Zachciało mi się poczynić parę uwag o rozdziale kościoła od państwa w kontekście aktualnych wyborów. Wielokrotnie powstawał taki temat w podobnych politycznych okolicznościach.
Krzykacze od postempu i nowoczesności – tak czerwonkawi jak i liberalni w takim czasie jak bieżący wytrzeszczali oczy do bulu i uszu nadstawiali jak ubecy wysyłani na podsłuchy, aby przyłapywać duchowieństwo, szczególnie rzymskokatolickie, na udziale w kampanii, agitowaniu, propagandzie i robieniu poparcia kandydatom prawicy.
Ostatnio mniej jakby skarg, że z ambony agitują i pod ołtarzem robią politykę. Pewnie Episkopat biskupów, a ci proboszczy swoich napominali mocno.
Gorliwość postempowych i przywoływanie przez nich perykopy o oddawaniu Bogu, co boskie i cesarzowi cesarskiego wydają się dzisiaj jeszcze jaskrawą hipokryzją i żenującym stękaniem.
Co właściwie ich obchodziło, że ksiądz by z ambony miał mówić to czy owo o kandydatach politycznych wyborów?
To sprawa zgromadzonych, wiernych. Gdyby nie życzyli sobie, pewnie by dali o tym znać frekwencją. W kościele.
Albo wprost. W końcu parafialne kancelarie są otwarte, zakrystie kościołów również. Konfesjonały – gdyby ktoś chciał dyskretnie – także.
Co tu do rzeczy miała gadanina o rozdziale kościoła od państwa?
Jeśli ksiądz ma coś do powiedzenia w związku z polityką czy lokalną, czy powszechną – to czemu nie?
Zwłaszcza, że mówi do swoich, zróżnicowanej, jednak – wspólnoty.
I co mają do tego niesłuchający proboszcza, ba – nieobecni w kościele postempowi?
Do wspólnoty nienależący?
Że kościół nie jest od tego, żeby robić politykę?
A czy robi?
Z drugiej strony jest niemała gromada niepowołanych do tego śpiewaków, aktorów, muzyków i artystów innych sztuk uprawiająca agitację z estrad i scen, które czynią hajdparkami, skąd głoszą własnej produkcji, a więc przeważnie niskiej jakości – polityczne odezwy. Więc jak?
Czy nie są od śpiewania, tańca? Ewentualnie od grania – jak to aktorzy?
Są.
A gadają, jakby każdy z nich zaliczył z wyróżnieniem kurs na wielebnego – specjalistę od kazań lub nosił w kieszeni dyplom krasomówstwa z internetowej szkoły retoryki.
Zauważmy, że tym tłumom spraszanym na przykład przez pana Jerzego w czerwonych portkach, kościół, jak się zdaje, zastępuje właśnie artysta, a niejednemu, podejrzewam – sam pan Jerzy w czerwonych portkach zastępuje kościół.
I nikt – ani panu Jerzemu, ani spraszanym przezeń artystom nie zabrania wygłaszać najgorętszych politycznych kazań. Choć artyści – nie od tego są.
Ani pan Jerzy.
I nawet, jeśli ten artysta, który od dawna woli raczej zajmować się winami i reklamować pewien bank, pięknie recytuje sonety Szekspira (które nota bene dawno już wyśpiewał Stanisław Sojka tak cudnie, tak cudnie!), zamierzając ugodzić nieudolną władzę – to przecież nie na piękno sonetu uwagę publiczności zwraca, tylko używa, dość nędznie, Szekspira – do pospolitej agitacji.
Wprzęga…
…poezję w politykę jak jaką chabetę do karawanu.
Nikt, rzecz jasna, ani panu Jerzemu czy aktorowi, co woli zajmować się winami, nie zwraca uwagi, że jego rzeczą jest raczej wino czy śpiew albo, że jak już zacznie wygłaszać, to wychodzi to ledwo takie coś, co pokazał ostatnio artysta Seweryn Andrzej w przesłaniu do wnuka bodaj.
Albo to, czego próbowała pani aktorka Janda Krystyna, mówiąc o tym, co czuje cały czas.
Przyznajmy, że już lepiej, kiedy aktor wyszuka zgrabny cytat, czyli cudzy tekst – wypożyczy sobie jakiegoś gotowca niekoniecznie za wiedzą i zgodą autora. Jest jeszcze szansa, że trafi. Do odbiorcy.
Kiedy natomiast mówi z głowy, własnej na dodatek, to wychodzi częstokroć gorzej niż niejednemu księdzu z ambony. No, cóż. Skoro chce, jeśli musi.
We wspomnianym wyżej sonecie Szekspira jest fragment o dobru, które złu na sługę najwyżej się nada. I chociaż cała reszta tego wiersza dość uporczywie bywa dopasowywana do bieżącej sytuacji politycznej, to fraza o dobru i złu całkiem celnie opisuje politykę robioną na scenach i estradach.
To niekoniecznie musi być wykrzykiwanie ośmiogwiazdkowego bluzgu po teatralnej premierze. Nie.
Ornamentowanie songów Wodewilu aluzjami do polskiej polityki krajowej – to to samo.
Tak mi się zachciało właśnie napisać, lecz przypomniałem sobie nagle, że oto do Legnicy zjeżdża bożyszcze postempu – Trzaskowski Rafał.
Z Warszawy.
Poszedłem tedy w ten pochmurny dzień na Rynek miasta, aby posłuchać, popatrzeć.
Na Trzaskowskiego Rafała, entuzjastów PO w masie.
Zobaczyć, co tam demokratyczny postemp jada na podwieczorek.
Jakiś pan obok z puszką trochę naśmiewał się, że jakoś o programie nic nie mówią, co prawdą było, ale nie zrażało mnie to wcale.
Trzaskowskiego Rafała jako support poprzedzili kandydaci PO, których nie wywołam, bo nie są od tego łamy Piastowskiej. Nie powiedzieli niczego nowego zresztą.
Rafał za to Trzaskowski, przyznam – zadziwiał. Powiedział na przykład, że takie miasta jak Legnica, wyglądają tak pięknie (chyba nie widział wszystkiego), nie z powodu polityki PiS, lecz dzięki pracowitości Polaków. To lekarze, przedsiębiorcy i nauczyciele (tu chciał się podlizać) spowodowali, że Polska tak pięknieje. Nie rząd ani ministrowie.
Ciekawe.
Kiedy PO miało zbudować autostrady na Euro – zbudowali je (prawie) także polscy przedsiębiorcy, a nie rząd, który nie bardzo płacił wykonawcom za roboty, choć do orderu pierś wypinać chciał mocno.
Tu opowiadał jeszcze Trzaskowski Rafał o trosce Platformy i budowaniu szkół, przychodni i przedszkoli tak, jakby za czasów rządów PO/PSL nastąpił jakiś prawdziwy boom na tego rodzaju inwestycje rządowe.
Nie pamiętam.
Inny popis to retoryczne pytanie Trzaskowskiego Rafała: czy oni (PiS) załatwili jakieś pieniądze w Brukseli? Gdzie te pieniądze?
Też się pytam, ale odmiennie niż Trzaskowski Rafał – przypominam sobie takie słowa à propos: Dzięki staraniom PO będą mrożone i zostaną odmrożone, gdy Platforma wygra wybory.
Kto to powiedział?
Trzaskowski Rafał.
Kto wszczynał kolejne debaty skutkujące zatrzymywaniem pieniędzy przez Brukselę?
No, kto?
I teraz Trzaskowski Rafał pyta, czy PiS pozyskał pieniądze z Brukseli?
Najśmieszniejsze wydało się kolejne pytanie wielce również retoryczne. Tu było grubo.
Czy chcecie, aby wasze dzieci, aby wasze wnuki … ?
Jakie dzieci, przepraszam, jakie wnuki? Jak to?
Zgromadzona na Rynku Platforma Obywatelska z Legnicy (chyba cała) to głównie starsi państwo, co wnuki już chyba odchowali, z drugiej zaś strony niemało młodzieży, co o dzieciach, o wnukach jeszcze w ogóle nie myśli. Propagowana zaś przez liberałów (Platforma Obywatelska – voilà) – różnorodność, tolerancja i inne fajne idee spod tęczowej flagi do pojęć rodzina, dzieci, wnuki – nie bardzo tę młodzież prowadzą.
Więc do czego odwoływał się Trzaskowski Rafał?
Czy przejął uroczyście, jak Tusk Donald, hasła, wartości i pojęcia, do których odwołuje się od zawsze zło – czyli PiS?
Przestałem tego słuchać zmartwiony, że uległem owczemu pędowi i poszedłem na Rynek niepotrzebnie. Nic nowego. Nic.
Coś niewyraźny ten Rafał.
Nie wiem, czy to dobrze, że ambona w czas wyborów milczy. Na pewno lepiej byłoby dla sceny, żeby sztuką się zajęła zamiast politykować. Politycy zaś zanim wdrapią się na swoje skrzynki po mydle, powinni uważać na to, co mówią.
Ci z PO, którzy ostatnio byli w Legnicy i roztaczali wizje wspaniałej przyszłości po odzyskaniu władzy (Kidawa, Ochojska, Trzaskowski) przyjechali kompletnie nieprzygotowani.
Niczego nie ogłosili. Gdzie jest ich program?
Adam Kowalczyk































