Na piątek 22 maja fundacja Blue Monk zapraszała do Provincii, gdzie ostatnio prowadzone są ciekawe rozmowy – na spotkanie poświęcone bitwie na Dobrym Polu z 1241 roku. Bardzo ciekawe. Zaczęło się od ustalania czy Tatarzy, czy Mongołowie, rozbite zostały banialuki o nieistnieniu bitwy oraz rozwiano wątpliwości związane z brakiem znalezisk, które rzekomo musiałyby być, gdyby bitwa się odbyła.
Mówiono o ataku gazowym i taktyce, kronikach i korespondencji powstałej w związku z bitwą. O stepowych ludach z głębi Azji oraz zasadach prowadzenia poszukiwań – tak prawdziwych archeologów jak i amatorów-wykrywaczowców.
Słuchać…
…tego było przyjemnie, podobnie jak pytań i uwag gości. Nie najgorzej zorientowanych i przygotowanych. Piszącemu te słowa już po medialnych zawiadomieniach o spotkaniu z doktorem Adamem Kubikiem przyszła do głowy myśl wywiedziona z nie tak odległej przeszłości. Kiedy miastem władał Tadeusz Krzakowski, upierano się mocno, aby w centrum stał pomnik sołdata. Och, jak zawzięcie rzecznik prasowy Ratusza walczył z Wojewodą! Kiedy nastało nowe, zapowiedziano, że Henryk Pobożny w Legnicy pomnika się nie doczeka, żeby nie wiadomo co.
A radny, który się przy sprawie pomnika uwijał, niejednokrotnie był podczas sesji Rady Miejskiej zawstydzany niepowodzeniem i brakiem postępów.
I taka, jak dalej, ułożyła się refleksja mi.
Tukidydes, pisząc swoją Wojnę peloponeską (431–400 p.n.e.) według ustaleń, był oddalony od upadku Troi (ok. 1200 p.n.e.) dystansem ponad siedmiu stuleci, Jan Długosz piszący swoje Roczniki (od 1450 roku) od domniemanej bitwy pod Legnicą (1241) oddalony był ok 200 lat.
To spora różnica. Ale ani jeden, ani drugi historyk nie mogli ani znać uczestników, ani świadków opisywanych zdarzeń.
Tukidydes cieszy się dotąd poważaniem mimo powoływania się na Homera, który, jak się szacuje zmarł ok. 400 lat po przypuszczalnym zdobyciu Troi, co oznacza, że i Homer niczego nie mógł wiedzieć „na pewno”. To źródło wiedzy Tukidydesa.
Iliada i Odyseja jednak, choć są literacką bujdą cieszą się nie mniejszym poważaniem niż dzieło Tukidydesa i sam autor Wojny peloponeskiej. Mało tego, Tukidydes pisze, że wyprawa Menelaosa i Agamemnona była pierwszym wielkim czynem wspólnoty, która później została nazwana Helladą. Tukidydes pisze też, że przed wyprawą trojańską nie było w obrębie tej wspólnoty żadnego wielkiego czynu. Od tego zdarzenia zaczęło się coś nowego. Legendarna wojna, według starożytnego historyka, stała się spoiwem Grecji. Inaczej – nieoparta na materialnych poświadczeniach legenda stała się jednym ze spoiw unikalnej wówczas wspólnoty.
Z Legnicą…
…jest inaczej. Legenda, przekaz o bitwie jest kwestionowany, pomniejszany, czy wręcz wyśmiewany. Brak materialnych poświadczeń archeologicznych jest przesłanką, z pomocą której opowieść o bitwie jest podważana. Niektórzy w dodatku twierdzą, że już samo nazywanie jej legendą, czyni z niej błahostkę, miejską ozdóbkę niewartą uwagi. Przecież jednak ad legendum to teksty przeznaczone do czytania ku zbudowaniu, nauce moralnej, wzniosłe. Jeśli w Kodeksie lubińskim mamy Legendę o św. Jadwidze, to to nie jest taka legenda, o której potocznie mówi się, że zawiera ziarnko prawdy. Przeciwnie – jest całą prawdą, nie historyczną, lecz anagogiczną. Podobnie do Legendy o św. Aleksym. O Złotej legendzie, której historyczność zakwestionowano stosunkowo szybko napisano: ”rękopism ten dla swojej piękności będzie przyjemną biblioteki ozdobą”. Karty z Kodeksu lubińskiego pokazują bitwę, a ponieważ to obrazy, trudno wywieść z nich wiedzę o jej skali – że była to wielka bitwa, czy też potyczka zaledwie.
Czy Kodeks lubiński to bujda? Widać z lewej strony jednego z obrazków łuczników, zaś z prawej nie. Prawda to o sposobie walki żołnierzy Czyngis Chana? Prawda. Nałęczka na książęcym hełmie i tarczy nie ma jeszcze krzyża, bo za świętego (jak dotąd zresztą) nie mógł być już wówczas uważany (choć Kodeks powstał w 2. połowie XIII wieku). Prawda? Prawda.
Jeźdźcy…
…z prawej strony ilustracji mają strzemiona, a ci z lewej nie, co prawdą nie jest, że żołnierze Czyngis Chana strzemion wówczas nie znali, bo znali, ale ilustracja może oznaczać nieucywilizowanie, obcość, inność. Podobnie jak szpiczaste egzotyczne czapki Tatarów.
Czy zatem Kodeks lubiński w części dotyczącej bitwy z Tatarami (cum thartaris) to bujda ? Niekoniecznie.
Co do archeologii. Troja jako miasto Priama, Parysa i Hektora miał być miastem niezdobytym, bo prócz boskich założycieli – Apolla i Posejdona, broniły go wielkie mury. Fakty, o ile są dostępne, mówią, że ta Troja, którą miał opisać, Homer nie była wcale potężna. Ta była wcześniejsza. Literatura sobie, nauka sobie.
Dlaczego więc z takim zapałem, co trwa już całe lata, poszukuje się dowodów na nieistnienie bitwy pod Legnicą? Sam byłem lata temu świadkiem konferencji w Budowlance, podczas której jakiś doktor historii dowodził, że bitwy nie było, a jeśli już to gdzieś w drodze na Złotoryję, zatem Legnickie Pole i tak dalej – to jakaś ściema.
Do czego ma to doprowadzić?
Inna procedura…
…to przypuszczenia, że bitwa to nie bitwa, lecz przypadkowe małe starcie i dlatego trudno ustalić i miejsce, i ślad choćby po głowie księcia Henryka. Inne jeszcze, najbardziej zjadliwe, ludowe kontropowieści głoszą, że nie ma czego szukać, bo książę i tak przegrał, więc o czym tu gadać? To głosy zorientowanych internautów, którzy zawsze lepiej wiedzą.
Film o Trzystu, którzy wyginęli co do jednego, można zrobić i pomnik im postawić? Można.
Ale najlepiej gdzieś tam daleko.
Czy nie jest to wszystko zestawem w stylu woke, który ma zablokować mówienie o zacności księcia Henryka i słuszności rycerskich ideałów chrześcijańskiego rycerza? To, oczywiście zabolałoby onegdaj władających prlem sekretarzy i potem nieustająco komunistyczne władze Legnicy po Tadeusza Krzakowskiego aż. Tym bardziej obecnie libków z KO. Dlatego może ciągle porusza się kwestię nieistnienia bitwy i sprowadza się ją do potyczki zaledwie i przypadku oraz nędznie szydzi z księcia i legendy o nim opowiadanej.
Co ciekawe, podczas spotkania w Provincii celowali w tego rodzaju podśmiechujkach dwaj starsi panowie, których świat, z jakiego się wywodzą, opisuje się obecnie frazą słusznie miniony.
Szkoda, bo jak widać z Iliady, Odysei i jeszcze paru legend, czyli bujdy, i wspólnocie można dać tożsamościowy fundament, i sławę zdobyć, i zarobić przy tym.
Warto było pójść i posłuchać.
Adam Kowalczyk































