Widmo krąży po Legnicy…

1
367

W zainicjowanej w legnickim teatrze Kawiarni – a jakże – Obywatelskiej – rozmawiano o tym, co się stało z legnickim przemysłem. Nieco wybiórczo, bo na przykład o Kablach (obecnie Patelec-Elpena) ani się zająknięto, a KGHM pojawił się dopiero po ponad godzinie rozmów i to w wypowiedzi mocno niezgodnej z duchem owych osobliwych rozmów.

Szkolniackie podejście do tego spotkania byłoby nudne, ponieważ zaproszeni w zasadzie opowiadali o tym, czego już dokonali sami lub o dokonaniach innych. Wojciech Kondusza streszczał książkę pani Krystyny Mołodyńskiej o Lefanie, Grzegorz Czekański streszczał publikacje Fundacji im. Tymoteusza Karpowicza i trochę się kajał, że o Legnicy nie ma w nich za wiele.

Wyjątkowo…

…Wojciech Morawiec niczego nie streszczał, ale pożalił się, że jego wojskowy zakład pracy też został zlikwidowany jak wiele innych (najpierw – od 1946 roku – Oficerska Szkoła Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego im. Marcelego Nowotki – OS KBW, potem Szkoła Zawodowa Wojsk Łączności, COSWŁ im. M. Nowotki, aż do ulokowania tu 11 Batalionu Rozpoznania Radioelektronicznego i rozformowania go w 2007 roku).
Sprawozdania z wydarzenia złożyli już inni publicyści (jakie pięćdziesiąt osób ? – najwyżej trzydzieści. I to z obsługą bufetu!), więc tu tylko kilka myśl à propos.

Co się stało z legnickim przemysłem? 

Zwinął się, został zwinięty, zwinęli go. Rozmowy na ten temat nieuchronnie powinny wywołać nazwisko Leszka Balcerowicza. Owszem – pojawiło się, ale dopiero po osiemdziesięciu minutach rozmów o zdecydowanie nazbyt sentymentalnej tonacji. Pojawiło się i popsuło trochę to spotkanie, którego dominantą stało się psioczenie na rządy. Raczej obecne niż tamte Mazowiecko-Bielecko-Buzkowe, w których Leszek Balcerowicz jako wicepremier prowadził resort finansów. O związku Leszka Balcerowicza z likwidacją zakładów w całej Polsce – podobnych legnickim – nie padło ani jedno zdanie. W końcu byliśmy w centrali KOD, o którym mówił w 2016 roku, że ratuje naszą reputację za granicą. Widać bożyszcze liberałów wciąż cieszy się wśród nich silnym immunitetem.

Ale ja pamiętam…

…jak Leszek Balcerowicz zakończył jedno ze swoich wystąpień sejmowych zdaniem wyrażającym nadzieję, że „czeka nas życie udane, a nie udawane”. Ta zręczna gra słów była efektowną etykietą bezwzględnej polityki, jaką miał za chwilę realizować według przepisu profesora Jeffreya Sachsa.
Pamiętam też moich kolegów z tamtych czasów z sentymentem wspominanych obecnie w Kawiarni – marzyli raczej o gitarach Fendera lub Gibsona niż wytwarzanych w lubińskim Defilu, raczej o pianinie Rhodesa, niż o pianinach z legnickiej fabryki. Myśl bliską powyższym przedłożył uczestnikom spotkania w Kawiarni także jeden z gości. Zdobył się na śmiałość i wspomniał o (braku) jakości wyrobów Milany, ale wobec wzrastającego oburzenia uczestników spotkania jakoś zacichł.

Inna uwaga…

…dotyczy kulturotwórczej i miastotwórczej roli socjalistycznych zakładów pracy socjalistycznej (nie wierzę, że to piszę!), co całkiem serio podnoszono tego wieczora w Kawiarni.
Pan Grzegorz Czekański (rocznik 1984) mówił o czynach społecznych wręcz – jako dobroczynnej pochodnej istnienia zakładów pracy za socjalizmu. Widać, że nie zdarzało mu się w niedzielne poranki wbrew własnej woli i woli rodziców biec na ulice miasta, aby, jak to w Legnicy bywało, z miotłą, szpadlem lub łopatą wykonywać prace niewykonane przez niewydolne służby miasta. Nie był także, jak sądzę, wywożony na cały dzień na rozległe pegeerowskie pola, aby w błocie zbierać pegeerowskie buraki czy uprzątać niebotyczny bałagan na terenach socjalistycznych budów.

Myśl na koniec: skoro za komuny było aż tak fajnie, to skąd się wzięła Solidarność?
Sparafrazowany początek Manifestu Partii Komunistycznej w tytule to wcale nie szyderstwo. Ani żart.

(ak)

1 Komentarz

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię