Zniszczenia (Po)wojenne

0
200

W styczniu 1945 r., front wojenny wkroczył na tereny Dolnego Śląska. Dla władz i mieszkańców niemieckiej Liegnitz stało się jasne, że nadciągają dla nich ciężkie czasy. Miasto, będące dotychczas schronieniem dla Niemców z innych regionów III Rzeszy, samo stanęło przed zagrożeniem ze strony wojsk nieprzyjaciela   –   Pamiętnik historyczny Muzeum Miedzi w Legnicy (2)

Legnica została zajęta w ramach drugiego etapu działań wojsk radzieckich na Śląsku w 1945 r (tzw. etap lutowy). Podczas jego trwania, wojska 1 Frontu Ukraińskiego wyparły większość sił niemieckich z Dolnego Śląska („Operacja dolnośląska” 8-24 II 1945 r.). Zajęcie Liegnitz przez wojska radzieckie nie można jednak uznać za jakiś szczególny epizod ówczesnych działań wojennych, gdyż miasto zostało zdobyte bez większych walk.

Zdobycie” Miasta

Jak podaje Jurij Asaułow, rozkaz opanowania Legnicy otrzymała 309 Dywizja Piechoty 22 Korpusu Piechoty, wchodząca w skład 6 Armii zgrupowania wojsk I Frontu Ukraińskiego. Dywizją tą dowodził pułkownik Lew Borys Dawidowicz. Mógł on liczyć na wsparcie ze strony 291 Gwardyjskiego Pułku Artylerii Zmotoryzowanej. W walkach wykorzystano także lotnictwo. Zadanie miał o tyle ułatwione, iż główny trzon sił niemieckich już wcześniej opuścił miasto, z obawy przed okrążeniem przez oddziały wroga. W mieście pozostały niewielkie oddziały wojska, policji i Volkssturmu (pospolite ruszenie).

Pierwsze oddziały zwiadowcze czerwonoarmistów odnotowano już 7 II 1945 r. Pojawili się wówczas w okolicach Groß Beckern (Piekary Wielkie). Inny oddział został zauważony przy Glogauer Straße (ul. Głogowska), nieopodal mostu na Czarnej Wodzie. W nocy z 8 na 9 II 1945 r., oddziały 309 Dywizji przełamały linie niemieckiej obrony i zajęły następujące miejscowości: Heinersdorf (Spalona), Klein Schildern (Szczytniki Małe), Jeschkendorf (Jaśkowice Legnickie), Kunitz (Kunice), Kaltenhaus (Ziemnice) i Gross Beckern (Wielkie Piekary). Radzieccy żołnierze zajęli wtedy także m. in. legnickie lotnisko i dotarli do okolic Immelmannstraße (al. Rzeczypospolitej). Armia radziecka stanęła u wrót miasta. Pułkownik Otto Treuhaupt, który dowodził obroną miasta, w swoim dzienniku pod datą 9 II 1945 r., zapisał: „Kiedy zaczęło widnieć, okazało się, że Rosjanie byli już w mieście. Siedzieli między Piekarami Wielkimi a lotniskiem w gąszczu ogrodów działkowych i przedarli się przez przylegające ulice willowe aż do Parku Miejskiego w centrum miasta (…). Prawdopodobnie nie padł przy tym żaden strzał”. Pomimo wielu starań oddziałów niemieckich i wykonaniu przez nich nawet kilku śmiałych kontrataków, do godziny 19:00, dnia 9 II 1945 r., wojska radzieckie opanowały zasadniczą część miasta. Przez noc z 9 na 10 lutego oraz cały kolejny dzień trwała likwidacja pozostałych punktów oporu na terenie miasta. Wedle dokumentacji radzieckich wojsk, dnia 10 II 1945r. o godzinie 20:00 miasto przestało być miejscem jakichkolwiek starć wojennych.

Niedługo potem na łamach polskiej prasy pojawiła się informacja o zajęciu miasta: „(…) wojska 1-go Frontu Ukraińskiego, które przerwały silnie rozbudowany system obronny Niemców na półn.[ocny]-zachód od Wrocławia na zachodnim brzegu Odry i w ciągu 4-ch dni walk wdarły się w głąb na 60 km, na szerokości 160 km. Zajęto miasta: Lignicę, Bukowiec (Lüben), Środę (Neumarkt) i Ścinawę (Steinau). Zwycięstwo to uczciła Moskwa salutem 20 strzałów z 224 dział” – pisano w „Życiu Warszawy”.

Ocalone miasto

Legnica, dosyć szczęśliwie nie uległa więc poważniejszym zniszczeniom wojennym. Pierwsi przedstawiciele polskiej administracji, którzy przybyli do miasta w drugiej połowie kwietnia 1945 r., szacowali jego zniszczenie na 10-15%. Takie informacje podawał m. in. Naczelnik Wojewódzkiego Urzędu Śledczego w Lignicy i Kierownik Grupy Operacyjnej Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów na Dolny Śląsk. Z kolei we wspomnieniach pierwszych polskich mieszkańców miasta, jeżeli w ogóle mowa o zniszczeniach wojennych, to wymieniane są zazwyczaj pojedyncze budynki. Stefan Żarkowski, który przybył do Legnicy w czerwcu 1945 r., na terenie miasta zauważył zaledwie kilkanaście zrujnowanych budynków.

Spalone serce miasta

W przypadku Legnicy najgorsze miało jednak dopiero nastąpić. To nie działania wojenne sprawiły, że spora część miasta została zrujnowana, a jego powojenna dewastacja. Duża w tym rola radzieckich żołnierzy, którzy traktując te tereny, jako swoją zdobycz wojenną, regularnie dokonywali kolejnych aktów wandalizmu. Takim najbardziej znanym epizodem są „pochodnie zwycięstwa”, kiedy to świętujący zakończenie wojny żołnierze radzieccy, na znak swojej radości z ostatecznej kapitulacji Rzeszy Niemieckiej, dokonali serii podpaleń legnickich kamienic. Trudno dziś oszacować, ile dokładnie budynków spłonęło, jednak jak wskazują zachowane źródła, zniszczenia dotyczyły zwłaszcza zabytkowego centrum miasta.

Innym rzucającym się w oczy „zniszczeniem wojennym”, był spalony Zamek Piastowski, do początku 1945 r. siedziba władz rejencji. Jednakże do dnia dzisiejszego trudno jednoznacznie wskazać przyczynę zniszczenia tej monumentalnej budowli górującej nad całym miastem. W czasach PRL-u funkcjonowała na ogół teoria zgodna z ówczesną poprawnością polityczną, że spalenie zamku to efekt zaciętych walk pomiędzy oddziałami czerwonoarmistów, a broniącymi się w środku budowli Niemcami. Obecnie jednak coraz częściej pojawiają się głosy, że pożar i w efekcie całkowite zrujnowanie zamku, to skutek dewastacyjnych działań ze strony żołnierzy radzieckich, na co wskazują także niektóre wspomnienia.

Dewastacji ulegały też budynki zajmowane przez wojska radzieckie, które przed ich opuszczeniem zabierały z nich, co tylko mogły. Przejmowane przez Polaków budynki nie miały niekiedy nawet podłogi.

Praca zespołowa

Jak trzeba jednak uczciwie przyznać, całej odpowiedzialności w tej kwestii nie można zrzucać tylko i wyłącznie na działania wojsk radzieckich. Jak wskazuje w swoich wspomnieniach Antoni Górski, od 1947 r. pracownik Wydziału Technicznego Zarządu Miejskiego w Legnicy, problemem był też brak dostatecznej opieki ze strony polskiej administracji. Wiele domów i kamienic nie zostało w swoim czasie odpowiednio zabezpieczonych, na co wskazywał już w grudniu 1945 r. korespondent dziennika „Pionier”. Trwający przez wiele miesięcy brak remontów, nadzoru, konserwacji sieci wodno-kanalizacyjnej, ogrzewania pomieszczeń oraz regularna grabież takich opuszczonych lokali przyśpieszało ich coraz większą dewastację i zniszczenie. Cieszyli się za to szabrownicy, którzy swobodnie pustoszyli kolejne budynki. Oni także dołożyli swoją „cegiełkę” do tego procederu.

Marek Żak

– historyk, pracownik Muzeum Miedzi w Legnicy

Udostępnij
Poprzedni artykułDobrze strzelali
Następny artykułHuzarski kontra Korwin-Mikke

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię