trzeba pilnie badać
kształt architektury rytm bębnów i piszczałek
kolory oficjalne nikczemny rytuał pogrzebów
(Z.Herbert)
To dobrze, że Katarzyna O. poczuwa się do odpowiedzialności, co zadeklarowała we wpisie na FB wykonanym w związku z faszyzmem takim, jak ona sama pojęcie to pojmuje. Będzie mogła to wykazać i odpowiedzialność ponieść, jeśli legnicka prokuratura uzna zawiadomienia IPN oraz młodzieży z Frontu Przyszłości za zasadne.
Stonowany w stylu, choć ideowo nieodległy od wykrzyczanego pod Magnoliami fejsbukowy wywód warto chyba (nie jestem do końca przekonany) prześwietlić, by ujawnić kilka kwestii.
Po pierwsze…
– dwakroć przywoływane są tu nazwiska, charakterystyczne i charakteryzujące przez to autorkę, bliżej nieznaną przecież legniczanom. Zawezwane postacie funkcjonują w całkiem świeżym jej tekście na zasadzie wzorów, autorytetów. W nich autorka rozpoznaje słowa, idee i postawy kształtujące własne słowa, idee, postawy.
Pierwszym jest były, nieżyjący już, premier Francji Lionel Jospin. Pojawia się w tekście Katarzyny O. jako demaskator, który ujawnił i nazwał podstępny proceder ocieplania wizerunku Frontu Narodowego – dediabolizacją. Diaboliczny miał być według Jospina nacjonalizm, a jego szlifowanie, tępienie ostrych krawędzi, ocieplanie miało prowadzić do de-diabolizowania diabła.
W tym celu, zauważa Katarzyna O. – skiny wdziały garnitury.
Do koncepcji dediabolizacji przywołany Jospin musiał dojść po przegranej z Jean Marie le Penem w 2002 roku w I turze wyborów prezydenckich. Oblepianie zwycięskiego rywala etykietami odbierającymi mu honor i godność tworzy dość słaby wizerunek loosera.
Przegrać trzeba umieć.
Przyglądając się dokładniej wywołanemu do wywodu Jospinowi, zauważamy rzecz gorszą niż kąsanie zwycięzcy przez przegranego.
Lionel Jospin…
…od początku swojej politycznej kariery był trockistą. Czyli marksizm w tej politycznej eksportowej wersji propagującej permanentną światową rewolucję. Takiego to autorytetu potrzebowała Katarzyna O., aby posłużyć się czerwonkawą dyfamacją wycelowaną w przywódcę francuskiego Frontu Narodowego.
Druga postać wydobyta z zaświatów to święty Franciszek anarchistów z Pomorza – Krzysztof Gal Galiński. Ale nie jego poglądy (Bądźcie dla siebie dobrzy), lecz samotne protesty zostały wskazane przez Katarzynę O. Wzorzec niezłomności, po prostu. Tu, zdaje się, mamy próbę dopasowania własnych postaw do zachowań idola Federacji Anarchistycznej: Będę zło nazywać złem, nawet za cenę hejtu, kunktatorstwa ze strony fanatyków, nawet za cenę wyzwisk, szykan, przesłuchań, postępowań prokuratorskich.
W związku z antyfaszystowską wrzawą pod Magnoliami, ewentualnym przesłuchaniem i, jeśli do niego dojdzie – procesem, trudno będzie znaleźć Katarzynie O. takiego politycznego patrona jakim był ówczesny prezydent Słupska Robert Biedroń podczas rozprawy w sądzie w 2016 roku.
Wygranej – Katarzyna O. nie została ukarana.
Co ciekawe, i podobne do legnickich zdarzeń, kiedy nie wiadomo, kto przyniósł kopie ubeckich antyfaszystowskich plakatów pod Magnolie – w Słupsku w trakcie procesu przeciw Katarzynie O. o zorganizowanie nielegalnej demonstracji Robertowi Biedroniowi jako świadkowi także nie było wiadome, kto zorganizował demonstrację przed dworcem PKP.
Przecież nie Katarzyna O. Przed sądem tego nie dowiedziono.
Niewiedza więc może być, jak uczą te wypadki, życiowym sprzymierzeńcem. Fortunną okolicznością, rzec by można. Chociaż, paradoksalnie nieco, przed niewiedzą właśnie Katarzyna O. przestrzega w swoim tekście na FB: Zło jest złem. Trzeba przed nim ostrzegać, by nikt nie powiedział: nie wiedziałem.
Propagowanie poglądów francuskiego trockisty Jospina, który nie udźwignął przegranej w starciu z le Penem albo wzorowanie się na postaci z anarchistycznego marginesu to wątłe oparcie w uzasadnianiu swojej niezłomności w walce z własnoręcznie zdefiniowanym faszyzmem.
Trockista jako zbawca świata wiodący do dobrobytu i bogactwa społeczeństwa? No, litości, proszę!
Marksizm…
…w jego różnorodnych odmianach politycznych i wcieleniach nie był/jest lepszy w niczym od nazizmu. A wspieranie się słowami trockisty Jospina jest perfidną próbą dediabolizowania – właśnie marksizmu. Tym, co robią marksiści stale od dziesięcioleci na całym świecie: przestrojeni w kostiumy zbawców głoszą postęp, mordując miliony ludzi.
Łopot ich czerwonego sztandaru z sierpem i młotem słychać było i pod Magnoliami, i w tekście na fejsbuku. Wyraźnie.
Po drugie...
… wartym zauważenia fragmentem tekstu Katarzyny O. jest stworzony przez nią szereg upośledzonych przez faszystów: inni, geje, lewacy, związkowcy, obcy, Ukraińcy, emigranci (zauważmy, że nie ma tu kobiet, a w mowie pod Magnoliami – były).
Łatwo stworzyć szereg równoległy – prześladowanych przez postępującą światową rewolucję: Kościół en bloc (ale katolicki, więc katolicki kler i katolicy), rodzina, czyli tata i mama, patriotyzm i patrioci oraz każdy niewyemancypowany, poddający się opresji tradycji, ojczyzny, dekalogu. Także kultury, pojętej wszakże odmiennie od tych, którzy dotują słabe i wulgarne wytwory Jasia Kapeli uznanego za artystę, z powodu, że został uznany za artystę.
Ocieplanie marksizmu, czyli jego dediabolizowanie przez ujawnienie dediabolizacji diabolicznego nacjonalizmu w celu ukazania wyższości pierwszego i niższości drugiego (czy na odwrót?) to dość skomplikowany fikołek odwrotny z wymachem do półprzysiadu.
Adam Kowalczyk
PS A zdjęcie na górze pokazuje, czym się czerwony od czarnego różni. Niczym.






























