Na 10 kwietnia

0
796

Z zadziwieniem czytam jeden z ostatnich tekstów na teatralny.pl Łukasza Drewniaka, w którym ten dość histerycznie reaguje na felieton Jacka Kopcińskiego o nieobecności tematu ukraińskiego w polskim teatrze. Histerycznie i obficie, bowiem na felieton ograniczony przez papier drukowany w miesięczniku Teatr na 785 wyrazów profesora Kopcińskiego publicysta z e-teatralny.pl odpowiedział tekstem w portalu na 4000 i 3 wyrazy (razem: 4003).

Ale nie o dysproporcje rozmiaru chodzi. Chociaż statystyki są zdumiewające. Chodzi o coś ciekawszego. Mianowicie sposób prowadzenia polemiki.
Profesor Kopciński sformułował w tym felietonie takie zdania o polskim teatrze tego czasu:
Zajmuje się ekologią, prekariatem, eutanazją, sytuacją osób LGBT+, prawami kobiet i ich wpływem na polską historię, byle tylko nie mówić o cenie, jaką Ukraińcy płacą dziś za swoją wolność i tożsamość. Nienormatywny seks z roślinami, autofikcje chorób, terapie porażek traktowanych jak sukces czy walka z przemocowością w teatrze zastępują prawdę, którą odsłania nam dziś wojna.
Wśród 785 słów Jacka Kopcińskiego znaleźć można jeszcze parę innych mocnych sądów, ale prawdopodobnie te powyżej zacytowane wywołały furię Łukasza Drewniaka.
Cóż one znaczą?
W skrócie, że polscy aktorzy udrapowani w ukraińskie flagi, polskie sceny oddane artystom z Ukrainy, zbiórki żywności, medykamentów i ubrań prowadzone przez teatry na rzecz Ukraińców – i inne jeszcze działania teatrów mniej są zajmujące niż podejmowanie owych modnych i wciąż gorących zagadnień wyliczonych w Teatrze. Drewniak powiada, że zmęczeni obrazami wojny obecnymi w mediach, nie chcemy jej oglądać w teatrze. Wypieramy ją, uciekamy.
Mamy po kokardę.
I następnie, na te cztery tysiące słów – polemizuje.
Co zastanawiające, to przyjęta metoda.
Zanim przeprowadzi do końca, zwycięską – oczywiście, refutację, Łukasz Drewniak z rozmachem przetwarza krótki w sumie tekst Kopcińskiego i wielokrotnie wkłada w usta adwersarza poglądy domniemane tylko.
Pisze: Dopisuję tu kilka przykładów gestów ledwie sygnalizowanych(…), dopowiadam za profesora(…) dodam jeszcze(…) dopowiadam te zdania za profesora(…).
Ładne, prawda?
Ponadto bez ceregieli posługuje się trybem przypuszczającym lub zdaniami warunkowymi, najpierw stwarzając treści, których Kopciński nie wypowiedział, wnioski, jakich nie wyciągnął, by potem je popisowo zbijać.
Na przykład: polski teatr stchórzył (…) jest niepotrzebny i najlepiej byłoby go rozwiązać.
Ekstremalnie.
W ogóle z rozmachem wymachuje Łukasz Drewniak wszelkim retorycznym orężem, aby wykazać, że profesor Kopciński myli się ze szczętem.
Czego by jednak nie włączył do tej potyczki Łukasz Drewniak i jak wielu słów by nie użył, wydaje się, że tematy wskazane w felietonie Jacka Kopcińskiego polskiej publiczności teatralnej wydają się i długo będą wydawały się atrakcyjniejsze niż wojna na Ukrainie.
Ponieważ ekologia, prekariat, eutanazja, sytuacja osób LGBT+ itd. to stałe zagadnienia owego madness (w dużej części zajmował się nim Douglass Murray w Szaleństwie tłumów), jakie określone ośrodki aplikują społeczeństwom utrzymując je w stanie stałego wrzenia. Wiadomo, po co.
Owe urojone byty mają, niestety, więcej realnej władzy nad emocjami, niż rzeczywista wojna za naszą granicą. W związku z sytuacją osób LGBT+ czy ekologią łatwo wyprowadza się obecnie ludzi na ulice w celu robienia zadym, wytwarzania ciśnień społecznych skierowanych przeciw – wiadomo komu. Babcia Kasia – te rzeczy.
Tę, jak zauważa Jacek Kopciński, słabą reprezentację sprawy ukraińskiej w polskim teatrze, z czym tak bardzo zupełnie nie zgadza się Łukasz Drewniak, wolno rozpoznać na różne sposoby.
Nie napisał tego Jacek Kopciński, więc, metodą Łukasza Drewniaka – dodam, że sprawa mogłaby zostać uznana za sprawdzian stanu wolności.
Tę Drewniak opisuje tak: Teatr robią ludzie wolni, mogą więc mówić, co chcą i jak chcą.
Czyli – oczekiwania pana profesora są nie do przyjęcia. Żadnego przemyślania wojny!
Żadnych takich!
Całkiem dawno proponowałem Czytelnikom Piastowskiej wyczytany także w teatralny.pl starodawny felieton Jana Lorentowicza, który w 1924 roku układał wzór: Państwowe pieniądze na sztukę w zamian za poczucie odpowiedzialnego działania artystów. Tak się składa, że artystów teatru właśnie.
I – oto mamy. Profesorskim fumom mówi się: nie!
Zamach na wolność?
Według zasady, którą sformułuję sam, bo któż mi zabroni – Łapy precz od wolności artystów i tak zrobimy, co chcemy i jak chcemy! i trochę à propos mijającej rocznicy, wbrew żałobie niemałej części ludzi w Polsce, może nawet i w Legnicy, THM oddał swego czasu scenę Przemysławowi Wojcieszkowi do realizacji Hymnu narodowego. Płaskiego szyderstwa ( „Hymn narodowy” nie jest scenicznym arcydziełem – jak napisał o tym wyjątkowo łaskawie Leszek Pułka), które wierzgało i kopało na prawo i na prawo (500 plus, Smoleńsk, Antoni M., oazowcy – kopano, co podejdzie).
Wolno? Wolno!

Czy Legnica…

…zagra Hymn dzisiaj? Nie ma pieniędzy na premiery, więc gra starocie. A to Szekspira na głowie, a to Golca. Czy w ramach wolności zauważy zagadnienie? Może zrewiduje? Nie?
Podobnie muszą się czuć dzisiaj w Legnicy i innych miejscach Polski im podobni – obrońcy Pomnika Wdzięczności oraz racji jego istnienia. Jakże głośno oponowali, gdy żądano wywalenia go z centrum miasta, jak bardzo byli przeciw!
Ile przedkładali racji o poświęceniu radzieckiego żołnierza.
I dziejowej konieczności.
Wiem, bo słuchałem tego z bólem zębów.
Jak bezlitośnie i strasznie przez to biegnące zdarzenia odarły ich z tych przekonań. Z tych poglądów.
Podobnie można zapytać, ile z tamtych szyderstw z Hymnu dzisiaj zachowało swoją vis?
To pytanie retoryczne.
Oczywiście. Jak sztuczki Łukasza Drewniaka.
Kiedy Johnny Rotten zaśpiewał My way, po swojemu, bez muszki, dało się uwierzyć w jego osobliwe punkowe poczucie wolności.
Ale kiedy Przemysław Wojcieszek używał THM do Hymnu narodowego w Legnicy, zdawało się, nie – było jasne, że wszyscy popłynęli z prądem.

I zostali z tym Hymnem na koncie trochę jak Jan H. z angielskim.
No, może jak legniccy obrońcy Pomnika Wdzięczności z Asnykiem.

Adam Kowalczyk

 

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię