Z Przemysławem Sobczykiem – mistrzem rusznikarzem, członkiem legnickiego Cechu Rzemiosł Różnych i wychowawcą młodych talentów technicznych, rozmawia Marek Szpyra.
- Panie Przemysławie, rusznikarstwo to zawód owiany legendą, kojarzony z absolutną precyzją. Dziś jednak świat pędzi, a dzieci spędzają czas głównie przed ekranami. Patrząc na młodzież na Pana zajęciach w powiecie legnickim – czy jest nadzieja, że rzemieślnicy nie wyginą?
Przemysław Sobczyk: Powiem przekornie: rzemiosło nie wyginie, ono przechodzi ewolucję. Patrząc na młodych ludzi w naszym regionie, widzę światełko w tunelu, choć nie ukrywajmy – współczesny świat mocno odciągnął dzieci od „brudzenia sobie rąk”. Nadzieja jest w tych, którzy nagle, trzymając pierwszy raz w życiu pilnik czy młotek, odkrywają, że materiał stawia opór, ale daje się formować. To jest ten moment „eureka”. Dopóki będziemy pokazywać im, że duma z własnoręcznie naprawionego czy stworzonego przedmiotu jest większa niż z wbicia kolejnego poziomu w grze, rzemieślnicy przetrwają.
– A jak to wygląda w praktyce? Jakie zdolności manualne posiadają dzisiejsze dzieci? Czy potrafią jeszcze utrzymać narzędzie w dłoni?
– Z tym bywa różnie. Musimy być szczerzy – pokolenie „ekranu” ma pewne deficyty w motoryce małej. Często widzę, że dziecko świetnie radzi sobie z obsługą skomplikowanego interfejsu w telefonie, ale ma problem z poprawnym chwyceniem śrubokręta czy wyczuciem siły nacisku. Jednak nie skreślajmy ich! Młodzież posiada ogromny potencjał kreatywnego myślenia. Jeśli damy im odpowiednie narzędzia i przestaniemy wyręczać we wszystkim, okazuje się, że błyskawicznie łapią logiczne ciągi przyczynowo-skutkowe. Mają wrodzoną ciekawość, którą trzeba tylko umiejętnie nakierować na fizyczną pracę.
- Czy podczas takich warsztatów można zaobserwować u dziecka „smykałkę” do konkretnego zawodu?
- Tak, to widać niemal natychmiast. Na warsztatach wystarczy kwadrans, by wyłowić „perełki”. To dziecko, które nie pyta trzy razy „jak to zrobić”, tylko najpierw uważnie obserwuje moje ręce, a potem z pewnym spokojem powtarza ruch – ono ma to coś.
Smykałka to nie tylko talent w dłoniach, to przede wszystkim sposób patrzenia na przedmiot. Ktoś widzi zepsuty zamek, a potencjalny rzemieślnik widzi mechanizm, który przestał ze sobą współgrać i już w głowie układa plan naprawy.
– Często wspomina Pan o modelarstwie jako fundamencie edukacji technicznej. Dlaczego uważa Pan te zajęcia za tak kluczowe?
- Modelarstwo to dla rzemiosła „poligon doświadczalny”. To najlepsza szkoła pokory i cierpliwości. W dobie kultury instant, gdzie wszystko ma być na już, modelarstwo uczy odroczonej gratyfikacji. Tu błąd o ułamek milimetra sprawi, że podwozie samolotu się nie schowa. W rusznikarstwie taki błąd może decydować o bezpieczeństwie użytkownika. Dziecko, które złapie bakcyla przy klejeniu modeli, naturalnie ciągnie później w stronę mechaniki precyzyjnej. Często powtarzam rodzicom: „Dajcie dziecku model do złożenia, a zobaczycie, czy ma w sobie gen konstruktora”. To nie tylko zabawa – to proces, w którym z bezkształtnych kawałków plastiku czy drewna powstaje logiczna całość.
- Szkoli Pan również przyszłych rusznikarzy w Kaliszu. To już wyższy stopień wtajemniczenia. Po co ci ludzie uczą się tego fachu? Chcą otwierać biznesy czy to tylko hobby?
– Tam przyjeżdżają ludzie świadomi, a ich motywacje dzielą się na kilka grup. Po pierwsze: biznes. Rynek broni w Polsce rośnie, a profesjonalistów, którzy potrafią fachowo zadbać o jednostkę broni, wciąż brakuje. Po drugie: pasja. Dla wielu to najwyższy stopień kolekcjonerstwa – chcą sami potrafić zakonserwować swój egzemplarz i zrozumieć jego duszę. Rusznikarz to przecież trochę kowal, trochę ślusarz, a trochę artysta. Łączy ich jedno: szacunek do tradycji i stalowy charakter.
RADY MISTRZA: JAK ODKRYĆ W DZIECKU RZEMIEŚLNIKA?
Wskazówki Przemysława Sobczyka dla rodziców:
Angażuj w domowe naprawy. Niech dziecko trzyma latarkę i podaje klucze. Niech widzi, że rzeczy się naprawia, a nie wyrzuca.
Podsuwaj modele do sklejania. To najlepszy test na cierpliwość i precyzję palców.
Pozwól na „sekcję zwłok” starego sprzętu. Zepsuty budzik czy mikser to kopalnia wiedzy o mechanice. Daj dziecku śrubokręt i pozwól mu zajrzeć do środka.
Chwal za dokładność, nie za szybkość. W rzemiośle milimetr robi różnicę.




![„DOM PUBLICZNY OGNISKO”- Variété, Kabaret, Wesołe melodie [red: tekst tylko dla dorosłych]](https://www.gazetapiastowska.pl/wp-content/uploads/2026/03/1-2-218x150.jpg)



























Brawo Panie Przemysławie. Gratulujemy pasji i podejścia do życia.
Motyczyn Nasza Mała Ojczyzna pozdrawia 🤝🫂💪🦋🐴