Faszyści, komuniści, artyści

0
200

Stanął na Placu Słowiańskim szereg plansz dokumentujących historię tego miejsca. Staraniem Muzeum Miedzi oraz innych „zbliżonych do Ratusza”. Co rodziło zobowiązania – które, nie udawajmy, że tak nie jest – wykonano na zamówienie według zależności: płacę – wymagam.


Czternaście plansz na dwieście lat to wielki skrót i trudno, by udało się odnotować wszystkie ważne zdarzenia z tego miejsca.
Co tu mamy? Wielki Fryc, jarmarczne budy i stoiska poczciwych niemieckich mieszczan, polityczne wiece za Bieruta i Hitlera, powódź, wyzwolicieli na baczność i na spocznij, ich pomnik, pierwszomajowa trybuna ze znudzonymi towarzyszami, epizod z WiP, harce importowanego z Gdańska artysty (w dwu ratach – najpierw Braille, potem farby).
Wybór, czyli selekcja – jest koniecznością. Ciekawe jednak, jakie kryterium przyjęto w wyborze fotogramów i tematów dla tego zestawu. Spróbujmy domysłu.
Naczelnym jest przedstawić historię Placu Słowiańskiego tak, by starannie pominąć to, co najbardziej burzliwe w jego historii. Tak, by legniczanom pokazać ich karykaturalnie wyretuszowany portret ludzi potulnie znoszących to haniebne upokorzenie, jaką był monument z sołdatem na górze i wizerunkiem Stalina na dole. Portret nieprawdziwy przecież.


Muzeum Miedzi nie odnotowało w wystawie, o czym pisano nie raz, że legniczanie usiłowali usunąć figury z pomnika w 1956 roku.
Nie odnotowało prowadzonej przez Legnicki Klub Gazety Polskiej przez kilka lat akcji URSO zmierzającej do pozbycia się monumentu z Pl. Słowiańskiego.
Nie odnotowało także, choć media wówczas chętnie o tym donosiły, jak wielokrotnie za pomocą różnych banerów z postumentu robiono miejsce przypominania ważnych historycznych rocznic: paktu Ribbentropp – Mołotow, Akcji polskiej NKWD, wejścia Rosjan do Legnicy, kłamliwie dotąd nazywanego wyzwoleniem, napaści ZSRS na Polskę w 1939 roku albo, na koniec tej działalności – wywieszono listę agresywnych rosyjskich działań – od zajęcia części Finlandii, do wojny w Gruzji w 2008 roku ze znakiem zapytania (kto następny?) tuż przed 2014 rokiem, kiedy Rosja zajęła Krym. Zarówno „oświatowa” działalność „nieznanych sprawców” na pomniku jak i apele pamięci Klubu Gazety Polskiej pod pomnikiem organizowały emocje wielu legniczan. Większej z pewnością aniżeli dalekie od artystycznej doniosłości igraszki Grzegorza Klamana z wartym sztambucha pensjonarki tekstem o prawdzie i złudzeniach.
Takie cenzorskie zapędy i kreowanie historii Legnicy zgodnej z wizją tych, którzy płacą, to zapewne część prowadzonej od dawna operacji urabiania tożsamości miasta.
Z jednej strony odsłania się ochoczo niemiecki profil Legnicy – nazywa się miejskie place i ulice imionami dawnych niemieckich dostojników albo funduje granitowe tablice informujące o miejscach lokalizacji domów, w których urodzili się Niemcy zupełnie nieistotni dla codzienności obecnego miasta.
Z drugiej strony pieczołowicie nad wyraz pielęgnuje „radzieckość” – poprzez powołanie tak zwanego lapidarium, w którym ulokowano zdelegalizowane pamiątki słusznie minionego czasu, miejskie dotacje do – najpierw „tygodnia” – a teraz już „festiwalu” rosyjskich romansów czy nadzwyczajną wręcz czołobitnością 
wobec sierżanta LWP spod Legnicy, do którego zajeżdża nawet konsul, aby w imieniu Władimira Władimirowicza wręczać radzieckie medale.
W końcu, są w tym szeregu i naukowcy, i artyści, naukowcom użyczający Galerii Sztuki, która reanimuje poradzieckie smaki i klimaty a to konferencjami, a to promocjami „spod czerwonej gwiazdy”.
Nie da się „odzobaczyć” byłego dyrektora tej zacnej placówki, jak w kucki zaznacza na Placu Słowiańskim „cień pomnika” i skrupulatnie dobiera kredę, aby umieścić w nim czerwoną gwiazdę.
Tego na wystawie nie widać. A szkoda.

(adam)

Fot. (adam)

Udostępnij
Poprzedni artykułJest OK
Następny artykułZwolnienia online

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię