnieli w ich ojczystym języku – czeskim, a nie  angielskim czy innym. Był też taki moment, gdzie słyszało się chyba barwy folkowe Słowacji i Moraw. Na przestrzeni lat, a grają już od roku 1985, na ich twórczość i chemię kompozycji miały wpływ zespoły lat 70tych i późniejszych – Uriah Heep, czy też węgierska grupa Omega.
Mieli „pod górkę” w latach 90-tych, komunistyczna władza nie tolerowała ich, często grali w konspiracji. Wielokrotnie też zmieniał się skład zespołu. Jednak jak na grupę muzyczną po przejściach, nie zatracili swej oryginalności. Pozostali wierni pierwotnym ideałom tego wczesnego nurtu progresywnego, awangardowego punk rocka.
Najstarszy w zespole Miroslav Wanek – gitarzysta, klawiszowiec i wokalista (od 1986 roku) trzyma formę i dyscyplinę. Wspomagają go  Pepa Ćervinka, gitara basowa i wokal (od 2005 roku), Adam Tomasek, trąbka, wokal oraz Wojtech Boril perkusista (od roku 2016) i Martin Velisek (od 1994) do którego odnosi się dość oryginalna „posługa” w zespole, a mianowicie muzyczne ilustracje.
Wszyscy razem pasują do określenia „profis”. Jeżeli chodzi natomiast o partie wokalne i wykonanie – w tym gatunku muzycznym nie ma to większego znaczenia, że coś było poza „liturgią” śpiewactwa.
Słów kilka o publiczności – może nie było tak wielu odbiorców jak oczekiwano, ale w porównaniu z innymi koncertami – frekwencyjny sukces. Małe wpadki zaliczyli panowie inżynierowie dźwięku. Podsumowanie – dobry koncert, świetnie przyjęty przez  publiczność i zakończony bisowaniem.
Boleslaw Bednarz-Woyda

1 Komentarz

  1. Ciekawie ujęte w klamrę wydarzenie kulturalne. Oby więcej podobnych inicjatyw ,bo Legnica i jej mieszkańcy swoją historią na to zasługują.

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię