Weekend

0
474

 

To amerykańskie słowo klei się z tym piątkiem w Legnicy silnie. Bardzo. W Sali Królewskiej LCK grał USAFE Band, natomiast w bibliotece przy ulicy Piastowskiej kilkanaście dość niemłodych osób zasiadło przed profesorem Leszkiem Koczanowiczem. Który w roku akademickim 2024 został stypendystą w Instytucie Studiów Zaawansowanych (Institute for Advanced Study, IAS) w Princeton. Bardziej amerykański to już tylko Big Mac chyba być może.

To tu, w Princeton działali tacy panowie jak Einstein, Panoffsky, Gödel, Oppenheimer.
W zestawieniach uczelni z największą liczbą noblistów, Princeton plasuje się zazwyczaj za uniwersytetami takimi jak Harvard, Berkeley, Chicago, MIT, Columbia czy Cambridge, zajmując często 8. miejsce. Należy do Ivy League, jest trzecim pod względem wartości majątku uniwersytetem na świecie. No – sama góra, sam top. I był na tym szczycie profesor Koczanowicz właśnie. I o pobycie oraz pracy opowiadał. Dość krótko, bo godzinę ledwie. Drugą niemal zajęły głosy audytorium oraz pogaduszki podczas wpisywania dedykacji w książce zatytułowanej Polityki oporu. Nieposłuszne ciała i nisze emancypacji.
Nie kupiłem, ale zdążyłem zajrzeć i przeczytać krótki szkic (jedna strona): Dwa przykłady: Mieszkanie poety i strajk kobiet.


Tekst ten…

…i wystąpienia słuchaczy, które pytaniami zasadniczo nie były – oraz odpowiedzi profesora udzielane widowni, skłoniły mnie do dwu myśli.
Że oto filozof prawdziwy do Legnicy zawitał.
I po drugie – istnieje, czego nie notuje ani internet, ani wyszukuje AI – intelektualny jakiś ruch, który nazwałem sobie: emancypacjonizmem.

Że filozof. Ponieważ dokonane przez profesora ustalenie podobieństwa między Legnicą i Princeton zasygnalizowane w tytule spotkania (Widmowe miasto, wspólnota uczonych: z Legnicy do Princeton) i rozwinięte w jego trakcie oparte zostało na kilku stwierdzeniach trudnych, niepojętych tak, o!
Na przykład stwierdzenie, że w Princeton powstała wspólnota podobna do wspólnoty powojennej Legnicy – całego tego mikstu autochtonicznych Ślązaków, niewywiezionych Niemców, napływających ze wschodu kresowian, Żydów, potem Macedończyków, Greków, przesiedleńców wywiezionych w ramach Akcji Wisła i temu podobnie.
Tamci – choć w wielu przypadkach wypędzeni, w innych jednak z wyboru, ci tutaj z przymusu, konieczności. Tamci w celu niejasnym, jak objaśniał profesor – we wspólnocie miałyby powstawać idee, które, możliwe, zaowocują kiedyś konkretami (Usefulness of useless knowledge – przydatność wiedzy bezużytecznej). Ci zaś tutaj – skazani na siebie przez zajmowanie tej samej przestrzeni – wytwarzający sposoby na wzajemne niepozabijanie się.

Na dodatek…

…pod ruskim dozorem. Dorastanie w miejscu takim jak Legnica – ta wielo-, wielo- miała mieć wpływ na ukształtowanie się pewnej gotowości do dialogu, poznawania, rozumienia innych, później, tam – w Princeton. Padły nawet takie słowa: dorastanie na socjalistycznej prowincji przygotowywało do życia w nowoczesności.
Może gdyby to trwało dłużej, był czas na rozwijanie myśli, jej pogłębienie, przekonałbym się do tej paraleli. Możliwe też, że niewiele z tego zrozumiałem i podaję tu jakąś strywializowaną okropnie wersję myśli profesora. Cóż – nie wydała się porywająca.
Emancypacjonizm. Dwa pojęcia użyte w szkicu Mieszkanie poety i strajk kobiet ośmieliły mnie nawet, żeby zatrzymać profesora na chwilę rozmowy. Emancypacja i alternatywa.

Skończyło się zastosowaniem typowego wytrycha: Każda emancypacja jest alternatywą, ale nie każda alternatywa – emancypacją. Proste. Zgoda.

Ale przykłady…

…wydają się nie do przyjęcia. Pierwszy to działalność Mirona Białoszewskiego: izolowanie się w odseparowanych przestrzeniach (tu profesor użył spójnika oraz, choć wydaje się – lepiej byłoby celowego: aby) rozwijać umysł i ciało w opozycji do wrogiego świata.
Miron w izolacji? Odseparowany? Wrogi świat? Nic mi się nie zgadza. Te jazdy do Otwocka, wizyty na Jasnej Górze, Ballada o zejściu do sklepu. Spotkania z Arturem Sandauerem. Teatr wprawdzie Osobny, ale nie podziemny przecież. Bez administracji, instytucji, w kapeluszach z drutu, ale według zasad: widownia, scenografia, aktorzy, tekst. No jakże to?
W komentarzu dostajemy definicję polityki według profesora Koczanowicza: dążenie do alternatywnego świata społecznego. No, nie wiem. Nie wiem.
Dalej jest: wyzwalanie się przez wyzwalanie świata. A przykład to strajk kobiet. I szereg demonstracji w obronie prawa do aborcji.
Jakkolwiek Mirona mógłbym odpuścić – na przykład z powodu lekkości szkicu i może nieistotnego rozróżnienia: osobność – emancypacja, to tu – macam szabli.
Bo w zakończeniu szkicu pisze profesor, że strajki miały dalekosiężne skutki dla kulturowej i etycznej transformacji społeczeństwa. A w ustnej dopytce, już po prelekcji stwierdził, że waloryzuje te skutki pozytywnie.

Więc to chamstwo…

…jakie rozlało się po ulicach, wulgarność prowodyrek strajku, wciąganie w demonstracje dzieci, które szły z tekturowymi planszami całkiem dla jaj, a nie w związku z polityką czy jakąkolwiek ideą, to miałaby być pozytywna transformacja? To jest wyzwalanie się, emancypacja? Od kulturowej opresji? Od uwierania norm?
Choćby tyle – to dość, żeby to profesorskie wartościowanie odrzucić.
A na dodatek – Miron w jednym szeregu z tymi paniami wrzeszczącymi jako przedstawiciel emancypacji w tej ich czarnej, ulicznej prymitywnej wersji? Z wieszakiem?
Miron? Ten Miron?
W życiu.
Wyślę profesorowi Koczanowiczowi link do tekstu niniejszego, bo do Piastowskiej pewnie nie zajrzy. Princeton ok, ale z tym strajkiem – to nie. Nie.
Jest poza tym esej pana profesora o Legnicy, do którego muszę dotrzeć, a to pewnie trochę zejdzie, zanim znajdę. To dam w Piastowskiej znać. Ciekawe.

Na koniec dodam, że nazwisko profesora wydawało mi się jakieś znane. Tylko skąd? I znalazłem!
W akademickim roku 1982/83 magister Leszek Koczanowicz wlepił mi w indeksie z filozofii czwórkę.
Zaliczyłem.

Adam Kowalczyk

 

Udostępnij
Poprzedni artykułMentzen w Legnicy
Następny artykułPo kolei…

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię