Wakacje z Platformą/Koalicją Obywatelską

0
412

Pora na przymiarkę do podsumowania tegorocznych wakacji, bo wrzesień blisko, więc czas wypuścić powietrze z materaca i zastrugać kredki.
To nie był całkiem zwykły, przysłowiowy sezon ogórkowy, kiedy wszelkie gryzipiórki silą się na krokodyle w kąpieliskach lub UFO nad plażą. O nie!

Wakacje zaczęły się już w czerwcu od doniesień o Szpitalu Południowym w stolicy, pewnym obrotnym doktorze tam (i nie tylko tam) znakomicie prosperującymi, jego niebywałych zarobkach oraz saloniku VIP. Nota bene skrót VIP to zdaje się z angielskiego: very important person.
Czy dziwi nas, że tym bardzo ważnymi osobami okazywali się członkowie Platformy Obywatelskiej ostatnio pomalowanej w kamuflaż Koalicji Obywatelskiej?
Nie. Nie dziwi.

Potem…

…był smród gnijących ryb pokrywających płycizny powstałe po upuszczeniu wody z Jeziora Pilchowickiego. Jeszcze te złogi trucizn z dna, które zatruły Bóbr. Zatruły tak bardziej naprawdę, w odróżnieniu od tamtych ton rtęci zatruwających Odrę za rządów PiSu.
To był już początek lipca. Podczas którego słuchaliśmy dość intensywnie wyciszane pytania związane ze sprawą Szpitala Południowego. A dokładniej: echa intensywnie wyciszanych pytań: Gdzie jest doktor K.? I dlaczego organy jeszcze się nim nie zajęły?
Pytania zagłuszyła 30 lipca eksplozja rakiety, która wleciała na tereny Lubelszczyzny około 120 kilometrów od granicy z Ukrainą. Rosyjskiej rakiety. Już po eksplozji w okolicach Tarnawy-Kolonii zawyły syreny oraz dotarł do obywateli komunikat z Bardzo Ważnego Urzędu zajmującego się kontrolą przestrzeni nad Polską i powiadamianiem o zagrożeniach. Ponadto różne VIPy mówiły o zdarzeniu różne rzeczy.
Kiedy doda się do powyższego urzędowe i medialne wybrzydzanie na uroczystości rocznicy objęcia Urzędu Prezydenta RP przez Karola Nawrockiego zorganizowane 28 lipca za plecami Księcia Józefa, będzie prawie wszystko. Prawie połowa wakacji.

Trzeba tylko…

…jeszcze zauważyć trwającą nieustająco mocną atrakcję tego czasu polegającą na obserwowaniu cen paliw, które z początkiem lipca rosły sobie i rosły, jakby komuś specjalnie zależało, żeby podczas urlopu nie było w Polsce nudy.
Sierpień był nie mniej atrakcyjny. Nawet, można powiedzieć – bardziej. I szybciej.
Zawiadomienie o grze w Berka i krotochwilne użycie przez pana premiera słowa ciotuleńka, jakby chciał się z kimś boksować przypadło na połowę miesiąca, choć nieco tylko wcześniej słuchaliśmy jak bez reakcji polskich władz w Warszawie w Paryżu policja francuska opróżniła historyczny budynek, służący polskiej emigracji i weteranom II wojny światowej. Smutne.

Nie minęło wiele dni, jak zawiadomiono nas o zupełnie zgodnym z regulaminem sposobie udzielania pomocy poszkodowanym w minionej dawno powodzi. Pani Anna K. mężowi i sąsiadom. Wiadomo. Ale bez nerw, z uśmiechem i pogodnie. Wywalenie pani Ani z Platformy Obywatelskiej przemalowanej na Koalicję- to niewysoka cena za taką kasę. A jeszcze wdzięczność sąsiadów, którzy też przytulili niemało. Sprawa niby lokalna, dolnośląska, ale człowiek do specjalnych zadań pana premiera tez był wymieniany w związku. Tak.

No i finał…

…czyli tuż – tuż, niedawno. Najpierw przykre odwołanie państwa ambasadorów.
Pani L. (Zbudowana bez zarzutu jak mówił fryzjer do pana Tomasza w Katarynce B. Prusa).
Oraz wytatuowany na buzi oraz innych częściach ciała pan R. Państwo ambasadorostwo miało dawać twarze w związku z Powstaniem Warszawskim. Polecieli ze stanowiska tak jakoś – za nic.
W końcu – pani profesor od marki. Agaton Koziński w Republice dziwił się, że uznano panią profesor za atrakcyjną kobietę. Niesłusznie, moim zdaniem. Wyróżniła się pośród innych kobiet, owszem.
I ubraniem, i okularami. Linkedinowym językiem i brawurowym aplikowaniem polszczyźnie bardzo ważnych słów. I potrzebnych. To , że wzięła 200 tysi, to przecież fraszka.
Nawet stwierdzenie, że dokument o statusie określanym jako work in progress (czyli brudnopis) nie funkcjonował ble, ble, ble… , to nic. Najbarwniejsze było stwierdzenie pani profesor, że spotyka panią profesor hejt. Dlatego rezygnuje (ciekawe, czy odda kasę za robotę, którą wykonała za nią EszI?).
No i mamy tydzień do września. Ceny paliwa spadają. Wracamy do roboty. Genueński iż nadciąga i noce coraz chłodniejsze. Pewnym, niezależnym jednak od wszystkich naszych VIP, zjawiskiem było zaćmienie słońca. Ale trochę lipne, bo tuż przed zachodem, na sam wieczór.
Może jesień nas uratuje urokiem kolorowych liści, owoców w sadach i wesołym gwarem dziatwy szkolnej pokrzepionej nowym rozporządzeniem ministry Barbary w sprawie pracy domowej?    Może.

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię