To miał być niełatwy poniedziałek w legnickim Ratuszu. I był, choć głosowania poszły po myśli włodarzy.
I to w sprawie podwyżki dla prezydenta, i te inne też. Zapowiadana batalia o krzyż rozegrana została wzorowo według legnickiego scenariusza przećwiczonego przez Tadeusza Krzakowskiego w przeszłości: przeczekać krzykaczy. I sprawy różne zepchnąć na bardzo późne popołudnie. Czyli wieczór.
Doniesienia o kłótniach…
…i przerwach w sesji dla ostudzenia emocji zapisane w tworzonych na gorąco tekstach lokalnych portali trochę psuje nagranie Republiki, w którym widać, że dziennikarz prowadzący wywiad z radnym Wierzbickim traci równowagę i znika z obrazu jakby popchnięty najwyraźniej przez kogoś spoza kadru. Potem pojawia się nasz gwałtownie gestykulujący włodarz wyprowadzany z sali przez towarzyszącego mu zwykle wyrośniętego młodzieńca-asystenta.
Koniec nagrania. Niebawem na oficjalnym portalu pojawia się tekst i nagranie wideo, w którym prezydent informuje o zaatakowaniu przez dziennikarza.
Łatwo sprawdzić, jak było. Pojawiły się komentarze, że Prezydent chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że incydent, który opisywał z pozycji pokrzywdzonego został zarejestrowany z dwu kamer. Obrazy pokazują całkiem coś innego.
To jakaś nieznośna cecha polityków KO czyli PO, że na czarne mówią białe i że góra – to dół.
Do tego, niestety, przywykamy pomału.
Cóż.
Gorsze było, według mnie, gdzie indziej.
Zupełnie gdzie indziej.
W dyskusji o sprawach różnych, czyli o krzyżu, którą rozpoczął radny Rajczakowski, przedstawiając sprawę obecności/nieobecności krzyża na sali obrad Rady Miejskiej w Ratuszu legnickim z punktu widzenia regulacji prawnych. Posługując się orzeczeniami sądów jasno wykazywał bezpodstawność decyzji o usunięciu krzyża z sali obrad. Na tyle jasno, że zwykle gotowa na ripostę zastępca prezydenta oraz przeważnie odbijający piłkę w takich sytuacjach prezydent – nie odezwali się. Może dali się przekonać? Może.
Nie dała się za to przekonać radna w blonddredach (fajne słowo – c’nie?).
Dwukrotnie lub trzykrotnie podczas tej sesji powoływała się na swój ośmioletni staż w teatrze, co dawało jej jakoby rozeznanie, co jest spektaklem. Złym spektaklem. Ta sesja była w jej pojęciu spektaklem właśnie – niedobrym. Zgodzić się trzeba. Niedobrym.
Wspomniana radna…
…przeciwstawiając się pisowskim żądaniom przywrócenia krzyża w sali obrad powiedziała, że są w Legnicy i inne, poza katolickim kościoły i związki wyznaniowe i należałoby powiesić w związku z tym symbole tych innych także. Tak.
W kolejnym natomiast wejściu radnej udało się jej porównać durszlak jako znak Wyznawców Potwora Spaghetti (pastafarian) – z krzyżem.
Osiem lat pracy w teatrze: kultura, sztuka, te rzeczy – i wszystko w piach, można by rzec.
Na nic.
To da się jednak uzasadnić.
Osiem lat w teatrze, przypomnijmy, pracy na stanowisku samodzielnego doradcy dyrektora do spraw społecznych, co przejawiało się w między innymi organizowaniu Kawiarenek Obywatelskich, z których działalności zdawała sprawę Czytelnikom Piastowska regularnie i wiernie.
Była to placówka lewackiej i liberalnej indoktrynacji, której bohaterami byli i dziennikarz Piątek, i poseł Sterczewski Franek, gdzie atakowano rząd PiS za budowę płotu na granicy z Białorusią, wychwalano Unię Europejską za jej hojność wobec Polski, wspominano Małą Moskwę z łezką w oku i pierogami na talerzu. Oraz promowano wszelkie postempowe ruchy i odruchy wszelkiej maści nowoczesnych i zmodernizowanych.
Z takiej oto…
…teatralnej i ośmioletniej działalności wspomniana radna nie mogła wynieść niczego, co mogłoby powstrzymać ją przed zestawieniem krzyża z durszlakiem.
I to – na zasadzie pars pro toto pokazuje, kto tu rządzi.
Można by za Janem Kaczmarkiem zaśpiewać: Miała być tu jakość, wyszło – psia kość – jakoś.
O.Bywatel






























