Czarny pies

0
503

Premiera Dużego Księcia i czarnego psa miała miejsce na zapleczu Sceny Gadzickiego  legnickiego THM w czarnym matowym wnętrzu harmonizującym z tematem przedstawienia.
Tytułowy pies to Bestia, która może zawładnąć każdym z nas. Depresja.

W widowisku legnickim jej ofiarą jest chłopiec, nastolatek.
To Książę, chłopak, który gdzieś przepadł i to jest właśnie powodem dialogów o nim prowadzonych przez matkę, fryzjerkę (też matkę), policjantkę i nauczycielkę.

W rozmowach…

…ustala się sytuacja chłopca: odepchnięty przez klasę, rówieśników, przeoczony przez system-szkołę, zapodziany w rodzinie. Zapodziany w życiu.
We wszystkie postacie wcielają się dwie aktorki: Joanna Gonschorek i Katarzyna Kaźmierczak, a wymiana ról jest synchronizowana z grą ciemnych i jasnych teł. Scenografia jest funkcjonalna i oszczędna.
Trzy krzesła (czarne) tworzą namiastkę przestrzeni: fryzjerskiego salonu, komisariatu, klasy.
Trochę jest w widowisku projekcji video. To nagrania z uczestnikami teatralnej pracy z młodzieżą – rozmowy o Księciu z jego rówieśnikami ze szkoły.

Jest także…

…fantastyka: dialog Księcia z psem – gdzieś w labiryntach myśli chłopca czerwonooka Bestia przemawia łagodnie, nie sądzi, nie rozkazuje, niczego nie żąda. Jest Bestią, bo wyniunia wszystkie jego lęki, dopieści żale i utuli do snu – izolacji od ludzi i życia.
Jak Król Olch Goethego – odbierze rodzinie i światu.
Są w końcu ratownicy – towarzyszą Księciu, dopóki ziający nad nim w ciemności oddech Bestii nie ustanie.
To optymizm, pociecha, że można sobie z depresją poradzić. Wyrwać się.
Niespełna godzinne widowisko skrojone dla młodzieży (mniej) i dorosłych (bardziej).

Zajmowanie się dziećmi…

…to stała praca THM obok prawdziwej sceny. Pisałem o tym, gdy prezentowane były w sieci ich filmy w czerwcu 2020 roku. Grupa Joanny Gonschorek wypadła wówczas, według mnie, wśród innych – najciekawiej. Aktorka chyba najuważniej wschłuchiwała się w to, czym żyją i co dokucza jej podopiecznym.
Teraz w Księciu i psie…, jak mówiła, wyzyskała z pożytkiem także swoje doświadczenia matki.

Wróćmy do spektaklu.
Dialogi służą rekonstrukcji przyczyn zapodziania się Księcia.
Twórcy niekoniecznie chcieli wskazać winnego, jak to zwykle dzieje się w życiu, gdy komuś stanie się krzywda.
Jest wiele ciśnień, zdają się mówić, które wpychają człowieka w depresję. Pochłonięta codziennością rodzina, w której nie znajduje się zbyt wiele uwagi. Szkoła, skupiona głównie na realizacji programu.
A przez młodzież rozumiana jako miejsce okrutnych zabaw, dżungla, w której trzeba z kimś trzymać, zawierać sojusze przeciw komuś, aby przetrwać.
W tych analizach dostaje się każdemu – jak w historyjce A.de Saint Exupery’ego: Dorośli są dziwni z powodu swoich bzików i zwichnięć. Nie słyszą, nie widzą, liczą gwiazdy, upijają się ze wstydu, aby zapomnieć, że piją, bezsensownie i rutynowo zapalają i gaszą lampy.
Małego Księcia jest nie od rzeczy wspomnieć w tym miejscu, gdyż sam Robert Urbański na antenie wrocławskiego radia przed premierą mówił o tym, jak ta figura zaplątała się w myślenie twórców podczas pracy nad tekstem. Idąc dalej, podejmując tę historyjkę, której urok trwa od lat bez mała osiemdziesięciu (jaki ten Mały Książę leciwy!), zauważmy, że i książątka z klasy zaginionego nastolatka postępują tak jak Mały Książę z lisem. Najpierw go oswoił, a potem porzucił.

O odpowiedzialności…

…i trosce o więzi, na co usiłował uwrażliwić go lis – ani mowy!

Młodzież więc szkolna jest tutaj zgrają takich bezdusznych potworów, które nie rozumieją, co znaczy żartować. Tak nazywają kolejne ciosy w psychikę Księcia. Mówią o tym dużo i bezmyślnie.

W sumie – było co oglądać w trakcie i nad czym myśleć po.

Dlatego po premierze twórcy (oprócz aktorek także Magda Skiba, Robert Urbański), doprosiwszy z widowni dyrektora teatru i troje psychologów, rozpoczęli rozmowę. Padały w niej ze sceny różne wypowiedzi. Najbardziej trafiały do mnie słowa o nienadążaniu za światem i wypadaniu z życia.
O dzieciach, które nie umieją znaleźć oparcia w dorosłych, ale też dorosłych, którzy nie potrafią być oparciem dla dzieci. Ewentualnie znajdują zamiennik – smartfon, który zabija zdolność spotkania z innym człowiekiem i potrzebę kontaktu.
Były i głosy z widowni, które na różne sposoby – także poprzez, na mój gust – nie dość wyważone oskarżenia pod adresem nauczycielstwa polskiego – wskazywały potrzebę kontaktu, słuchania, rozmowy. Uważnego towarzyszenia młodym ludziom w ich sprawach, w ich życiu.

Nieporozumieniem…

…zupełnym w tej rozmowie wydała się wrzuta o tzw. Lex Czarnek, którą to nazwę przyjęto na opozycji dla przyjętej przez Sejm z nowelizacji prawa oświatowego.
Co z powodów kompletnie niezrozumiałych (a może jednak trochę tak) uczynił dyrektor teatru podczas rozmowy o depresji wśród młodzieży.
Jakby uprzedzając kuratorską odmowę podjęcia współpracy ze szkołami, co przewiduje projekt ustawy, zatroskał się, że czarnych psów coraz więcej, a kurator posiądzie władzę odmawiania pracy teatru ze szkołami.
Skąd te obawy? Czyżby teatr projektował coś niesprzyjającego młodzieży? Chyba nie?

Ta polityka.
Czyha jak czarny pies na każdą okazję.

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię