Prawda

0
1174

Właśnie w telewizorze pokazali Niewygodną prawdę (w oryg. Truth) Jamesa Vanderbilta z 2015 roku. Koniec prezydentury B. Obamy. Demokraty. Noblisty.
Jest rok 2004 – R. Redford i C. Blanchett ujawniają prawdę o G.W.Bushu. Ten miał lewe kwity i dostał się w 1968 roku do Powietrznej Gwardii Narodowej (TX ANG).
A nie powinien.

Przedstawione w programie 60 minut (nieprzerwanie od 1968 roku na antenie CBS) zdobyte przez dziennikarzy dokumenty w sprawie Busha juniora okazały się lipne, choć miały wstrząsnąć sceną polityczną Stanów w trakcie kampanii wyborczej. Republikanie oskarżyli demokratów o podrzucenie fałszywek dziennikarzom CBS w celu skompromitowania Busha.

Redford…

…i Blanchett okazują się w tym obrazie bojownikami o demokrację.
Jedynymi dzielnymi i prawymi. I przegranymi. Ostrze ich reportażu umiejętnie zostało przekierowane z zagadnienia: czy Bush kłamał?
na pytanie: jakimi fontami zapisano trefne dokumenty? Blanchett mówi w finale audytu: wszyscy mówią o czcionkach, a nie o prawdzie.
Wygląda na to, że jej ekipa jednak nie była dość ostrożna i stacja będzie musiała wylać pracowników, którzy przysparzają problemów.
Dla Viacom, który kupił CBS – to niepotrzebny kłopot
Spisane po liście płac dodatki informują, że reportaż Mary Mapes (C. Blanchett) z Abu Ghraib (torturowanie irackich więźniów) był nagrodzonym wzorcowym materiałem dziennikarskim.
Czyli – czytamy sugestię – jednak potrafi, a zwolnienie z pracy to wredna zemsta Białego Domu przejętego kontrowersyjnie przez republikanów – za mieszanie w kampanii wyborczej G.W. Busha.
Filmu nie wyprodukowano w znanych i wielkich wytwórniach. Choć znane nazwiska wielkich aktorów (R.Redford, C.Blanchett, D.Quaid) widnieją w czołówce. Na ekranie pojawia się nawet John Kerry, kontrkandydat Busha (z którym ostatecznie przegrał w tych wyborach 3 mln głosów), który grał tu samego siebie.
Aż trzy wytwórnie musiały założyć się na tę produkcję – obraz niszczenia dziennikarstwa.
Prawdziwego i niezepsutego.
Grupowe sceny wsparcia po zwolnieniu Blanchett i członków jej ekipy wsparte muzyką Briana Tylera, która działa jak dopalacz, zdają się mówić – oto rycerze Prawdy. Gloria victis!
Zwykle w takich filmach z USA, gdy nad dziennikarzem zbierają się czarne chmury wątpliwości, przychodzą argumenty: przecież demokracja, przecież wolność słowa, przecież Prawda!

Trzeba!
…czy jeszcze gwiaździsty sztandar powiewa
Ponad krajem wolnych, ojczyzną dzielnych ludzi?
Sure!
Triumfalne miny wylanych z telewizji członków ekipy Mary Mapes podpowiadają, że jednak wygrywa prawda, demokracja, wolność słowa mimo, że rycerzom odebrano oręż.

Pozostaje…

… jednak obiekcja w tej pochwale dziennikarstwa. Czy posługiwanie się wątpliwymi metodami dochodzenia prawdy dobrze służy prawdzie samej? Audyt w stacji telewizyjnej to nie proces karny, ale zagadnienie pozyskiwania dowodów i zobowiązań obrońców prawdy wydają się zbliżone.
Pytaniem o metody można trochę zbliżyć się do powoli nabierającej w Europie prawa obywatelstwa doktryny owocu zatrutego drzewa.
Czytamy w tekście Pawła Lecha publikowanym w Palestrze: Przekonanie, że sąd nie uwzględni dowodów obciążających, jeśli istnieją wątpliwości co do ich pochodzenia, wzmocni nie tylko zaufanie do sądów, ale także wywierać będzie większą presję na organy ścigania i prokuratorów, by materiał dowodowy zbierali z większą starannością i dbałością o podstawowe prawa konstytucyjne, a akty oskarżenia wnosili w sytuacjach, w których są jednoznacznie przekonani o sprawstwie oskarżonego.
Trudno nie przytaknąć. Zaufanie do sądów, podstawowe prawa.
Same ważne słowa. Same ważne zagadnienia.
A jak to było u nas?
Oskarżono mocodawców posługujących i podsłuchujących w Sowie kelnerów.
Wypowiadane przy ośmiorniczkach i wódeczce kwestie jednak nie zainteresowały sądów, a cyniczni politycy je głoszący – zostali uznani za ofiary. Wnioski opozycji (czyt.: mniejszości) o powołanie komisji do rozpatrzenia sprawy podsłuchów w Sowie upadły w liberalno-chłopskim Sejmie.

Co z tą prawdą?
Prawda? Są tylko opinie. I my musimy na nie wpłynąć – mówi adwokat Blanchett przed firmowym audytem uruchomionym po wpadce jej ekipy.
U nas – podobnie. A nawet tak samo.
Średnio interesująca okazała się treść rozmów (prawda), za to ważne stały się pytania – kto sobie na to pozwolił i jak mogło do tego dojść?
Władza zrobiła wówczas wszystko, aby przekierować uwagę z istoty wypowiadanych kwestii, na motywacje podsłuchiwaczy.
Można by odnieść wrażenie, że coś się porobiło z tą prawdą, której wyjawienia przed sejmową komisją nie chcieli (bali się?) dzisiejsi totalni. Że ważniejszą prawdą było, kto nagrywał – od prawdy o pierwszych osobach polskiej polityki i wyłaniających się z ich wypowiedzi mimowolnych autocharakterystyk.
Właściwie prawda o nich nie była i nie jest intrygująca. Żałosne miejscami bzdury podpitych kolesi.
Oburzające kwestie o idiotach lub złodziejach pracujących za sześć tysięcy (rok 2015) albo kupie kamieni – też nie są rewelacjami. Czego można było się spodziewać się po tych ludziach?
Dzisiaj w PE mówią i robią dokładnie to samo. Prawda o nich jest nieciekawa. Jak oni sami.

O innym…

…prezydencie, który kłamał, także zrobiono film. Jednak dopiero w 2021 roku – American Crime Story: Impeachment. I chyba nie w imię obrony truth.
Od Afery rozporkowej B.Clintona musiało minąć ponad dwadzieścia lat. Ale to tylko serial limitowany.
Nagrodę Emmy przyznano za fryzury, a wielkich nazwisk na afiszu brak. Kinowy obraz Truth (Niewygodna prawda) z R. Redfordem i C. Blanchett to salwa z bakburty (to ta lewa) pancernika.
A chciałoby się zobaczyć ich oboje z M.Streep na dodatek – na kinowym ekranie w roli senatorów uniewinniających Clintona kłamiącego w sprawie jego romansu z M. Lewinsky.
Ciekawe, jaką muzykę podłożono by pod obraz tamtego głosowania w Senacie USA?

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię