O władzy

0
358

Kiedy zbliżyli się, szybko zauważyli posterunki rzymskie na obszarze Judei. Zrozumieli od razu, że rzeczywistą władzę nad tą krainą sprawuje jednak ktoś inny niż Herod Wielki.
Właściwie do kogo się wybrali? Sądzili, że na zachodzie, dokąd wiodła smuga na nocnym niebie, narodził się nowy król, szli więc tam, chcąc gratulować władcy sukcesora. Jednak nie dostrzegli, spoglądając na jego pałac, oznak radości z powodu narodzin kolejnego królewskiego potomka.


Miał ich więcej niż dziesięcioro z kilkoma żonami z różnych okresów swego życia. Ten jeden, już ostatni w jego ponadtrzydziestoletnim panowaniu w Judei – miałby znikome szanse na objęcie władzy.
Ich obecność w granicach miasta nie musiała wzbudzać wielkiego, może nawet żadnego zainteresowania, nie mówiąc o sensacji. Jeśli byli monarchami, nie podróżowali przecież tak, jak wyobrażają ich średniowieczne miniatury – w koronach na głowach.
Ulice Jerozolimy zawsze pełne były ludzi ze wschodu, południa, zachodu, więc orszak – kilku ledwie wędrowców, choćby z posługaczami od zwierząt jucznych – mógł wydać się tylko kolejną grupą kupców, pielgrzymów czy magów, jakich wielu wówczas przybywało do świątyni lub przemierzało miasto w drodze ku morzu, dalej na zachód.
Może tylko agenci rzymskiego hegemona odnotowali ich wejście w Sza’ar ha-Rachamim – wschodnią bramę miasta. Skierowali się od razu na północ, do pałacu, a nie ku pretorium, gdzie stacjonowali żołnierze.
Musieli zadziwić Heroda pytaniem o miejsce narodzin króla żydowskiego zadanym królowi żydowskiemu. Mogli wzbudzić irytację, której wszakże Herod nie okazał.
Był królem już bardzo długo w tym tak trudnym do rządzenia kraju. Miał dość doświadczeń, by umieć opanowywać się w obliczu najróżniejszych spraw. Zapewne bardziej niż pytanie o nowego króla Żydów wzburzyło go to, że jego szpiedzy nie zdołali rozeznać celu wizyty przybyszów, zanim ci stanęli u stóp jego tronu. Z tego powodu chyba odesłał wędrowców na odpoczynek w pałacu – aby zyskać na czasie i zdążyć zebrać nieco informacji.
Sprawczość, choć wówczas nie istniało takie słowo – to była jego obsesja.
Echo pytania szybko rozeszło się po całym mieście, bowiem szpiedzy, donosiciele i wszelka biedota na ich usługach – wszyscy zaczęli rozpytywać o pogłoski o nowonarodzonym żydowskim królu. Nikt jednak niczego nie wiedział. Jedyną wskazówką była ta widoczna od dawna biała smuga na niebie, ale jej znaczenie mogło być rozumiane bardzo ogólnie. Tylko w tradycyjnych sposobach rozczytywania znaków niebieskich. I tylko przez niektórych.
Rozdrażnienie Heroda nie malało więc i ponieważ odpowiedzi wciąż nie znajdowano, jego doradcy zasugerowali podjęcie gry z nieznajomymi. Podsunęli pomysł wykorzystania ich właśnie jako informatorów w tej dziwacznej sprawie. Podczas drugiej audiencji, kiedy już zostały wydane rozkazy szpiegom, a goście otrzepali się z pustynnych piachów, Herod zaproponował pomoc. Wsparcie w drodze i opiekę przewodników, którą w geście przyjaźni oferował przybyłym, aby nie pobłądzili w drodze do Bet-lehem. Niewielka osada pasterzy leżała nieopodal stolicy i pobłądzić było trudno, jednak należało pilnować świadków. Wiedzieli w końcu więcej od kogokolwiek. Mogli doprowadzić króla do miejsca narodzin dziecka.
Myślał o nim bez strachu, raczej z rozdrażnieniem. Miał po temu dość powodów. Po klęsce Antoniusza, którego stronę błędnie obrał, musiał ukorzyć się przed zwycięzcą i stale potem czuć nad sobą rękę Oktawiana i mimo sporych swobód – wciąż znosił upokarzającą obecność garnizonu rzymskiego stacjonującego pod świątynnym murem. A na dodatek arcykapłani – ci także uszczuplali jego władzę nad ludem Judei. I teraz to. Nowy król żydowski.
Czy zauważyli w jego przychylności przesadę, jakiś niepotrzebny nadmiar?
Może cień nerwowości w ruchach i ukradkowych spojrzeniach rzucanych w stronę kotar, za którymi podsłuchiwali audiencję doradcy? Któż mógł wiedzieć – ilu z nich to agenci cesarza?
Magowie, nazywani też mędrcami, chyba jednak przejrzeli pomieszanie Heroda.
Anioł, który dawał im rady o drodze powrotnej z pominięciem Jeruzalem, to Rafał, patron pielgrzymów i podróżnych.
Trzeba tylko uważnie słuchać.
Może Herod dobrotliwie dopytujący się o dziecko zbyt mocno zaciskał palce na poręczach tronu lub mimochodem dotknął rękojeści sztyletu, gdy mówił o chęci osobistego oddania pokłonu?
Takie drobiazgi nie uchodzą uwagi mędrca.
Zdecydowanie – Herod zachowywał się nieostrożnie. W końcu król, który nic nie wie o sukcesorze i sam prosi o pomoc w ustaleniu szczegółów narodzin następcy tronu – to doprawdy dziwne.
Tym więc baczniej wsłuchiwali się w szept Rafała.

Według najsilniej ugruntowanej wśród historyków rachuby Herod Wielki zmarł w czwartym roku przed naszą erą i choć są i inne koncepcje, pozostając przy tym właśnie roku jego śmierci, trzeba zauważyć, że gdy narodził się Jezus, Herod już nie żył.
Całą więc tę opowieść o wizycie mędrców, magów, królów, i na dodatek w nie od razu ustalonej liczbie trzech – trudno uznać za wiarygodną. Za historyczną prawdę. Co wcale nie musi, z drugiej strony, oznaczać, że skoro nie ma w niej prawdy, to szkoda na nią czasu.
Ile to baśni ku nauce właśnie jest opowiadanych.
Kurczowo trzymający się snów o władzy starzejący się i schorowany król – to figura wprost z dawnych mitów lub współczesnych powieści fantasy. Historia zawsze była pożywką dla takich tekstów.
Strach przed uzurpatorami i szaleństwo prowadzące do przemocy w obronie przed utratą tronu – to także znane z historii wielokrotnie pojawiające się epizody. Satrapa odarty ze złudzeń – również.
Tak samo jak wizyta magów niepotwierdzoną żadną wzmianką jest opisana w ewangeliach rzeź niewiniątek. Albo inaczej: Bet-lehem było tak mizernym miejscem, że tych niewinnie zamordowanych dzieci mogło być kilkoro ledwie. Więc i opowieść o rzezi albo nie powstała, albo została bardzo wyolbrzymiona.
Rzeź
tak jak orszak czy królowie – to zdecydowanie za wielkie słowa w tej opowieści.
Wielki z pewnością – był Herod. Historia zachowuje taką jego nazwę z powodu rozbudowy i umacniania Judei. Budował teatry, amfiteatry, hipodromy, cytadele, twierdze, pałace, świątynie Cezara, akwedukty i pomniki, zakładał ogrody. Wznosił miasta i fortece, powiększył świątynię, lecz większe niż rozmach budowniczego było jego pragnienie władzy.
W powszechnej pamięci jednak uchodzi za okrutnego mordercę niewinnych dzieci i starca, który roił o potędze, a dał się wywieść w pole przez przygodnych wędrowców.
Podręczna pamięć nie pamięta również, że władzę w Judei sprawował z łaski pierwszego cesarza Rzymu Oktawiana Augusta i była ona wnikliwie nadzorowana.
Z późniejszych lat – około trzydziestu od śmierci Heroda Wielkiego – dowiadujemy się, że sprawujący nad Judeą władzę rzymski prefekt – niejaki Pontius Pilatus – uległ szantażom i wybiegom arcykapłanów w związku z tym samym Jezusem, od którego narodzin wszystko się zaczęło.
Ten – usiłował Jezusa ocalić.
Także bez skutku.

Adam Kowalczyk

 

 

(ilustr za: https://www.istockphoto.com/)

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię