O dziennikarstwie

0
881

Upamiętnienie wprowadzenia stanu wojennego w Legnicy od lat pozostaje głównie w rękach Legnickiego Klubu Gazety Polskiej. Działacze PiS, radni, posłowie czy władze Miedziowej Solidarności, a także ruchy kibicowskie i ich sympatycy albo Narodowcy – zwykle byli w tę rocznicę zapraszani właśnie przez Klub Gazety Polskiej.

To Klub miał od początku istnienia w Legnicy w swoim programie wspominanie ofiar nieludzkiej władzy ludowej, wypominanie komunistom rozmaitych szczebli ich zasług w mordowaniu pragnienia wolności, wytykanie małości lokalnym władzom, które strachliwie szukały wymówek uzasadniających pozostawienie w spokoju pomnika strażników socjalizmu (dla niepoznaki nazwanych wyzwolicielami) w centrum miasta.
Wszystko to razem w końcu – upominanie się o przyzwoitość i pamięć.
Dzisiaj, prawda – nadzwyczajnie skromne przypomnienie Stanu Wojennego przez LKGP na Placu Słowiańskim dla legnickich portali informacyjnych stało się okazją do policzenia uczestników pod tezę – mało ich.
Ani temu przeczyć, ani ukrywać.

Prawdą jest jednak i to, że w Legnicy w rocznice wprowadzenia stanu wojennego zazwyczaj rozgrywały się jakieś prześmiewcze imprezy oboczne. A to zaproszono tramwajarkę Krzywonos do teatru z powodu spektaklu pt. Zrozumieć H., a to aktorka Jachira Klaudia pajacowała z kukiełką pod pomnikiem. Ale najczęściej to nic. Jakby stan wojenny stał się tabu i został jako takie wypchnięty poza obręb tego, o czym można mówić na głos.
A byłoby o czym. Dowiadujemy się właśnie, co właściwie nie powinno dziwić, że w pacyfikowaniu kopalń na Śląsku brali udział sowieccy żołnierze ze specnazu. Specjaliści w prowadzeniu dozoru na kontrolowanych przez siebie terenach. Nie znajdujemy także wciąż jasnej, mocnej odpowiedzi na pytanie czymże była PRL, skoro jej władze zabiegały o pomoc w Moskwie, a w jej braku wypowiedziały wojnę narodowi?

Jakże ohydną przy tym drwiną są słowa jednego z trepów tamtego ludowego wojska o kulturalnym obchodzeniu się z internowanymi. Nie mówi się o tym w Legnicy za wiele. Ewentualnie w tonie tabloidalnych portali – lekceważąco – z powodu słabej frekwencji.
Przypomnieć by należało jednak tutejszym redaktorom, że do postępującego zobojętnienia, tumiwisizmu i lekceważącego stosunku do, jakby nie było – ludzkiej krwi – przykładali rękę długo, wytrwale i – z żalem można to stwierdzić – skutecznie. Dystans i obiektywizm prostych liczb w dzisiejszych doniesieniach z Placu Słowiańskiego jest przecież pozorny. Nie udawajmy – tkwi w nich ledwo skrywany tryumf, który właściwie nie powinien być tajony. Przeciwnie, czemu radośnie nie chcą przyznać się do ukręcenia łba prawicowo-oszołomskiemu obłędowi? Ani nie chcieli poświęcić poważnie uwagi tym starszym ludziom, którzy raz do roku w grudniu schodzili się na rocznicę, ani nie traktowali serio młodzieży. Nie, nie tej nielicznej, która przychodziła. Tej właśnie, która nie przychodziła. Nie usiłowali ani edukować, ani zainteresować, ani jakkolwiek włączyć w historię.

Data rocznicy 13 grudnia byłaby dobrym momentem na przypomnienie – na przykład, jak milicjanci w Lubinie urządzili sobie ostre strzelanie na ulicach miasta. Pisanie o Janie M., Bogdanie G. lub Tadeuszu J. byłoby bardzo na czasie.
Ale dzisiaj, kiedy stan wojenny i jego ofiary interesują wyłącznie historyków, a świadków i poszkodowanych jest coraz mniej – w końcu minęło już 38 lat – z ulgą donosi się o ledwo dwudziestu uczestnikach manifestacji lub mówi, (przy okazji) – o prokuratorze Stanisławie Piotrowiczu i jego awansowaniu przez Prezydenta Andrzeja Dudę – jakby to oni mieli krew na rękach.
Tego rodzaju szydercze koncepty przywodzą na myśl inżynierię państwa ludowego, które usiłowało grzebać w społecznej pamięci, niszcząc symbole upamiętniające ważne wydarzenia – na Placu Zwycięstwa, na Wujku.
Dzisiaj tamtych inżynierów zastąpiła kadra niższego szczebla – żurnaliści trochę od siedmiu boleści, z wielką szkodą tak dla profesji, jaką usiłują wykonywać, jak i prawdy, której chyba nie potrafią należycie służyć.

(ak)

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię