Tydzień przed promocją 46. edycji Szkiców legnickich (chyba się udało, chociaż – nie mówmy: hop!) w piątek 12 grudnia odbyło się w Provincii spotkanie z doktorem Markiem Żakiem z powodu drugiego wydania jego Czerwonego Młyna. Historie z powojennej Legnicy – głosi podtytuł.
Inną, nienajgorszą przecież, przyczyną kompletu gości były wyroby lwowskiego przemysłowca Baczewskiego podawane podczas spotkania.
Nagrodzony niedawno II nagrodą KLIO w kategorii regionalia i varsaviana za książkę Drudzy w mieście opowiadał ze znawstwem o Legnicy podpytywany przez prowadzącego spotkanie Artura Guzickiego.
Autorski wieczór biegł pogodnie, trochę pod dyktando spisu treści Młyna poszerzanego o erudycyjne i elokwencyjne redundancje tak autora jak i prowadzącego, również gości, którzy wykazywali niemałą orientację oraz dociekliwość.
Po około godzinie…
…spotkania autor został oddany na pastwę zebranych i ich ciekawości już na całego – bez pośrednictwa i bez trzymanki. Pytano więc o zagadnienia bardzo różnorodne.
Na przykład o zasypanie Młynówki, o pożary Zamku legnickiego, o wielokulturowość Legnicy, o menu legnickich restauracji, o związaną z odniemczaniem nową nazwę miasta i to dodatkowe e tak mocno różniące dzisiejszą nazwę od dawniejszej Lignicy, o cegły z Zamku na odbudowę stolicy. Były także takie grubszego kalibru – o powstanie legnickiej huty miedzi, a wzrok redaktora Żurawińskiego wybiegł w mrok na ulicę Muzealną ku nieistniejącemu już od dawna Das Niederschlesische Museum (Muzeum Dolnośląskimu) i jego zasobom – co się z nimi stało?
Doktor Żak poradził sobie ze wszystkimi znakomicie, nawet bez pomocy obecnego na spotkaniu dyrektora Muzeum Miedzi.
Jest dobrze, pomyślałem sobie, ale nie tak dobrze jakby mogło być.
Zanim wyjaśnię, co doskwierało mi podczas części Q&A, wyjaśnię, dlaczego w ogóle wspominam o promocji Szkiców legnickich, która, tradycyjnie odbędzie się o godzinie 17.00 w auli ILO 18 grudnia.
Układam sobie bowiem kilka zdań reklamujących mój własny tekst publikowany w Szkicach i mam obawy, aby nie wyszła z tego jakaś zatęchła perora, która zwali z krzeseł gości legnickiego TPN. Zazwyczaj takie autorskie wystąpienie składa się ze streszczenia lub podania motywacji do napisania tekstu (wypełnienie bolesnej luki – i tak dalej …).
I tu zbiega się repertuar pytań gości Marka Żaka z moją własną motywacją poprzedzającą pisanie do Szkiców…
Mimo że siedzieliśmy opodal – i bliżej nawet niż placu po dawnym Muzeum Dolnośląskim, pod miejscem jeszcze poniemieckiego, a po wyzwoleniu miasta – sowieckiego więzienia, nie padło pytanie o to miejsce. O wyburzony priorytetowo szybko areszt wojskowy PGWAR – w 1993 roku – roku odesłania okupantów nazad.
Ani pytanie…
…o przyczyny tego rozbiórkowego pośpiechu, ani o to, czy prawdziwe były słowa generała Dubynina, że ostatni Polak wyjechał z Gwarnej na wschód w 1981 roku, ani słuszność obiekcji, jakie powziął pod wpływem słów przyjaciela z Rosji Wojciech Kondusza, korygujący swój tekst o polskich patriotach więzionych przy Gwarnej.
Nic. Taka uporczywa, można by powiedzieć – staranna cisza w tej sprawie.
Widać taka wiedza nie jest potrzebna, nie jest interesująca – nie bardziej niż pytania o tradycyjne potrawy powojennej Lignicy.
Zapewne, jak w przypadku kilku pytań doktor Żak odpowiedziałby może, że w archiwach nic nie ma, że Sowieci pilnie strzegli swoich sekretów, że nie ma danych – i temu podobnie.
Ale nie o odpowiedzi tu chodzi czy bezradność badacza wobec braku dokumentów i świadectw, lecz brak zainteresowania, brak pewnego rodzaju pytań.
Czerwony młyn wydany został po raz pierwszy w 2021 roku. Cztery lata wcześniej – w 2017 roku Rada Miejska Legnicy ogłosiła rok 2017 rokiem majora Władysława Dybowskiego wiceprezydenta Legnicy w latach 1945 – 1946. Za wywiadowczą działalność prowadzoną w tym czasie Władysław Dybowski został stracony w więzieniu mokotowskim w 1946 roku (wraz z synem). Imiona obu widnieją na pamiątkowej tablicy na murze na Mokotowskiej. Co ciekawe, wizerunek wiceprezydenta Władysława Dybowskiego można zobaczyć na jednym ze zdjęć ilustrujących Czerwony Młyn (obchody Dnia Zwycięstwa z 9 maja 1946 roku), ale przyczyną zamieszczenia tej foty jest faksymile pieczątki i podpisu Przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej w Legnicy Jana Podoby, którego żonę zastrzelono w 1945 roku.
Jan Podoba…
…i jego żona, o której wiemy niewiele, są bohaterami rozdziału Kto zabił żonę dyrektora Podoby?
O Władysławie Dybowskim i jego śmierci być może przeczytamy w drugiej części Czerwonego Młyna. Doktor Żak skierował słowa o dalszym ciągu w kierunku wydawcy – szefa firmy Prographic.
Jeśli więc do promocji Szkiców (jednak) dojdzie, chyba wskazana jest rezygnacja z ujawnienia motywacji i skupienie się na temacie.
Seria Q&A w Provincii pokazało intrygującą prawdę o prawdach: są interesujące – i nie.
Cóż.
Adam Kowalczyk
(Foto: Statue of Truth outside the Supreme Court of Canada in the capital City, Ottawa in the province, Ontario)






























Szanowny Panie Adamie, tekstu o W. Dybowskim nie było w pierwszej części „Czerwonego Młyna…” i nie będzie w drugiej, jeżeli taka oczywiście powstanie. Nie dlatego, że nie jest to interesująca historia. Otóż powód jest inny i dosyć banalny. Temat ten został bowiem poruszony w drugiej części „Sekretów Legnicy” M. Makucha. Podobnie nie zamierzam poruszać tematu Nowikowej, bo ta również została już w nich przedstawiona. Tak sobie ustaliłem, że przedstawiane historie muszą być oryginalne.
Inna sprawa, że tekst naukowy o Dybowskim w Legnicy mam od kilku lat rozgrzebany i cały czas zbieram nowe informacje, bo te trafiają się od czasu do czasu w archiwum, gdy przeglądam kolejne teczki. I na niego przyjdzie czas. Cierpliwości
pozdrawiam serdecznie,
M.Żak
Bardzo dziękuję za komentarz i informację. Umyśliłem sobie napisać tekst pokrętny nieco – trochę anons promocji Szkiców… , trochę relację ze spotkania i w końcu – po trosze felieton, który raczej zwraca uwagę na pytania zadane, a szczególnie – niezadane, nie zaś na odpowiedzi. Nie, żebym nie był ciekaw historii Legnicy, ale w równej mierze, co epizody w przeszłości miasta zajęło mnie to, czym interesują i nie interesują się (niektórzy) legniczanie. Dostałem, co chciałem.
Ćwiczenie się w cierpliwości to bardzo szlachetny wysiłek i za tę Pańską zachętę dziękuję.
Pozdrawiam równie serdecznie,
Adam Kowalczyk