Czołg T-34-85 w służbie górniczej KGHM. Jest to historia ciężkiej pracy ludzi, którzy budowali Zagłębie Miedziowe.
W lutym 1976 r do wyrobisk podziemnych w Zakładach Górniczych „Rudna” opuszczono pojazd na bazie znanego z serialu „Czterej pancerni i pies” T-34-85. Ważący 33 tony czołg został pozbawiony uzbrojenia, zdemontowano wieżę czołgową, wycięto pancerz czołowy, peryskopy a w zamian został uzbrojony w lemiesz. Przygotowanie maszyny wykonano w warsztatach Przedsiębiorstwa Budowy Kopalń Rud Miedzi (PBKRM) w Lubinie, znajdujących się za obecnym Zespołem Szkół nr 1 w Lubinie „Ceglanką”.
W 1991 roku…
…PBKRM zostało przekształcone w oddział KGHM pod nazwą „Zakład Budowy Kopalń” (ZBK), a w grudniu 1992 roku powołano PeBeKa Sp. z o.o. Pomysł wykorzystania podwozia czołgu wynikał z faktu, że cena spycharki o podobnych parametrach to w tamtym okresie 19 tysięcy dolarów, a pojazd zakupiono „na wagę” w cenie złomu. Ten pierwszy egzemplarz był prototypem do testów w warunkach podziemnych, w przypadku sukcesu pilotażu planowano wprowadzić w stałe obłożenie tego typu maszyny. Podwozie T-34-85 przetransportowano do Zakładów Górniczych „Rudna” w rejon będącego w budowie szybu R-IV. Opuszczenia dokonano szybem w którym pracował jeszcze kubeł, po podniesieniu pomostów.
Jak wspomina pan Krzysztof Kazik, pierwszy operator czołgu przerobionego na spycharkę – operacja trwała prawie całą zmianę. Prędkość opuszczania wynosiła 0,1 m/s i przebiegła sprawnie, mimo wagi i gabarytów maszyny, zakończyła się sukcesem.

Na podszybiu zaczepiono linę i wyciągnięto spycharkę z szybu. Zamontowano akumulatory i po uzupełnieniu paliwa przejechała na komorę w rejonie szybu R-III. Tam założono lemiesz zdemontowany na czas opuszczania i tak przygotowana maszyna trafiła do pracy w rejon oddziału G-15.
Praca na maszynie…
… nie należała do najłatwiejszych długa na 6,1 m i szeroka na trzy metry maszyna nie miała lekko pod ziemią. Zaletą była przyczepność i siła, której brakowało choćby stosowanym wtedy pod ziemią spycharkom „Staliniec” i które nasz czołg często ratował, gdy utknęły pod ziemią. W wyciąganiu innych maszyn z kłopotów „kabrioletem” ,jak nazwali maszynę górnicy, był niezawodny – wspomina operator Krzysztof Kazik. Przydało się doświadczenie z jednostki wojskowej – Batalionu Remontowego w Krośnie Odrzańskim i 17 Pułku Zmechanizowanego w Międzyrzeczu obecnie 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej w Międzyrzeczu, gdzie służył pierwszy operator czołgu – spycharki w stopniu starszego kaprala. Drugim operatorem był…
… Marian Niewiadomski z Głogowa…
który również podczas służby wojskowej był kierowcą czołgu. Czasem trzeba było udać się zakładowym samochodem dostawczym „Żuk” z niezastąpionym kolegą Heńkiem do Krosna po części i materiały niezbędne do eksploatacji maszyny i wtedy przydawały się znajomości ze służby w jednostce. W tamtym czasie pod ziemią pracowały ładowarki ŁK-1, Łk-2, samochody MAZ oczywiście bez daszków ochronnych nie stosowanych w tamtym czasie. Pracujący pod ziemią czołg odwiedził wiosną 1976 roku Janusz Przymanowski, autor powieści „Czterej pancerni i pies”, na podstawie której powstał popularny serial telewizyjny. Jak wspomina pan Krzysztof, podczas wizyty na dole padło wiele pytań o pracę pod ziemią, a autor „Czterech pancernych” zostawił książkę z dedykacją. O służbie pod ziemią pisała ówczesna prasa.
„SŁOWO POLSKIE”…
… w artykule „Czołgi zjeżdżają pod ziemię” i „Gazeta Robotnicza” w publikacji: „RUDY W CHODNIKACH RUDNEJ”. Jak przebiegała służba pod ziemią? Wyposażona w dwunastocylindrowy silnik wysokoprężny czterosuwowy, widlasty model W-2 o mocy 500 KM maszyna wytwarzała niestety ogromne ilości spalin, co powodowało pogorszenie składu powietrza kopalnianego, a czasem nawet czyniło atmosferę niezdatną do oddychania. Mimo zamontowania katalizatorów na błotnikach maszyny. W warunkach podziemnych filtry powietrza wymagały częstej wymiany. Maszyna o wadze 22 ton miała również problemy z poruszaniem się pod ziemią z uwagi na wymiary 6,1 m długości i 3 m. szerokości. Szczególne było to widoczne podczas manewrowania na skrzyżowaniach wyrobisk.️ Dochodziło do niszczenia narożników a tym samym utraty ich stabilności i bezpieczeństwa użytkowania.
Pogarszały się…
… tym samym warunki pracy i bezpieczeństwo pracujących w tym rejonie górników. Wobec powyższego maszynę wycofano z ruchu i pozostawiono w wyrobiskach wyłączonych z eksploatacji. Prototyp nie spełnił pokładanych nadziei i zapewne pozostałaby ciekawostką opowiadaną przez stare strzechy gwarkom podczas różnych okazji. Jednak po niemal trzydzietu latach i po rozbiciu tamy wentylacyjnej oczom zdziwionych górników ukazał się właśnie T-34-85 przerobiony na spycharkę. Obsypany dolomitem ze stropu nie doznał poważniejszych uszkodzeń i został przetransportowany w bezpieczne miejsce. Mimo względnie dobrego stanu technicznego, przywrócenie do pracy nie było możliwe, a wydobycie na powierzchnię nieopłacalne.
W końcu…
… zapadła decyzja o pozostawieniu pojazdu pod ziemią. Jaką rolę przypisało życie kopalniane? Jak wspomina Bogusław, przodowy pola Oddziału G-25 – po obsypaniu kamieniem został wykorzystany jako podstawa po stos podporowy i zabudowano na nim kaszt. Tak zakończyła się historia służby T-34-85 w kopalni. Pojazd pozostał na wiecznej szychcie, zabezpieczając strop w wyrobisku między Rejonem Rudna „Zachodnia” a Zakładami Górniczymi Polkowice-Sieroszowice. Czy jeszcze kiedyś pojawi się podczas prowadzenia robót? Jak widzimy życie kopalniane pisze różne scenariusze i czasem legendy okazują się bardzo realne.
Wojciech Miszczyk






























