Legniczanie do pomników szczęścia to chyba nie mają. Ten największy był artystycznie słaby, zakłamany i w ogóle – tylko udawał pomnik, bo niczego nie upamiętniał, tylko wmawiał wszystkim przechodzącym jakąś nieistniejącą wdzięczność, a potrzebny był wyłącznie ruskim do praktykowania ich komunistycznych rytuałów. Czysta propaganda.
Późniejsze, jakieś niczyje – czy to żniwiarki, czy hutnika miasto zdobiły o tyle, o ile – jak to się mówi, gdy nie chce się kogoś obrazić. Para robotniczo-chłopska trochę w separacji.
O pomniku Rokossowskiego spod Domu oficera – czy to w wersji pierwszej (głowonóg) czy drugiej (półtusza) – w ogóle szkoda gadać.
Ten na Placu Orląt…
…ustawiony został z prywatnej inicjatywy i nie księciu Henrykowi, lecz na okoliczność milenijną. Jak głosi nazwa to Obelisk 2000-lecia chrześcijaństwa i 760-lecia bitwy pod Legnicą.
O obelisku pod Energetykiem poświęconemu Ofiarom Bolszewizmu pamiętają jedynie organizacje patriotyczne i politycy prawicy, zaś na okoliczność rocznic historycznych i świąt narodowych miejscy włodarze ani o porządek tam nie zadbają, ani flagi nie postawią. Słabo.
Instalacja u zbiegu Wrocławskiej i Czarnieckiego – Pomnik Zesłańcom Sybiru to najporządniejsza robota artystyczna w mieście i ideowo godna. Mamy zacnego więc artystę, profesora Niemyjskiego.
O pomniku poświęconym papieżowi Janowi Pawłowi II usytuowanym pod legnicką Katedrą chciałoby się komu poczytać coś choćby w Wikipedii pod hasłem Pomniki papieża Jana Pawła II, ale do długaśnej tabelki – od Augustowa do Żyrardowa przy Legnicy jedynie zdjęcie wklejone.
Też słabo. Jakaś osoba za promocję odpowiedzialna miasta by coś do Wiki podesłała może ?
Najgorzej obecnie (czyli po wywaleniu sołdata) jednak to chyba jest z pomnikiem Wincentego Witosa.
Stał przy ulicy Jaworzyńskiej
Od 1982 roku (wiadomo, co to za czasy) stał przy ulicy Jaworzyńskiej na terenie Zespołu Szkół Rolniczych. Prawie cztery dekady. Robota, taka sobie – popiersie, kłosy i trochę informacji w tekście. Wszystko faluje jak łan przed żniwami, ale na pewnym granicie posadowione, twardym jak charakter chłopskiego premiera. Kiedy Rolnika zlikwidowano, pomnik został przeniesiony do centrum. Na skwerze między pamiętającym prl kioskiem (wtedy – Ruch) i Parnasikiem.
Trochę tam ciasno, bo abstrakcja w rdzewiejącej stali zasłania (i oko wykłóć może, jak się ktoś zagapi), ale Witos jak malowanie!
Tylko z tym tekstem jakoś średnio.
Póki Witos miał niszową dość lokalizację w Rolniku, a przewodniej sile narodu sekretarzował generał Jaruzelski, informacja z pomnika była słuszna. I nikogo nie wzruszała.
Przeprowadzka w 2015…
…do centrum miasta stworzyła nową sytuację…zresztą, co tu pisać, tekst na pomniku jest następujący: Wincenty Witos 1874-1945 Wybitny przywódca chłopów Trzykrotny premier rządu polskiego Wiceprzewodniczący KRN Legnica maj 1982.
Napis, żeby z daleka było widać – wymalowano białymi literami.
Oprócz tego Wiceprzewodniczący KRN. Ta część zlewa się z tłem, jest czarna, nieczytelna jakby pielęgnującemu pamięć o Wincentym Witosie legnickiemu ruchowi ludowemu (chyba w postaci Stowarzyszenia Krajobrazy) nie zależało na kompletności informacji. Albo komuś innemu.
Kiedy przewodniej sile sekretarzował towarzysz generał, sojusz robotniczo-chłopski był ideowym sinekwanonem prlu i napis wymyślony (albo wymuszony na artyście) wraz z pomnikiem przez Zbigniewa Frączkiewicza nikogo nie korcił. I chłop słuszny był, i KRN też.
Dzisiaj już tak nie jest. Wszystko widać.
Dlaczego tak ?
Po pierwsze, zapewne, z tego powodu, że schorowany Witos nigdy funkcji nie podjął. Innym powodem mogłaby być seria zapytań, że jak to?
Odpowiedzi byłyby może bardziej niezręczne niż pytania.
Komuniści…
…usiłowali wciągnąć Witosa do Krajowej Rady Narodowej, czyli samozwańczej, bo powoływanej przez PPR już na przełomie 1943/1944 roku oczywiście komunistycznej reprezentacji narodu wzorowanej na sowieckich radach. Miał być chłopskim składnikiem zaprojektowanego w Moskwie parapaństwa. Ale zmarł jesienią 1945 roku, kilka miesięcy prowadząc PSL (ale tamten, a nie ten pod doktorem Maverickiem), a wiceprzewodniczącym KRN był tylko nominalnie. Teraz ten szczegół z jego pomnika jakoś się ukrywa, bo byłby kłopotliwy, głównie dla popierających Rosjan rodzimych komunistów; tych samych, którzy własnymi rękami za ludzkie pieniądze stawiali Rosjanom pomniki wdzięczności w całym prlu. Sowieci przez pięć dni trzymali Witosa w areszcie przekonując do KRN. Nakłaniali go dokładnie tak samo jak wcześniej naziści, którzy proponowali mu po aresztowaniu utworzenie rządu kolaboracyjnego.
Co, oczywiście – odrzucił. Jak i potem ofertę sowiecką.
Ten niepodmalowany kawałek napisu na pomniku chłopskiego premiera będzie kusił i korcił ludzi, którzy, podobnie jak podpisany niżej, przelotem, zauważy i zacznie (może?) się zastanawiać.
Trochę białej farby i jedna biała plama mniej.
Może warto?
Adam Kowalczyk






























