Urojenia i prawdy

0
798

Internet zawiadomił, że możliwa jest debata Tusk-Kaczyński. Sekundanci ustalają warunki. Wyborcy już kupują popcorn i malują transparenty z hasłami na pohybel przeciwnikowi. Ustawiają przed telewizorem fotele, walczą o pilota.

Lokalny publicysta po wizycie prezesa Kaczyńskiego w mieście napisał referat, w którym streścił jego wystąpienie – przy czym zadbał o właściwe naświetlenie sprawy, osoby, poglądów i audytorium. Oczywiście, wszystkim się oberwało po całości. Nic dziwnego, nic szczególnego.

Może było…

…w tym nieco frustracji z powodu braku akredytacji? Może.
Zdaje się, że więcej żaru włożył w pisanie, jak to w Legnicy cierpią prześladowania osoby wyznania elgiebetepluskwerty. Tekst o zamalowywaniu upodlających te osoby napisów i zdrapywaniu ze ścian faszystowskich emblematów tchnął niemal pierwszomajowym entuzjazmem. Idą, niosą, myją, drapią!
Tym razem – tylko rutyniarskie złośliwości bez specjalnego polotu.

Jedyne, co może warto zauważyć, to słaba, ale zauważalna próba wpisania adwersarzy w schemat: młody vs. stary.
O Jarosławie Kaczyńskim publicysta napisał: starzec. Sprawdzamy: 73 lata.
Gdyby przyłożyć do Jarosława Kaczyńskiego Donalda Tuska i jego 65 lat, i oficjalne przejście na emeryturę – to nie jest pewne na stówę, czy wykreślanie figury przeciwieństwa: młody – stary zarysuje się dość wyraziście. I adekwatnie.

Starzec z emerytem…

…mieliby zmagać się o władzę nad Polską?

Zaciskanie pięści, brak krawata i mikrofon w ręku (Tusk) niekoniecznie daje wizerunkową przewagę nad tradycyjną mównicą i tradycyjnym krawatem (Kaczyński). Co kto lubi.
Jeśli ktoś mimo swojego niemłodego, w końcu – wieku wciąż nosi trampki i wypchaną torbę na przydługim pasku, to pewnie poza czerstwego emeryta Tuska jakoś mu odpowiada.
Ale emeryt Tusk, choć z Brukseli patrzył na świat, a przynajmniej na Europę, to jego horyzonty wydają się wciąż dość wąskie.

Cóż bowiem mówi…

…swoim wyborcom Donald Tusk? Co takiego, czego nie mówi Olaf Scholz, Emanuel Macron, premier Holandii, była kanclerz Niemiec?
Ci przywódcy mówią jednym głosem, mówią to samo.
Można by powiedzieć wyborcom Platformy: po co wam Tusk w Warszawie, skoro w Berlinie jest Scholz?
Takie ładne i tak podobne jednosylabowe nazwiska. Co za różnica?
Jedna – Olaf Scholz nieco lepiej mówi po niemiecku.
Bajania o konieczności wpasowania się w europejski szablon, które głosi Donald Tusk, pięknie podsumował profesor Ryszard Legutko wygłaszając swoją dwuminutową mowę na forum PE. Gorzką. Rozbawione miny europosłów lewicy powoli rzedły.
Być może zdołali pojąć, o czym mówi Profesor Legutko. A może tylko znudzili się.
Tym gorzej. Dla wszystkich.
Jeśli więc mielibyśmy uznać, że emeryt Tusk ma nad starcem Kaczyńskim przewagę, to z pewnością nie jest to przewaga propozycji programowej (Małgorzata Kidawa-Błońska podczas nie tak odległej wizyty w Legnicy wciąż była pytana przez własny elektorat tutejszy – o program).
Wygląda to zaledwie tak, że tym, co pozostaje sprężystej młodości, jest wyłącznie publicystyczna szydera z osób zamiast analizowania i konfrontowania politycznych projektów.
A próba wmawiania, że emerytowany przewodniczący Tusk jest tą sprężystą młodością naprzeciw starca Kaczyńskiego – to złuda. Miraż.
Urojenie.

Na koniec…

…wystąpienie profesora Ryszarda Legutki w wersji do czytania. Dlatego, że nigdzie nie można tego znaleźć w postaci tekstu, pomyślałem, że jednak warto się z tym zapoznać i spisałem to dla Czytelników Piastowskiej.

Dwie minuty prawdy, gorzkiej prawdy. A prawda jest taka, że Parlament Europejski wyrządził wiele szkód w Europie. Parlament wysyła fałszywe przesłanie, że reprezentuje „europejski demos”. Nie ma i nie będzie „europejskiego demosu”. Parlament zainfekował przestrzeń europejską bezwstydną stronniczością, a infekcja stała się tak zaraźliwa, że rozprzestrzeniła się na inne instytucje, takie jak Komisja Europejska. Parlament zrezygnował z podstawowej funkcji reprezentowania ludzi. Zamiast tego stał się maszyną do realizacji tzw. „projektu europejskiego”, zrażając ten sposób miliony wyborców.
Parlament stał się politycznym narzędziem lewicy do narzucania swojego monopolu, z jej zaciekłą nietolerancją wobec wszelkich odmiennych poglądów. Nieważne, jak często będziecie powtarzać słowo „różnorodność”; „różnorodność” staje się gatunkiem wymarłym w Unii Europejskiej, szczególnie w tej izbie.
Parlament jest quasi-parlamentem, ponieważ odrzuca podstawową zasadę parlamentaryzmu: odpowiedzialność. Poseł, przypominam, jest wybierany przez wyborców i musi przed nimi odpowiadać. W Unii tak nie jest. Pomysł, że powiedzmy, hiszpańscy, niemieccy, francuscy i tak dalej – posłowie odpowiedzialni przed własnym narodowym elektoratem mogą wspólnie dyktować coś, na przykład społeczeństwu węgierskiemu lub jakiemukolwiek innemu społeczeństwu, przed którym nie mogą być pociągnięci do odpowiedzialnoś
ci– jest po prostu niedorzeczny.

Nazywajcie to jak chcecie, ale demokracją to nie jest.

Podsumowując, Parlament Europejski reprezentuje „demos”, który nie istnieje, działa na rzecz projektu, który ignoruje rzeczywistość i prawo, odwraca się plecami do milionów ludzi i służy interesom jednej orientacji politycznej.

A to tylko wierzchołek góry lodowej.

Co powiedziawszy, Panie i Panowie, kończę sprawę.

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię