Mecyje

0
680

Według nadwornego kronikarza sławy i chwały Jacka Głomba podczas uroczystości odebrania przez eksdyrektora THM nagrody Civi honorario na sesji sejmiku dolnośląskiego urządzonej w legnickim teatrze publiczność potraktowała laureata owacją na stojąco.

Ale publiczność legnickiego teatru zawsze wstawała i wstaje, i po każdym spektaklu klaszcze na stojąco. Tak jest na Piekarach, tak jest w dawnym WDK (czy siedzi się wzdłuż w J _d_ _ _ _ e. Zapominanie, czy w poprzek Hamleta), tak jest i na scenie Gadzickiego w Rynku.

Wytrenowana…

…w teatrze publika wstaje, jak mówił Wiesław Dymny w Majewskimgdzie tylko może.

Tak że to stawanie trochę już jest zgrane.

Zaprezentowana per procura mowa Jacka Głomba nie ma w sobie za wiele porywającości, jak można się przekonać czytając jej tekst w nieocenionym @kcie.

Owacje za orację to w tym wypadku słaby barter.
W uporządkowanym anaforycznie – (odchodzę…, odchodzę …, odchodzę …) uzasadnieniu mowy zwanej listem (swoją drogą – co za patos!) trochę dziwnie, bo nadawca był obecny wśród adresatów – wyróżnia się ustęp silnie związany z częścią ostatnią: o polityce.

Ta zresztą jest najbardziej osobliwym składnikiem wypowiedzi.

Pisze więc Jacek Głomb: Odchodzę, bo kiedy, jak to zwykle przed premierą, zwołałem spotkanie działu promocji, moi młodsi pracownicy używali słów, których nie rozumiałem i świetnie się dogadywali.

Czyli, spróbujmy to uprościć: świat obrócił się już tak wiele razy, że straciłem kontakt z ludźmi.

Kiedy zaś…

…w części politycznej Jacek Głomb odsłania tajemnice głosowań podczas konkursu na Jacka Głomba (których, chyba, znać nie powinien), powstaje opozycja: przyzwoitego środowiska i Tytusa Czartoryskiego, który sprzeciwił się kandydaturze Jacka Głomba. Sprzeciwił się, uzasadniając gest rozpoznaną potrzebą odpoczynku spowodowaną zmęczeniem kandydata.

Sugestia laureata jest tu czytelna: radny Czartoryski nie miał podstaw do sprzeciwu.

Powinien być za.

Jednak wcześniejsze stwierdzenie o niezrozumieniu podwładnych (młodsi pracownicy) dowodzi, że Tytus Czartoryski miał rację.

Tylko nieco wcześniej zauważył to, co sam Jacek Głomb odkrył później.

Dokładniej – w Legnicy ktoś Tytusowi Czartoryskiemu naopowiadał o zmęczeniu Jacka Głomba.
Jacek Głomb upycha ten magiel właśnie w rozdziale polityka swojego listu-mowy.
Inny dowód pozostawania w stanie niezrozumienia, czyli odklejenia, znajdujemy w zdaniu: Nie ma, w świadomości członków PIS, większego wroga niż Komitet Obrony Demokracji.

Po skompromitowaniu się…

…i wycofaniu z linii frontu Mateusza Kijowskiego (KOD), zejściu na zupełny margines ruchu Białych róż Pawła Kasprzaka, który stał się na pewien czas zastępczą twarzą buntu obywateli, KOD zdołał jeszcze zmienić logo i zszedł – marnie i cichutko.

Zostały po nim żenujące gazetki Dekoder rozprowadzane przez legnickich aktywistów pod Galerią Piastów i wspomnienia wieców spod teatru z lat bardzo odległych.

Jeśli więc dzisiaj ktoś usiłuje utrzymywać, że KOD jest jakimś największym wrogiem, składa dowody odklejenia totalnego. Całkowitego. Kompletnego.

Dodatkowo, zauważmy, wrogiem – czego? Czyim?

Jacek Głomb jako reżyser praktykował przesadę i w teatrze jest ona pewnie czasem potrzebna, wskazana – jak w realizacjach Łukasza Kosa.
Ale ta przesada – KOD jako największy wróg – nie jest poważna.
Jak wszelkie przejawy megalomanii.

Ta właśnie melodia brzmi zresztą także i w innych w stwierdzeniach listu: o potędze Legnicy (czyt.: Modrzejewskiej), odpowiedzialności oraz braku konkurenta w szrankach.

Zdarzyło mi się niejednokrotnie czytać portale czy pisma poświęcone teatrowi w Polsce i można wierzyć lub nie, ale o Legnicy czytałem jedynie to, co zamieszczał wcześniej @kt (nieoceniony).

Potęga Legnicy przeminęła, zdaje się, a jej wspominanie przez urzędników takich jak były marszałek albo członek zarządu województwa dolnośląskiego VII kadencji – jest przykładem dezorientacji.

Podtrzymuje także…

…mowa-list Jacka Głomba, podobną do spozycjonowania KODu jako największego wroga, czyli mocno wydumaną koncepcję sojuszu: Lewica-PiS. Kiedy (tytułem magla) civis zdradza, że to Jacek Baczyński wraz z Tadeuszem Krzakowskim zmusili marszałka Przybylskiego do postanowienia o konkursie na Jacka Głomba.
Różne można mieć zdania o Tadeuszu Krzakowskim, ale za naiwnego trudno byłoby go uważać (całkowite zaniechanie prowadzenia kampanii wyborczej i ograniczenie się do wywieszenia banerów w ostatnich wyborach samorządowych może być doskonałym tego dowodem).

Myśl więc, że podjął wysiłki, aby zmusić marszałka do podjęcia procedury konkursowej bez widoków na osiągnięcie sukcesu rozumianego jako pozbycie się Jacka Głomba z fotela dyrektora teatru – jest oczywiście naiwną bezdennie.

To politykowanie pod koniec mowy-listu, babranie się w przeżutej plotkarskiej papce – zdaje się deptaniem przegranych. Triumfem niewczesnym.

Bo że za zwycięzcę laureat Głomb się ma – ogłosił zaraz po ogłoszeniu decyzji o rezygnacji z dyrektorowania THM.

Wygraliśmy – mówił. Może.

Z kim lewica obecnie gra – widzi każdy, zauważmy poza tym, i z jakim rezultatem. Ale nie o politykę idzie.

Tę prawdziwą.

Nie wydaje się, że list laureata stosowny jest do sytuacji podniosłej w końcu.
Mowa Obywatela Honorowego?

Warta owacji?

Na stojąco?

No, nie wiem.

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię