O nieżyjących

0
1690

Kiedy Misza Berlioz próbował układać sobie w głowie odpowiedź, Nieznajomy jakimś sposobem przejął jego myśl i poprowadził ku oczywistemu, acz nieoczekiwanemu wnioskowi: Najgorsze, że to, iż człowiek jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie, w tym właśnie sęk!

Zwyczaj pustej nocy jest ponoć specyficznie kaszubski (ale chyba to niezupełnie prawda, bo babka – Poleszuczka, opowiadała mi o jego obecności w okolicach Włodawy).
Praktykowano go, jak mówią, aby uniknąć zapomnienia duszy zmarłego i zapobiec jej osamotnieniu.
Poniedziałkowy wieczór w Modrzejewskiej poświęcony Lechowi Raczakowi – mistrzowi legnickiej sceny zmarłemu 17 stycznia miał charakter pustej nocy właśnie. Spotkanie Osiem dalekich wypraw – opowieść o Lechu Raczaku poprowadził Dyrektor Jacek Głomb. Wzywał do opowieści członków swojej, jak zwykł mówić – drużyny, a aktorzy (głównie, choć i scenografowie, i inni pracownicy teatru) – przedstawiali większej lub mniejszej wagi i powagi, soczyste – i nie – historie o swoich spotkaniach, pracy z reżyserem, przytaczali smakowite z nim rozmowy, czytali teksty.

Z pewnością…

…zapomnienie Lechowi Raczakowi nie zagraża w środowisku legnickiego teatru.
A to znaczy nie tylko pośród aktorów – także wśród teatralnej publiczności.

Jeden jednak, chyba ważny, epizod z legnickiej obecności Lecha Raczaka nie został tego wieczora przypomniany. Gdy reżyser przywiózł w 2014 roku do Legnicy Spisek smoleński.
Kiedy czytam (teatralny.pl) Gusła Joanny Ostrowskiej, choć nie do końca mnie przekonuje – bardzo żałuję, że nie było mi dane tego widowiska zobaczyć. Autorka, świadoma swojego wishful thinking, kończy tak: Mam tylko nadzieję, że szalejące media informacyjne nie przyprawią temu przedstawieniu gęby słusznego (lub niesłusznego – w zależności od opcji politycznej) komentarza publicystycznego. Niestety – TVN24 – odnotowała zimową wizytę Orbis Tertius w Modrzejewskiej raczej w związku ze skromniutką pikietą kilkorga legniczan sprzed teatru nazwaną protestem, niż dla ważności tematu czy jakości formy spektaklu zaproponowanego przez Lecha Raczaka.

Raz tylko…

…(szkoda!) pokazany (To jest bardzo dobry spektakl. Spektakl uczciwy, prawdziwy, w którym się dostaje wszystkim po równo. Liberałom też. – J. Głomb) Spisek… był szczególny nie tylko z powodu preludium smoleńskich sekciarzy. Oto teatr podczas spektaklu został zamknięty, a afisz wyjmowano z gabloty jeszcze w trakcie trwania Spisku… . To zupełnie niezwykłe dla codziennej praktyki Modrzejewskiej – firmy przecież zazwyczaj otwartej ! Widok spóźnialskiego szarpiącego się z klamką Instytucji Artystycznej Samorządu Województwa Dolnośląskiego był tamtego wieczora (7 grudnia 2014 roku) bardzo przykry.
Mimo, że Tym spektaklem Raczak dowiódł, że jest przenikliwym (oraz ironicznym) obserwatorem rzeczywistości oraz że owe obserwacje potrafi zawrzeć w spójnej artystycznie formie. (J. Ostrowska), w pamięci legniczan o smoleńskich zdarzeniach pozostaje raczej słaby Hymn narodowy P. Wojcieszka, w którym sięgnięto po niezwykle niewybredne środki. Hymn… w odróżnieniu od Spisku… pokazywany był – niestety – wielokrotnie. Nie został przy tym przez nikogo ani oprotestowany, ani choćby obśmiany. Pewnie było tak, że pokaz Spisku… to miało być wydarzenie jednorazowe, specjalne, gościnne, (bilety prawie jak na premierę – 4 dychy !) – w związku z tym nie każdy mógł to zobaczyć. Trudno.

Wtedy właśnie…

…jedną z kresek do własnego portretu Lech Raczak dodał sam, gdy wyszedł do pikietujących przed teatr i usiłował, choć nie musiał, tłumaczyć istotę swojej pracy. Rozpoczął z pozycji kombatanckich, ale jego zasługi z lat siedemdziesiątych nie zrobiły żadnego wrażenia. Artystyczna koncepcja zderzyła się z żywą, bolesną emocją: spektakl o tym, jak tworzy się mitologizujące narracje został potraktowany jak kolejna mitologizująca (czyli: fałszywa) narracja.
Na opór musi być gotowy każdy, kto robi sztukę. On – był.
Osiem spektakli wyreżyserowanych przez Lecha Raczaka w Legnicy pozostanie naszą wspólną własnością estetyczną, emocjonalną. Wspólną wartością pozostaną przeżycia towarzyszące obserwowaniu jak z tekstów (Piknik na skraju drogi, Dziady, Makbet ) – wyłaniają się sceny, sytuacje, postacie, posłuszne (choć nie zawsze – jak zeznawali owej pustej nocy aktorzy) wyobraźni reżysera.

Adam Kowalczyk

Na  zdjęciu:  Legnicki Teatr 7 grudnia 2014 r.

 

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię