Próba recenzji z nieistniejącego lecz możliwego spektaklu teatralnego

0
463

Współpraca Modrzejewskiej z Czawczawadzem przynosi owoce oczekiwane. Lata znajomości dyrektorów, wspólnota celów i wyznawanych wartości w pracy teatrów przez nich kierowanych (Teatr dla człowieka), przez Koprodukcję… pokazywaną i w Legnicy, i w Batumi. Wreszcie zwieńczenie: Kaukaskie koło kredowe w reżyserii Andro Enukidze siłami legnickich aktorów przeprowadzone.

Spektakl na podstawie dramatu Bertolda Brechta wzbudza emocje nie tylko solidną fabułą (bohaterowie kompozycyjnej ramy Koła… dopytują daremnie, czy aby nie dałoby się skrócić nieco historii…), ale i egzotyką tak niezwykle wykreśloną ostrą linią Tadeusza Kulisiewicza lub – w realizacjach sprzed lat udokumentowanych fotografiami – zupełnie odlecianą w baśniową przesadę w kostiumach i scenografiach.
Zagubiona w burzliwej przestrzeni historii Grusza i obdarowany przez los władzą Azdak są trochę jak figury tradycyjnego gruzińskiego dywanu. Ileż w ich historiach przewidywalnej geometrii i jaki zarazem komplementarny brak symetrii. Podobieństw i odmienności zarazem.
Grusza bierze w swoje ręce los cudzego dziecka i trwa przy nim kosztem własnego szczęścia. Jej ostrożna gra z Simonem zakończona daniem nadziei wydają się utracone. Ale contra spem trwa przy swoim wyborze aż do zwycięskiej próby koła.
Azdak, choć ledwie jest łazikiem – nie zawaha się ważyć losów ludzi, opierając się na swoim szczególnym zmyśle sprawiedliwości i dobroci, która wyniosła go do roli sędziego. I z wiarą w sprawiedliwość zgodną z jej najprostszym rozumieniem wbrew zupełnie nieoczekiwanym przygodom i biegiem spraw.
Ona ocali niewinnego Miszę, on – winnego Wielkiego Księcia. Świat po rewolucji nie wróci już w stary trakt nie tylko z powodu dekapitacji Gubernatora. Czyny tych dwojga wytyczą historii nowe drogi. Czy lepsze ? Brecht, który Kołem… składał obstalunek na świat lepszy po kończącej się wojnie, mógł się łudzić – przecież ludzka natura nie odmieniła się. Szczęście Gruszy zbudowane jest jednak na cudzym nieszczęściu. Nowy porządek zakwestionuje więzi krwi, uzna wyższość innych więzi. Przestrzega Gruszę Azdak po wydanym wyroku: A radzę ci, nie zatrzymuj się z tym dzieckiem w mieście.

Znów w tle sceny Modrzejewskiej zobaczymy, jak w Koprodukcji… Kaukaz, znów zabrzmi gruzińska polifonia, ale w szczególności zwróci uwagę pulsująca czerwona scenograficzna zorza na nieboskłonie. Wspólny i nieustająco groźny nasz sąsiad, choć u Brechta – oczywiście nie mógł być identyfikowany z Rosją, jest obecny stale w tej złowrogiej czerwonej poświacie ponad zabiegającymi o swoje powodzenie postaciami. Trwa, i choć sprawy, jak to w moralizatorskiej przypowieści -przybiorą w końcu pomyślny obrót, nikt nie powinien mieć złudzeń, że kształt świata ustalił się ostatecznie w nowej postaci. Jakkolwiek można anulować małżeństwo Gruszy, w planie historii fakty trwają jak wciąż trwa pomnik przyjaźni rosyjsko gruzińskiej w masywie Kazbeku. Skąd my to znamy?
I – Grusza.
Po służącej u Ekdahlów Magdalena Skiba znów bierze scenę jak w Makbecie. Podoba mi się, jak potrafi przekonująco zagrać ufność wobec nadchodzących, nieznanych zdarzeń. Uroczy flirt z Simonem – od słowa – do słowa, w końcu doprowadzi ją do obietnicy na wspólną przyszłość z dzielnym wojakiem. Kiedy zwodzi tropiących ją żołdaków, z rozsądku wydaje się za mąż albo, w końcu – poddaje próbie koła – w sytuacjach, wydawałoby się beznadziejnych, widzimy kobietę silną, pewną, gotową na rozstrzygnięcia losu. Biorącą los we własne ręce.
To w końcu nie rubaszny łotrzyk Azdak, w którym spotkali się wszyscy krewniacy Łazika z Tormesu, lecz ona – Grusza – ma stać się ostoją dla świata po wstrząsach. I chociaż Koło…, moim zdaniem, nie zdołało pokazać problemów, zagrożeń i rozstrzygnięć świata XXI wieku, jak zapowiadał reżyser, Grusza Magdaleny Skiby może być uznana za jedną z figur naszych czasów.

Adam Kowalczyk

 

Udostępnij
Poprzedni artykułMiliony na ekologię 
Następny artykułOddech szczura

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię