Spośród kilkunastu legnickich szkół podstawowych czterem patronują pisarze.
Siódemce – K.I. Gałczyński, Szesnastce – K. Makuszyński, Osiemnastce – J. Brzechwa i Dziesiątce – Zofia Kossak. Pewnie dałoby się to udowodnić liczbami – ten legnicki stan odzwierciedla szerszy – ogólnopolski: że to pisarze najczęściej stawiani są dzieciom jako wzory. Pisarze.
Bywa, że z pisarzami są trudności
– mianowicie pojawiający się, czasem, rozziew między głoszonym i rzeczywistym. Życiem pisarza i dziełem, jakie tworzy. I kiedy ten rozziew staje się widoczny, zbyt widoczny, powiedzmy – taki patronujący szkolnej dziatwie pisarz może spowodować stawianie pytań, wywołać formułowanie wątpliwości. Powstaje zamieszanie.
Co wtedy?
Wtedy, gdy twórca dostał się na sztandar, wraz z nim, pamiątkową tablicą, ulubioną fajką czy autografem eksponowanym w szkolnej izbie pamięci – może zostać odesłany do lamusa.
Tak stało się z Lucjanem Szenwaldem pierwszym patronem legnickiej Osiemnastki.
Oficjalnie opisuje się go jako poetę-żołnierza, lecz jego akces do KPP, a po schronieniu się we Lwowie w grudniu 1939 roku – starania o przyjęcie do WKP(b) – nie są to fakty jakoś szczególnie nagłaśniane.
Cóż mógł zrobić dyrektor…
…pierwszej w mieście Tysiąclatki – propagandowego pomnika prlu, nieodnotowany zresztą w internetach – niż przyklasnąć takiemu projektowi? Żeby zagorzałego komunistę stawiać za wzór dzieciom?
W roku szkolnym 1961/62 Osiemnastka przyjęła więc imię Lucjana Szenwalda jako swego patrona.
I tak pozostało dość długo – do 1999 roku.
Aż – czytamy na szkolnej stronie internetowej Osiemnastki – pod koniec lat 90 w wyniku reformy oświaty nastąpiło skrócenie kształcenia w szkole podstawowej do klasy szóstej. Wobec zmiany profilu wiekowego ucznia Rada Pedagogiczna uchwałą z dnia 15 lipca 1999 roku przegłosowała zniesienie imienia Lucjana Szenwalda jako patrona szkoły.
Za takim to reformatorsko-organizacyjnym parawanem kapitan Szenwald został odprowadzony na śmietnik historii – utracił status patrona SP18. Dopiero od 2007 roku szkoła nr 18 funkcjonuje pod patronatem Jana Brzechwy.
Jak głosi AI…
…niewnikliwie dość: postać Jana Brzechwy została wybrana jako bliższa dzieciom i neutralna ideologicznie.
Może i bliższa, ale z tę ideologiczną neutralnością AI zamajaczyła srogo.
W odegraną przez Piotra Fronczewskiego w Akademii pana Kleksa ideologiczną neutralność pisarza Brzechwy dałoby się może uwierzyć, ale nie pozostawia złudzeń w tej sprawie książka Mariusza Urbanka pt. Brzechwa nie dla dzieci. Czy oświatowi urzędnicy w Legnicy, wymieniając Szenwalda na twórcę Kaczki dziwaczki nie wiedzieli, że Jan Brzechwa sprzedał się komunie dla wygody? Brnąc dalej, perfidnie oszukiwali dzieci, jak Pchła Szachrajka w klubie grając w pchełki. Albo w Pomidora. Wiedzieli. Na pewno.
Podobnie z Kostkiem Gałczyńskim, tragicznie rozdartą osobą (Piotr Kitrasiewicz), którego wystudiowana (szkoła J. Bułhaka) fotografia zdobi internetową stronę SP7, a skrócona bibliografia zatrzymuje się na Chryzostoma Bulwiecia podróży do Ciemnogrodu z 1954 roku.
Gałczyński – Delta, u Miłosza exemplum umysłu zniewolonego.
Patronujący…
…od 1978 roku legnickiej Siódemce Gałczyński zaliczył w życiu więcej chyba klęsk niźli tryumfów i na wzór uczniom powszechniaka nadaje się chyba średnio.
Wirtualny absolwent, którego usiłowano w szkole oczarować poezjami Gałczyńskiego, kiedy już będzie miał w kieszeni dyplom jakiejś polibudy albo Witelonki, choćby maturę – dowie się może jakoś, że kochanka, że antysemickie teksty, że układy z komuchami, że awantury i alkohol, że peany o Stalinie. I co? Co wtedy?
Już nie o Gałczyńskiego i nie o Brzechwę, ale – co o szkole swojej, nauczycielach pomyśli – że mu wmawiali, że takimi mamili? Będzie się bronił – siebie i urzędowo nadanego patrona: Człowiek z krwi jest i kości, a krew nie woda i każdemu może się zdarzyć, każdy na trzecią szansę zasługuje – pomyśli taki ktoś. I jeszcze, że trudno nie wierzyć w nic. I pewnie będzie starał się żyć godziwie, może lepiej niż jego szkolny patron, którego tak naprawdę nie poznał, nie rozumiał i nawet miłosiernie albo naiwnie usprawiedliwiał.
Nie będzie miał może nawet pretensji do swoich dawnych nauczycieli, że całej prawdy o patronie mu nie przekazali, bo niby co miałby z niej pojąć, dziecięciem będąc.
Ale mógłby pomyśleć…
…i chyba powinien, że szkolne władze tamtych lat niegodziwie postępowały. Niepoczciwie.
Inaczej z Makuszyńskim, co Szesnastce patronuje. Jego Szatan z siódmej klasy – Adaś Cisowski w wersji przedwojennej prowadzi dochodzenie na Wileńszczyźnie, a odnaleziony skarb napoleońskiego żołnierza pozostaje w Bejgole na ratowanie zabytkowego dworu Gąsowskich.
Ale co z tym zrobiła prlowska cenzura w filmie Marii Kaniewskiej z 1960 roku? Wycięto cały ziemiański smak II RP, co było nie do przyjęcia dla prlowskich nadzorców, akcję powieści przeniesiono na Mazowsze, a uratowany skarb zajęła Milicja Obywatelska jako dobro narodowe. Wdowa po pisarzu – Janina Makuszyńska wyraziła krytykę. Cóż mogła zrobić więcej, gdy mąż już od lat nie żył?
Kornel Makuszyński…
…kojarzony z endecją, przedwojenny pisarz z łatką burżuja, traktowany był przez komunistów nadzwyczaj źle. Nawet Przygody Koziołka Matołka (1933) zostały zatrzymane przez cenzurę – nie z powodu treści, lecz aby zatruć życie autorowi i pozbawić go środków utrzymania. I dopięli swego – zmarginalizowany, pozbawiony dochodów, odcięty od czytelników, okradziony z książek, które usuwano z bibliotek i nie wznawiano tych sprzed wojny – zmarł w nędzy w 1953 roku.
Zapewne i o tym w szkole niekoniecznie trzeba mówić dzieciom (choć właściwie – dlaczego nie?), wskazując pozytywną przemianę Jacka i Placka albo dzielność i intelektualne walory Adasia Cisowskiego. Ale warto zwrócić uwagę na rolę tych samych naprawiaczy świata, którzy jednych pisarzy wynosili i fundowali im rożne komforty i wygody, innych zaś traktowali podle i gwarantowali udrękę do końca życia. Jednych używali do swoich politycznych celów i w imię tych samych – innych skazywali na niebyt.
Paradoksalnie, wybór pisarzy wysługujących się, czy tylko sprzyjających komunistom w imię własnych wygód czy świętego spokoju może nawet mieć walor wychowawczy, gdy ich życiorysy zostaną prześwietlone i ujawni się nieznane powszechnie, czyli niełatwe do przyjęcia fakty.
Nie jest, oczywiście, pytaniem, czy takie lekcje to materiał dla uczniów szkół podstawowych.
Inna nauka…
…wskazuje, że ideologiczne przyprawy w szkole psują szkołę samą i nie działają tak bezboleśnie i łatwo, jak wyobrażają to sobie politycy. Dzisiejsi także. Operacja wymiany Szenwalda na Brzechwę w Osiemnastce nie musi pobudzać siódmoklasisty do dociekań, ale po latach to nie decyzje Szenwalda, Brzechwy czy Gałczyńskiego zaczną (czy: mogą zacząć) budzić pytania, ale decyzje urzędników nachalnie promujących wzory jedynie słuszne czy postacie pasujące do mądrości etapu.
Zofia Kossak jako patron Dziesiątki to opowieść zupełnie wyjątkowa.
Inna niż o zmiażdżonym przez system Makuszyńskim, różna od tej o oportunistach takich jak Brzechwa czy Gałczyński.
Adam Kowalczyk






























