O Małej Moskwie raz jeszcze

0
667

Ostatnie spotkanie w Kawiarence Obywatelskiej poświęcone widzeniu niedawnej przeszłości Legnicy wywołuje dość smętne refleksje na temat teraźniejszości i przyszłej przyszłości naszego miasta.


To, co mówili zaproszeni prelegenci, może świadczyć o kompletnym bezruchu w ich postrzeganiu upływającego czasu.
Neo-eleaci?
Także to, jak reagowali na wypowiedzi z sali (było ich ledwie dwie) – a nie reagowali wcale.

Sala bowiem przyjęła zupełnie inne kryteria patrzenia na legnicki okres 1945-1993.
Nie z perspektywy edytora Franciszka Grzywacza zaproszonego czy dopuszczonego do fotograficznego propagowania wizerunku sołdatów zza murów Kwadratu.
Nie z perspektywy emerytowanego oficera LWP Wojciecha Morawca, który z racji służby sąsiadował z jednostką sowiecką oddzielającą SWŁ od terenów lotniska.
Nie z perspektywy redaktora Żurawińskiego, którego zdjęcia na tle samolotów z czerwoną gwiazdą na skrzydłach znajduje się co jakiś czas w legnickich portalach (co pan tam robił panie redaktorze?).
Wypowiedzi słuchaczy wyraźnie świadczyły o nieuleganiu ani czarowi wspomnień, ani żalowi za przeszłością. Może także o całkowitej niezgodzie na przedłożone propozycje zupełnie niewnikliwego rozliczenia tamtego czasu zaprezentowanego podczas spotkania? Kto wie?

Cóż tam było?
Bardzo różne rzeczy, których trudno było spokojnie słuchać.
Na przykład Wojciech Morawiec zrecenzował, trochę przelotnie, ale wyraziście Pożogę Zofii Kossak-Szczuckiej, jako napastliwą wobec bliskich sąsiadów – Białorusinów, Ukraińców.
Zupełnie szalona to myśl, aby zapis wołyńskiej rzezi z lat 1917- 1919 potraktować takimi właśnie uwagami. Kiedy przypomni się, że Stanisław Estreicher nazwał tę pozycję jednym z najcenniejszych i najwiarygodniejszych materiałów dla przyszłych historyków tych wypadków, wypowiedź Wojciecha Morawca nabiera niezwykłego charakteru. Staje się mimowolną autocharakterystyką mówiącego. Zwrócić uwagę trzeba przy tym, że niełaskawa dla wspomnień Zofii Kossak wypowiedź Wojciecha Morawca o Pożodze zaistniała na spotkaniu poświęconym przeszłości Legnicy.
Związek – egzotyczny.
Ale miał istotny cel – wykazać, że Polacy pouczali i wciąż pouczają innych, jak żyć i jak inni mają Polaków szanować, a sami innymi pomiatają. Tak jak pomiata się obecnie pamięcią sołdatów dyslokowanych w Legnicy od 1945 roku.
Taka to konstrukcja myślowa zaistniała w Kawiarence. O mordowanych wówczas na Wołyniu Polakach, świetnych przykładach samoobrony ziemian i wojska polskiego – ani słowa. Nic.
Jakby Zofia Kossak stworzyła nie dokument, a jakąś ksenofobiczną fikcję.

Inną…

…znamienną i zastanawiającą wypowiedź sformułował redaktor Grzegorz Żurawiński. Przywołał parę razy prawicę, która wymyśliła usuwanie resztek sowieckiej okupacji, wyraźnie dając do zrozumienia słuchaczom, że prawica uwzięła się szczególnie na pomnik z Placu Słowiańskiego.
Mocno dziwne, że to właśnie dziennikarz tak całkiem nietrafnie odniósł się do ruchu URSO.
Pamiętam, że podczas akcji pod pomnikiem redaktora Żurawińskiego nie widywano, przepraszam – nie widywałem. Nie mógł zatem poznać, nie mógł wiedzieć, o co chodzi w akcji, o której była mowa podczas zaimprowizowanej konferencji dla mediów (było: lca.pl, Gość niedzielny, Radio Plus) ani pod samym pomnikiem. Nie zapoznał się z poglądem prawicy na obecność pomnika.
Także z innymi poglądami, które prawica głosiła przy okazji 1. Września, 17. września, podczas uroczystości Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, w kolejne rocznice wprowadzenia stanu wojennego, podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, rocznicę Cudu nad Wisłą, rocznicę przeprowadzenia Akcji polskiej NKWD i innych jeszcze okoliczności.
Nieznośnie prawicowych.
Nadrzędną jednak, jak sądzę, myślą redaktora Żurawińskiego było sformułowanie, że historię trzeba znać, niczego w niej nie zamazywać i rozumieć element po elemencie.
Prawica
, jak wolno wnosić z tych słów – historii nie rozumie, zaś rozumieją ją jedynie piewcy małomoskiewskości Legnicy.

Najtrudniejsze…

…przyszło ze strony doktor Zuzanny Grębeckiej. Jako naukowiec kontrolowała i precyzyjnie formułowała swoje wypowiedzi, aby utrzymać je w rygorach dyscyplin – socjologii i antropologii. Jednakże sformułowała poruszającą uwagę, którą także zauważył i przytoczył inny sprawozdawca tego spotkania publikowany w @kcie.

Zacytujmy Konrada Pruszyńskiego: Czy niezbyt dużym i krzywdzącym uproszczeniem jest mówienie o pobycie w Legnicy „żołnierzy rosyjskich” skoro w skład wojsk radzieckich wchodzili również Ukraińcy, Białorusini czy Uzbecy?
W dalszej części (już po powyższej uwadze) spotkania doktor Grębecka, odniosłem wrażenie – tracąc nieco naukowy dystans, podniosła użycie słowa kolonializm jako co najmniej dziwnego, zastanawiającego a może nawet nieadekwatnego wobec tego, co działo się w Legnicy (i całej Polski, ale to już zostawimy).
Właśnie! Kolonializm.
Ci Ukraińcy, Uzbecy, Białorusini – zniewoleni przez Rosjan, przez nich włączeni w działania państwa niewolącego inne narody. Tak naprawdę nie ma znaczenia dzisiaj i nie miało wówczas, czy byli to rdzenni Rosjanie czy obywatele innych republik sowieckich. To podbici i zrusyfikowani, następnie użyci do podbijania i rusyfikowania.
Nie dalej niż dwa tygodnie temu publikowano sporo wypowiedzi Andreja Kuriejczyka, którego Głosy nowej Białorusi wystawiono w THM. Co mówił pytany, dlaczego pisze po rosyjsku? To efekt wieloletniej rusyfikacji naszej kultury i języka.
Tak to działało właśnie – człowiek sowiecki, bez względu na republikę, z której pochodził, służył pod rozkazami centrali imperium, którego stolicą jest stolica Rosji. I jako taki był widziany – jako rosyjski sołdat.
Sądzę, że uwaga doktor Grębeckiej tak wnikliwie rozróżniająca nieistotne z punktu widzenia zarówno Moskwy jak i Legnicy narodowe przynależności sołdatów – była poruszająca, ponieważ wyszła daleko poza granice koniecznej naukowej precyzji.
I, dalej idąc – przeoczona została waga pojęcia kolonializm w odniesieniu do lat 1945-1993 w Polsce. Niestety.
Rosyjski…

…oficer, który uniknął śmierci z rąk afgańskiego bojownika – o nim opowiadał Franciszek Grzywacz – został skierowany do Polski po wyczerpującej służbie w Azji nie na urlop. Tutaj robił dalej swoje. Sowieckie próby przejęcia kontroli nad Afganistanem, nad Polską – ot, służba. Pan Franciszek skierował uwagę i wzruszenie uczestników Kawiarenki na trzy pociski, które Rosjanin wyjął z broni zastrzelonego Afgańczyka.
Cóż.

Spotkanie w Kawiarence Obywatelskiej poświęcone widzeniu niedawnej przeszłości Legnicy wywołuje smętne refleksje, ponieważ usuwanie resztek sowieckiej okupacji – jak można to było zobaczyć i usłyszeć – musi być prowadzone dalej.
Teraz nie pomników rzecz dotyczy, ale tego kolonialnego osadu, jakiego wciąż jeszcze sporo.

Adam Kowalczyk


Udostępnij
Poprzedni artykułŚw. Mikołaj pracuje w Legnicy
Następny artykułHalówka wraca

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię