Zeznaje świadek Tusk

0
460

 

Icek staje w charakterze świadka przed sądem.
– Czy świadek stwierdza stanowczo, że koń nie był skradziony?
– Co ja mam stwierdzić? Ja tylko sobie mówię…
– Więc mówi świadek, że koń nie był skradziony?
– Co ja mam mówić? Ja tylko sobie myślę…
– Więc co ostatecznie świadek myśli o powyższym fakcie?

– Co ja mam myśleć? Mnie się tylko wydaje…
– A więc świadek nic właściwie nie wie?

– Co ja mam nie wiedzieć? Przecież ja jestem świadek!
H. Safrin

Protokół z przesłuchania Donalda Tuska opublikowany wraz z Raportem komisji weryfikacyjnej ds. wpływów rosyjskich kierowanej przez profesora Cenckiewicza może dać zwykłemu człowiekowi, który nigdy dotąd nie spotkał lub nie spotka w przyszłości Donalda Tuska nieco pojęcia o tym, kim jest, jakim człowiekiem jest świadek Tusk.
To bardzo ciekawa lektura. Ciekawa, pouczająca i wprawiająca w popłoch.

Pouczająca, bo pokazuje, jak, zapewne pod wpływem nauk i ćwiczeń z mecenasem G., można stanąć do zeznań i odpowiadając na pytania, nie odpowiedzieć na większość z nich.
Oto seria odpowiedzi świadka Tuska wybrana z całości jego zeznań:
precyzyjne daty są zawarte w dokumentacji/ wynika to bezpośrednio z odpowiedniej ustawy oraz odpowiedniego rozporządzenia/ szczegóły zawarte są w dokumentach/ nie pamiętam konkretnych dat, ale one są także udokumentowane,/nie mam wystarczającej wiedzy w tej sprawie, ale przypuszczam, że to także opisane jest w stosownych przepisach/ to wynika z przepisów formalnych/ wynika to z przepisów i pragmatyki/ nie twierdzę, że tak jest, gdyż nie pamiętam precyzyjnych zapisów. To z nich powinno wynikać, jaki jest lub był stan prawny, a nie z moich opinii czy intuicji/ to też wynika z dokumentacji, proszę na niej polegać a nie na mojej pamięci/ nie wiem, gdyż nie pamiętam przepisów regulujących tę kwestię.

I tak dalej, i dalej.
Czy świadek Tusk powinien pamiętać przepisy prawa, które regulowały zasady jego pracy, gdy był premierem? Pewnie nie, ale taka postawa, ten sposób składania zeznań tworzą obraz gościa o zdumiewająco wątłej pamięci, słabej woli wyjaśnienia czegokolwiek. I ogromnej chęci nie tylko wykręcenia się od odpowiedzialności za podejmowane/niepodejmowane decyzje. Także wobec łączenia go ze sprawą, z którą nie chciał i nadal nie chce mieć niczego wspólnego.
Były premier RP. Więc chyba powinien choćby przeczuwać jakieś, jednak, związki ze swoją urzędową osobą.
C’nie?
W pewnym momencie mówi świadek
Tusk (strona 7. Protokołu), że jego decyzje zakładały profesjonalizm, patriotyzm i odpowiedzialność generałów Noska i Pytla, celowość ich decyzji i wyłącznie dobre intencje (dalej: pełne zaufanie).
Ładne.
SKW współpracowała z FSB od początku 2011 roku zaś umowę podpisano w Petersburgu dopiero we wrześniu 2013 roku. I
współpracowano do końca 2014 roku. A w dodatku według Artykułu 11. tego dokumentu obowiązek wymiany i utrzymywania jej tajności jak i treści samej umowy miał trwać jeszcze pięć lat po rozwiązaniu Porozumienia.
W tej sprawie właśnie świadek Tusk miał taką słabą pamięć i taką silną wiarę w swoich podwładnych.
Ciekawa to lektura, bo świadek Tusk odsłania także jakby niezwiązane ze sprawą przemyślenia. Natury ogólnej. Bardziej.
Na przykład na karcie szóstej czytamy:
Na pytanie, co świadek rozumie pod pojęciem służba wroga, świadek odpowiada, poprzez pojęcie służba wroga rozumiem służbę wroga.
Proste, prawda?
Związku z FSB czy Rosją świadek Tusk nie znajduje, nie domyśla się, nie podejrzewa w tym pojęciu.
Pojęcie ma ledwie
leksykalne, by tak rzec. Normalne: służba to służba, służba wroga to służba wroga. Na pewno nie wroga służba.
O czym tu w ogóle mówić? Co to za pytanie, proszę prokuratury?
Albo stwierdzenie inne, również dość ogólne:
jest oczywiste, że efekty są ważniejsze niż instrumenty, ta uwaga dotyczy generalnie logiki rządzenia (…).
Czysty makiawelizm – po naszemu: cel uświęca środki.
Czyż nie? I nawet gdyby przyjąć, że nie ma w tym niczego oburzającego, bo inni robią jeszcze gorzej, można przypomnieć anglosaską, jakby łagodniej brzmiącą wersję tego powiedzenia:
Let the end be legitimate. It means: Niechaj koniec będzie prawowity.
Ale koniec sprawy, w której zeznawał świadek Tusk czy jakby kto wolał – jej cel, za prawowity uznać trudno. Nawet jeśli świadek nie ma wiedzy, nie pamięta i odsyła przesłuchującego do przepisów albo nie rozumie pytań, bo i tak się zdarzało świadkowi.
Tym gorzej.
Niech Czytelnik sam sobie ustali, czy dla świadka, czy dla sprawy.
W końcu – lektura Protokołu trochę dezorientuje. Wygląda bowiem to tak, jakby świadek Tusk ze swoim pełnomocnikiem przystąpił do gry, której zasad nie uznaje.
Zanim padły pytania ze strony przesłuchującego, pełnomocnik świadka przedłożył dokumenty zaświadczające o immunitecie świadka oraz wniosek o wyciągnięcie konsekwencji z naruszenia z powodu trybu wezwania świadka. Czyli, żeby Prokurator Generalny skarcił prokuraturę przesłuchującą świadka Tuska. Może także uznał wezwanie za niebyłe i skasował dokumenty z przesłuchania?
Sam zaś świadek zażyczył sobie, aby wymóg dochowania tajemnicy śledztwa był rygorystycznie przestrzegany także przez przesłuchującą go prokuraturę.
Po czym na pytanie:
co świadkowi wiadomo na temat kontaktów SKW z FSB, czy zostały nawiązane po uzgodnieniu powyższego ze świadkiem? Wezwany zeznaje: nic mi nie wiadomo.
Pewnie, świadek nie uczestniczył, nie pamięta działań służb działających jakoś tajnie, cichcem, pod przykrywką.
Najpierw się szarpie, domaga, nalega, a potem mówi, że nic nie wie.
Ale kolejne pytanie:
w jakim okresie świadek był Prezesem Rady Ministrów ? (czyli od kiedy do kiedy był pan premierem, panie Tusk?) Świadek Tusk odpowiada: precyzyjne daty są zawarte w dokumentacji, nie jestem w stanie podać dziennych dat.
Z jednej więc strony świadek żąda zachowania zasad, skarży i wzywa do ukarania (wyciągnięcia konsekwencji) prokuratury, z drugiej opowiada, że nie pamięta o początku swojej niezwykłej kariery. Czy raczej – niezwykłych karier. By przypomnieć – koniec premierowania świadka w Rzeczpospolitej jest początkiem jego urzędowania w Brukseli.
Domaganie się przez świadka dochowania tajemnicy śledztwa, zapewne również tajności omawianego tu zeznania, mogłoby być, spekulujemy sobie swobodnie – spowodowane przewidywaniem przez świadka wrażenia, jakie mogłoby powstać po lekturze Protokołu.
Naszkicowane tutaj delikatnie opieranie się świadka Tuska przesłuchującemu mogłoby zapewne niejednego doprowadzić do podziwu nad zdecydowaniem świadka w stawianiu się prokuraturze. Entuzjazm tłumów odprowadzających pod prokuraturę Donalda Tuska przypominał przecież wiwatowanie na cześć Paderewskiego albo Piłsudskiego.
A komentarze w GW pod doniesieniem o zarzutach generałów Noska, Pytla i pułkownika Duszy pod adresem Komisji i jej raportu mogą świadczyć, że jest w Polsce wielu ludzi, którzy wierzą święcie, że to ci trzej wymienieni wodzili za nos FSB, a nie odwrotnie.
Fotki panów oficerów w czapkach matrosów z Aurory albo biesiada w Kadynach niekoniecznie do takich wniosków prowadzą.
Protokół załączony do Raportu łatwo zburzy potoczne pojęcie o prawie jako instytucji czy procedurze, która ma doprowadzić do ustalenia, kto winien, a kto nie albo prowadzącej do ustalenia prawdy czy wymierzającej tak czy inaczej rozumianą sprawiedliwość.

Pytania i odpowiedzi spisane w ujawnionym tekście trudno byłoby oglądać jako obraz dochodzenia do prawdy albo ustalanie, kto zawinił i czy zawinił.
Widać tu coś innego – dwa starania: prokuratura usiłuje w miarę ściśle wykazać, że świadek niezbyt orientował się w tym, co wyprawiają służby, które cieszyły się jego zaufaniem. Profesor Żurawski vel Grajewski mówi o tym tak:
Zwierzchnicy się tym nie interesowali przez półtora roku. Natomiast fakt podjęcia kontaktów między SKW i FSB usiłowano zalegalizować post factum.
Z
drugiej natomiast strony protokół ujawnia pseudoindywidualizm ludzi, którzy uważali się za lepszych od innych albo przeświadczenie rządzących, że nie muszą się liczyć z obywatelami, bo są od nich mądrzejsi.
Co autor powyższych przytoczeń, S.I.Witkiewicz, nazwał po swojemu: jebałpiesizmem.
Wspomniane wyżej komentarze z GW przylegają dość ściśle do tego Witkacowskiego neologizmu oraz, co w ogóle nie dziwi – harmonizują doskonale z tekstami wygłaszanymi w restauracji Sowa&przyjaciele przez przeszłych/przyszłych ministrów rządu świadka.

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię