Na trzeźwo

0
297

Z tego co słucham to noszenie na twarzy szmatek na gumeczkach jest tak samo skuteczne przeciw covidowi jak noszenie aluminiowych czapeczek przeciwko 5G.  „Naczelny wirusolog” tego kraju „kręci bekę”… komu wierzyć, komu ufać, kto wróg, a kto swój?

Jechałem w windzie z jednym gościem uzbrojonym w papierową maseczkę. Jestem
przekonany, że gdyby wzrok mógł zabijać, to zlikwidowałby mnie, prędzej niż ja jego
„koronawirusem”. Od samosądu za brak mojej zasłoniętej gęby, powstrzymała go obawa, że mógłbym go w trakcie rękoczynu dotknąć albo co gorsza opluć, skazić… Deja vu
– tydzień temu, ten sam miły człowiek jechał ze mną tą samą windą, zero stresu… Co się
zmieniło?

To jedno…
… ale ogólnie obserwuję w Legnicy, że jest tak samo. Kto wróg, a kto swój? Panie ministrze, to ja już wolę kichających seniorów (bo kto by tam kupował ziemniaczki od 10.00 do 12.00) w kolejce na pół kilometra. I cztery osoby wewnątrz Biedronki, strefa VIP do diaska, zakupy… luksusowe! Wracając do tematu. Ludzie noszą te „maski” na brodzie,
a niektórzy to nawet na czole. Źle się oddycha, co akurat zrozumiałe. Zawieszają na jednym uchu, dla wygody i picu jak milicjant się przyp… (a orient każdy jak za konspiracji! fuck the system ale tak delikatnie, głównie w internecie), robi się niezły streetwear. Zresztą węszę też niezły biznes, bo wirus wirusem, ale szyku trzeba zadać… Wszystkie zajawkowe
bufy z nadrukami szkieletów (dotychczas chyba atrybut motocyklistów) albo terrorystyczne arafatki rozejdą się na pniu!
Może to i lepiej, bo te jednorazowe „papierowe” są brzydkie. I tam samo śmiechu warte
– opinia specjalistów, nie moja!

Jak znam moich nieocenionych rodaków, to obstawiam, że „zużyte”, będą lądować tam gdzie wszystko inne. Czyli na ulicach miast. A że nieubłaganie idzie okrutne lato (lodowce topnieją, konstytucja jest deptana, a my ciągle tylko wirus i wirus…), z łażącymi po tym wszystkim insektami, to będzie dopiero test naszej odporności!

Cały ubiegły…
… miesiąc słuchałem, żeby nie pchać łap w okolice twarzy, niektórzy się nawet nauczyli
myć ręce i nie smarkać w dwa palce na ulicy. Teraz jednak wszyscy jak jeden mąż zdejmują maseczki do rozmów telefonicznych albo do zjarania szluga. Po trzecim niewyraźnym powtórzeniu w mięsnym, ile to tej śląskiej na święta chcieli kupić, w końcu kapitulują i plują tą śmiercionośną wydzieliną na bogu ducha winną p. Grażynę z mięsnego.
Czemu te panie, stojące na posterunku i dostarczające Harnasie takim niepokornym jak
ja, nie dostają laurek i braw w telewizyjnych reportażach. Jak np. personel SORu. Albo policja, od tygodnia zajmująca się łapaniem bandytów, nielegalnie przemieszczających się po skwerach i kradnących rządowi bezcenną witaminę D!
To ja się też pytam. Gdzie są Ci wszyscy kontestatorzy ujeżdżania diesli oraz lobbyści korzystania z autobusów miejskich? Całe szczęście, że co roku jak z pudełka wyskakuje Pani Godek i możemy zająć się cudzymi macicami.
Bo jeszcze by człowiek oszalał od samego śledzenia statystyk zabójczego wirusa. Tak
to przynajmniej można jakiś czarny strajk w nakładkach na avatara przeprowadzić, podpisać jakiś e-protest (ktokolwiek sprawdza co się dzieje z tymi danymi, które tam podajemy i czy jakakolwiek e-protest miał efekt?), albo chociaż wywiesić w oknie wieszak przeciw zbrodniczemu reżimowi PISowców.

Logika narodu, ślepo spełniającego najdziwniejsze wytyczne znienawidzonego rządu, mnie
powala. Serio, jak to jest, że choć mam 723 znajomych na facebooku (skąd!? kilku wyjdzie po tym felietonie!?) to wątpię czy 5% z nich głosuje na aktualny rząd, a ciągle mamy
taki narodowy socjalizm? A co dopiero połowa społeczeństwa (według statystyk telewizyjnych). Więc szanowny urzędujący nam nazywany przez niektórych „pan Adrian”, nawet nie musi przeprowadzać tych wyborów (czy to zdalnych czy nie) bo większość i tak uzna to za grę pozorów. Jest takie przysłowie, bodajże Stalina, na temat liczenia głosów. Jakie to ma zresztą znaczenie w kontekście „szalejącej PANDEMII” (360 zgonów od miesiąca, WHO zmieniło „definicję” pandemii)…

 

Jest światełko w tunelu…
… dla tych co umiłowali sobie wolność. Pojawiła się perspektywa odpięcia nas od łańcucha
przy swojej chałupie, może nawet jakiejś smyczki rozciągliwej na spacerki po lesie, ale
pod warunkiem że będziemy grzecznie w szmacianych kagańcach zasuwać.
Wracając do początku tego felietonu, dobrze, że 5G jest w interesie biznesmenów. Bo
obserwując konsekwencje podejmowanych decyzji przez moich rodaków, gdyby tak poszła rządowa fama że 5G szkodzi… to pewnie nie miałbym w co pakować kanapek do pracy,
gdyż cała folia poszłaby na te aluminiowe czapeczki… Póki co brakuje tylko papieru toaletowego.
Bądźcie zdrowi, dużo miłości i pogody ducha!

Dariusz Borowiec

Udostępnij
Poprzedni artykułKwiatek dla Heli
Następny artykułSzerokie pasmo

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię