Przemkowskie Święto Miodu i Wina bez miodu wrzosowego?

0
616

A co, jeśli któregoś dnia otworzymy słoik przemkowskiego miodu wrzosowego i okaże się, że tego miodu jest coraz mniej nie dlatego, że zabrakło pszczół, ale dlatego, że zabrakło wrzosu?Skąd więc bierze się niepokój?

 

Nie jest to obawa wzięta znikąd.

Klub Przyrodników, współpracując z szerokim gronem przyrodników i organizacji, od lat rozwija społeczną koncepcję powiększania sieci rezerwatów przyrody w Polsce. W ramach tej inicjatywy powstała tzw. „Shadow List” – lista obszarów wskazywanych jako potencjalnie kwalifikujące się do objęcia ochroną rezerwatową. Sam Klub Przyrodników pisze o potrzebie stopniowego uzupełniania sieci rezerwatów i wskazuje, że mechanizm tej akcji nawiązuje do wcześniejszej „Shadow List” dotyczącej obszarów Natura 2000.

I właśnie dlatego…

…mieszkańcy naszego regionu powinni interesować się tym, jakie miejsca zostały wskazane i co może oznaczać ich dalsza weryfikacja.

Bo „Shadow List” nie jest jeszcze decyzją o utworzeniu rezerwatu.

Ale skoro takie listy powstają, skoro znajdują się na nich konkretne tereny, a państwowe instytucje prowadzą ich weryfikację, nie możemy udawać, że problemu nie ma.

To nie jest pytanie o odległą przyszłość. To pytanie, które mieszkańcy Przemkowa, Gromadki i Bolesławca powinni zadawać już dziś.

Przemkowskie wrzosowiska są naszym skarbem.

Są częścią krajobrazu, historii i gospodarki regionu. To tutaj pszczelarstwo znalazło warunki, które pozwoliły zbudować markę kojarzoną z naszym regionem. „Miód wrzosowy z Borów Dolnośląskich” posiada unijne oznaczenie geograficzne, a podczas przemkowskiego Święta Miodu i Wina miód wrzosowy jest jednym z symboli wydarzenia.

Ale skarb można stracić także wtedy, gdy próbujemy go chronić. Nie twierdzę, że każdy nowy rezerwat oznacza automatycznie zakaz wjazdu, zakaz stawiania uli czy koniec zbierania runa leśnego. Takie twierdzenie byłoby nieuczciwe. Forma ochrony ma znaczenie, a konkretne ograniczenia zależą od przepisów i zasad ustanowionych dla danego obszaru.

 

Problem polega na czymś innym

Każde kolejne ograniczenie sposobu korzystania z terenu może zmniejszać pole do działania lokalnych mieszkańców, samorządu i gospodarzy tych ziem.

A przemkowskie wrzosowisko pokazuje, jak bardzo potrzebna jest tutaj aktywność człowieka.

Oficjalne materiały Lasów Państwowych mówią wprost: po opuszczeniu dawnego poligonu przez wojsko wrzosowiska zaczęły zarastać sosną i brzozą. Aby zachować ich charakter, trzeba usuwać drzewa i krzewy. Nadleśnictwo wykonało takie zabiegi już na setkach hektarów, a w ramach projektu ochronnego usuwano drzewa również ze stu hektarów siedliska.

I tutaj pojawia się pytanie, którego nie wolno przemilczeć: Czy jeżeli chcemy zachować wrzosowisko, nie powinniśmy przede wszystkim zachować możliwości aktywnego zarządzania nim?

 

Bo wrzosowisko…

… nie jest zwykłym lasem, który można zostawić samemu sobie. Dokumenty dotyczące obszaru Natura 2000 wskazują na konieczność przeciwdziałania sukcesji wtórnej, czyli między innymi usuwania drzewiastych gatunków takich jak sosna i brzoza. To oznacza, że paradoksalnie człowiek musi wejść na wrzosowisko, aby wrzosowisko mogło pozostać wrzosowiskiem.

A teraz wyobraźmy sobie przyszłość. Pojawia się nowa forma ochrony. Zmieniają się zasady. Pojawiają się kolejne procedury, uzgodnienia i ograniczenia. Działanie, które dzisiaj można wykonać decyzją gospodarza terenu, jutro może wymagać kolejnych uzgodnień.

Dla urzędnika może to być jedna procedura. Dla mieszkańca może to być różnica między „mogę” a „muszę pytać o zgodę”.

I właśnie tego mieszkańcy mają prawo się obawiać. Nie dlatego, że chcą niszczyć przyrodę.

Wręcz przeciwnie. Chcą mieć pewność, że człowiek, który od pokoleń zna ten teren, będzie nadal mógł pomagać mu przetrwać.

A co z miodem?

Tu sprawa staje się szczególnie bliska mieszkańcom Przemkowa. Bez kwitnącego wrzosu nie będzie tego samego pożytku pszczelego. Bez pożytku nie będzie takiej samej możliwości produkcji miodu wrzosowego. A bez miodu coraz trudniej będzie mówić o wyjątkowej tradycji pszczelarskiej Przemkowa.

Najpierw może zniknąć kawałek wrzosowiska. Potem kilka uli. Potem jeden pszczelarz zrezygnuje. Następny nie będzie miał gdzie postawić pasieki. A po latach może się okazać, że mamy nazwę „Święto Miodu”, ale coraz mniej własnego miodu, który można na nim pokazać.

Czy taki scenariusz na pewno się wydarzy? Nie. Czy można go całkowicie wykluczyć bez rozmowy o zasadach przyszłej ochrony? Też nie. Dlatego właśnie trzeba pytać zanim zapadną decyzje. I nie chodzi wyłącznie o pszczelarzy.

 

Chodzi o ludzi…

… którzy korzystają z lasu. O tych, dla których zbiór runa leśnego jest sezonowym źródłem dochodu. O turystykę. O możliwość tworzenia ścieżek i miejsc odpoczynku. O samorząd, który chce pokazać mieszkańcom i przyjezdnym to, co mamy najcenniejszego.

Warto pamiętać, że Wrzosowisko Przemkowskie już dziś jest obszarem Natura 2000 i posiada ustanowiony plan zadań ochronnych. To nie jest więc sytuacja, w której przyroda pozostaje bez ochrony.

Dlatego pytanie nie powinno brzmieć: „Czy chronić?”

Tylko: „Czy potrzebujemy kolejnych ograniczeń i czy będą one rzeczywiście służyć temu, co chcemy zachować?”

Bo można mieć najlepsze intencje, a jednocześnie stworzyć system, który utrudni ludziom dbanie o teren. A przecież naszym celem powinno być coś zupełnie innego.

Chcemy, aby za 10, 20 i 30 lat nadal kwitły tutaj wrzosy. Aby pszczoły nadal miały pożytek. Aby pszczelarze nadal przywozili ule. Aby dzieci podczas Święta Miodu mogły zobaczyć prawdziwe pasieki, a nie tylko zdjęcia dawnych tradycji. Nie pozwólmy, aby nasz skarb stał się eksponatem za szybą.

Przemkowskie wrzosowiska potrzebują ochrony. Ale potrzebują również mądrego gospodarza, odpowiedzialnego człowieka i rozsądnych decyzji. Bo prawdziwa ochrona przyrody to nie zawsze postawienie tablicy „zakaz”.

 

Czasem…

… prawdziwa ochrona oznacza, że człowiek może wejść na teren, wykonać swoją pracę, usunąć zarastające drzewa, zadbać o wrzos i pozostawić go następnym pokoleniom. Nie zabierajmy ludziom prawa do współodpowiedzialności za ich własny skarb. Bo kiedyś może się okazać, że będziemy mieli pięknie chroniony teren… ale coraz mniej ludzi, którzy mogą na nim żyć, pracować i tworzyć historię naszego regionu.

A wtedy pytanie „gdzie jest nasz miód wrzosowy?” może być już nie pytaniem o przyszłość, lecz wspomnieniem.

Tomasz Kuncik

Radny Miejski Przemkowa

 

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię