Rada obywatelska

0
444

Zadufanie i pewność siebie niejednego zgubiła. Mówią, że pycha kroczy przed upadkiem.

I to widać dobrze tu, u nas – w Legnicy. Na przykład jeden z kandydatów, po którym trudno by się tego spodziewać, lekce sobie waży jakby wyborców i niemal zaniechał kampanii i propagowania swojego wizerunku w kilku ogromnych obszarach. Przeoczonych zupełnie.

Widać, że jest silnie przekonany, że zwycięży bez trudu w pierwszym starciu i zasiądzie w prezydenckim fotelu, w prezydenckim gabinecie z widokiem kosztem niewielkim.

To może jednak okazać się złudne. Takie przekonanie.

Wprawdzie wizerunek kandydata zwisa już z każdej prawie miejskiej latarni, wyskakuje zza węgła każdej niemal kamienicy, a kto wie może niebawem zostanie naklejony na przejścia dla pieszych głównych ulic, które z wolna stają się alejami jego nazwiska jak jakiejś hollywoodzkiej supergwiazdy, jednak nie dokonano w jego sztabie jeszcze wszystkiego, co można, żeby trwale wdrukować się w podręczną pamięć legniczan.

Przynajmniej do dnia wyborów.

Jak bowiem mogło dojść do sytuacji, że rzeką w naszym mieście od mostu na ulicy Jaworzyńskiej do mostu na ulicy Kartuskiej nie spływają gondole z wizerunkiem kandydata (mogą być też dżonki, kajaki albo jakieś trzcinowe tratwy z trzcinowych pól spod Gniewomierza, ostatecznie ocynkowane balie z plakatem kandydata w miejsce żagla)?

Nie pływają po rzece sterowane zdalnie lub nawigowane przez AI miniatury Titanica, pancernika Potiomkina ani krążownika Aurora. Oczywiście w kamuflażu barw kandydata.

To by było tak wzdłuż, ale promy z bilbordami w poprzek rzeki dla biegaczy, nordicwalkerów albo hulajnogerzystów – to nie byłaby przecież żadna ekstrawagancja! Przeciwnie.

Na tym polu widać fatalną lukę w propagandzie i co za tym idzie zwiększone ryzyko niepowodzenia całej akcji wyborczej kandydata.

Więcej! Więcej kandydata! A przestrzeń?

Niebo nad Legnicą również jest wykorzystane w nadzwyczaj skromnym rozmiarze. Czyli wcale.

Co za marnotrawstwo!

Nie polatują tu nowoczesne drony ani lepione w pracowniach modelarskich szybowce z pergaminu i sklejki według zaleceń Adam Słodowego. Nie warczą napędzane silniczkami na eter zdalnie sterowane miniatury bojowych samolotów ze znanych powietrznych bitew. Nie wznoszą się balony ze wstęgami w barwach kandydata ani nie płyną sterowce ciągnące za sobą banery z jego wizerunkiem. Dziatwa nie puszcza latawców, które jak latawce Stasia Tarkowskiego ponad afrykańską sawanną niosłyby przesłanie kandydata do ludności Legnicy.

A nocami nie wybuchają sztuczne ognie układające się w nazwisko kandydata ani nie pulsują laserowe promienie rysujące jego twarz. Szkoda. Cóż by to mogły być za spektakle!

Widzimy to, prawda: The Great Gig in the Sky w Legnicy.

Widzimy, niestety tylko w wyobraźni, bo pospolita rzeczywistość to zwykłe zmarnowane nocne niebo.

Co za strata! Ta pustka nad głowami jest niewybaczalnym oddaniem pola.

Poddaniem się.

Na ulicach także nie zrobiono wszystkiego, co możliwe. Nie przechadzają się nimi, staromodni wprawdzie, ale skuteczni w swoim czasie ludzie-reklamy, którzy by mogli, oklejeni maskami, przedzierzgnąć się w sobowtóry kandydata zaskakując elektorat niespodziewanym spotkaniem.

No, szkoda, bo niedosyt jest dotkliwy. I może budzić podejrzenia, że kandydat coś tylko markuje,

a tak naprawdę mało mu zależy. Jakby planował pokazać wszystkim figę.

Rozczarowanie wyborców wróży klęskę.

Dobrze więc radzę: więcej. Więcej kandydata.  Więcej!

O. Bywatel

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię