Prasa

0
398

Z ciekawością przeglądam doniesienia, zainteresowany, co w tych niebywale burzliwych czasach przyniesie dzień. Niekiedy nic tylko wzruszyć ramionami, bo sił ani nie warto tracić, ani nie starcza na ekscytacje, czy telefon miał podłączony kabel, czy też nie (ostatni wytwór Bartosza deepfake W.). Czasem chciałoby się wyszukać numer i zupełnie bezprzewodowo obłożyć jakąś publiczną znakomitość soczyście i krwiście za jątrzenie i brednie. A jeszcze kiedy indziej – i to jest najgorsze – zachciewa się pisania, fechtunku, demaskowania szalbierza.
Dwie się takie sposobności nawinęły.

Jak dowiedzieliśmy się, Sok z buraka, który… (wiadomo) – został właśnie przejęty w drodze porozumienia z Fundacją Otwarty Dialog. To przedsięwzięcie (FOD) mówi i pokazuje, jak ma być, czego ma nie być, i podpowiada – ustami gorliwych głosicieli otwartości i progresu, co zrobić, aby wreszcie wyłączyć (ten) rząd.
Poparcie dla prezeski L. Kozłowskiej jest takie aż, że jej obecność na SIS II (lista osób objętych zakazem wjazdu do strefy Schengen) została uchylona i w Brukseli udziela się jej głosu oraz nadstawia ucha.
Teraz Ludmiła K. i jej mąż Bartosz K. zostaną administratorami SzB i pewnie nie trzeba już będzie wykonywać merdania wobec znanego i znamienitego warszawskiego mecenasa, bo niemałe pieniądze płynące głównie z firm świadczących usługi informatyczne zabezpieczą buraczaną robotę na długo i na pewno.
I tak sobie myślę, tytułem dygresji, że nasz lokalny kombinat naprawiania świata (przy pewnym oporze z jego strony), zamiast się trwożyć o nieprzychylność samorządowych władz województwa, zamartwiać niepewnością przyszłości szefa (ten konkurs!) – mógłby wykonać starania o objęcie dofinansowaniem i prawną ochroną przez FOD. Jakoś wyrwać się spod władzy dolnośląskich politykierów patrzących koso na swobodną wypowiedź artystyczną, pomrukujących z niezadowolenia na wieść o nowych przedsięwzięciach. W końcu dla donatorów FOD wykupić wszystkich zaangażowanych, wziąć na pensję członków i w dożywocie kierownika – nie byłoby jakimś strasznym wydatkiem. Kierunek jest znany i kontakty nawiązane już dawno (np. TV Zwiezda – run by the Russian Ministry of Defence).
A zyski jakie! Stałe oddziaływanie, pełna ideowa zgodność, serwowany do porannej kawki nielubianej władzy stały wkurw (to cytat – sorki!) – wszystko razem – to pewniak!
Kiedy czyta się zapewnienia szefostwa FOD (pocytujmy trochę, bo warto) – łatwo będzie zauważyć, jak, ostatecznie porządnie brzmiące slogany, zostaną wypełnione treścią zgodną z buraczaną barwą (mój buraku, mój czerwony…).
Będziemy działać na rzecz upowszechnienia idei wolnościowych (z pewnością będą jakoś interweniować w sprawie Białorusi, Ukrainy albo A.Nawalnego) i odpowiedzialności za środowisko naturalne (w łączności z Gretą T. poruszą sprawę trucia Wisły przez niewydolną Czajkę albo kołowego eksportu trucizn poza stolicę); domagać się będziemy wyciągnięcia konsekwencji wobec polityków (Donald w sprawie Smoleńska albo Amber Gold) i urzędników, którzy łamią prawo (prywatyzowanie kamienic w Warszawie) i są na bakier z przyzwoitością (poseł N. Sławomir może?). Bliskie nam są wartości europejskie (propagowanie LGBT i front jedności przeciw Kościołowi Katolickiemu), idea zjednoczonej Europy (parcie do federalizacji) i współpracy transatlantyckiej (BLM i rozmaite przekręty demokratów i współpracujących przy wykolejeniu reelekcji Donalda T.). Kierować się będziemy Konstytucją RP: to najlepszy, uniwersalny katalog praw (ale czy dający prawa do łamania praw?) i wolności (od przestrzegania prawa – na przykład podczas tłumnych spacerów za wykrzykującą
M.Lempart – wersja centralna i panią w dredach – wersja lokalna), ale także powinności – dla nas, obywateli (członkowie KOD, obywateli RP, Strajku Kobiet tak zwanego – to te białe róże, czerwone błyskawice i czarne koszule, mesje Farmazon) jak również urzędników publicznych.
Ta oto, opuszczając dygresję – FOD wśród donatorów, których w ramach otwartości ujawnia w swoich corocznych sprawozdaniach finansowych (a nie musi; nota bene ta lista z roku na rok robi się coraz krótsza) – wymienia między innymi miasto nasze stołeczne – Warszawę, która wspierała FOD przez kilka lat. To, w sumie, drobne wobec kwot głównych darczyńców, ale warto je zauważyć.
Kiedy czyta się zaś zawiadomienie o pieniądzach Ministra Glińskiego (to jego pieniądze!) przeznaczonych na kulturę, zauważa się łatwo dominantę tych doniesień. Należy zobaczyć – koniecznie, jak skorzystają lizusy obecnej władzy. To nieudaczniki i pseudoartyści. I jak strasznie cierpią prześladowania prawdziwi artyści. A więc niedodotowana Krystyna Jot. I przedotowane stowarzyszenie Muza Dei. Informująca o tej niesprawiedliwości Wyborcza.pl zacytowana przez @kt ustaliła, że imprezy w Muza Dei reżyseruje Michał Chorosiński – aktor z obsady „Smoleńska” i mąż posłanki PiS, aktorki Dominiki Chorosińskiej-Figurskiej. Przy tej okazji padły też nazwiska braci Karnowskich, Marka Jurka, czy wiceprezesa TVP Mateusza Matyszkowicza. Ten ostatni nie był groźny, gdy rozmawiał z Wojciechem Em. o książkach w Trójce (Wojciech Em. nie wypadał w tych rozmowach jakoś bardzo błyskotliwie wobec erudycji i obycia M. Matyszkowicza). M. Matyszkowicz potworem stał się dopiero potem. I teraz jednym tchem wymienia się go jako wysługującego się władzy.
Nie padły takie słowa? Nie. Oczywiście, ale sugestia jest czytelna.
Zupełnie przy tym zapomina się, jak to dotowano obecnie niedotowanych i wszystkie ich wyczyny z okresu minionego, acz niedawnego. Jak to pani Krystyna Jot. wołała, aby zrekompensować jej teatrowi przestój w związku z żałobą po 10.04.2010 roku. Albo maszerujący ramię w ramię
z B. Komorowskim i czekoladowym orłem Wojciech Malajkat wygłaszał niebywały slogan Orzeł może! A, nieco później – napisał zadziwiający list do Prezydenta Trumpa, w którym sugerował podobnie do niedodotowanej Krystyny Jot. zrekompensowanie strat przewidywanych z powodu obecności Prezydenta Trumpa na Placu Krasińskich.
Jak ustalił zaraz potem W. Wybranowski, płaczący magnificencja rektor Malajkat przytulił z powodu dofinansowania swojej imprezy 665 tysi od różnych ciał. Przewidywał zarobić tylko pięć (5000).
List napisał jednak, i publicznie ogłosił.
Przeczytałem nieco więcej, ale chyba niepotrzebnie.
Chyba, że na koniec zauważę, iż recenzowane przeze mnie w Piastowskiej dawno już Szleństwo tłumów D. Murraya zostało niedawno bardzo pozytywnie ocenione przez prof. Ewę Thompson z teksaskiego Rice University w Houston, o czym przeczytałem z przyjemnością w Teologii Politycznej.
Tu wszystko czyta się z przyjemnością.
Polecam.

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię