Po kilku dekadach los związał mnie znów z Dolnym Śląskiem, odkrywam go więc na nowo, jako dojrzały, przejrzewający już człowiek.
Jeszcze nim tu wróciłem zniechęcało mnie do niego środowisko, o które się otarłem, a które rozpływało się nad Wrocławiem przedwojennym, weimarskim to jeszcze pół biedy, ale hitlerowskim. Tak, potomkowie ekspatriantów ze Wschodu i łowców szczęścia spod ciemnej gwiazdy mówili o sobie Breslauer, używali konsekwentnie niemieckich nazw swych dolnośląskich miejscowości, a na moje uwagi, że moja babcia mieszkająca do śmierci we Wrocławiu znała go przed wojną i nic mi się tu nie zgadza, reagowali zdumieniem, milczeniem, albo politowaniem.
Cały czas…
… gdzieś w tle przewijał się u tych Polaków z urodzenia żal, że nie mówią po niemiecku, a równocześnie gdzieś w mediach pojawiały się filmy typu „Plagi Breslau” czy „Dom Pod Dwoma Orłami”, które z ciekawości oglądałem. Latem odwiedziłem Wrocław wiele razy podczas gdy gazety rozpisywały się o odbudowie pruskiej korony cesarskiej i niemieckiego napisu na tamtejszym Moście Grunwaldzkim, a także o wieszaniu portretu Fryderyka II w Auli Leopoldyńskiej Uniwersytetu Wrocławskiego.
Pojawiło się wiele mądrych słów i argumentów przeciwko tej „regermanizacji”, ale zabrakło mi jednak prostej refleksji – ile było tej niemieckości w mitycznym Breslau przed wojną? Na ile jest to przywracanie charakteru miasta i Dolnego Śląska, a na ile zwyczajne zniemczanie terenu, które nie powiodło się do końca ani Bismarckowi, ani Hitlerowi.
Każdy mój rówieśnik zna lepiej lub gorzej historię pierwszych Piastów, słyszał o Bitwie…
… pod Legnicą
i książętach Śląskich, ale o czasach od utraty przez Polskę Śląska pojawia się jakaś BIAŁA PLAMA aż do Powstań Śląskich, zwycięskich na Górnym Śląsku i przegranych na Śląsku Opolskim, czyli aż do początków XX w. Pojawia się też ciekawy problem – nikt nie jest zainteresowany ani na Dolnym Śląsku, ani na Górnym omawianiem Śląska jako jednego bytu, którym niemal przez pół tysiąca lat ekskluzji ze spraw polskich był. Obie te części znacznie się od siebie dziś różnią, nie za sprawą jakiejś gładkiej ewolucji, ale bardziej licznych tragedii XX wieku. A to co najbardziej przypomina ten całościowy, historyczny byt jakim było Księstwo Śląskie jest dzisiejsza czeska część Śląska Cieszyńskiego. Paradoksalnie nadal, ale i na zawsze poza granicami Polski.

Żeby nie utonąć w nadmiarze niuansów podzielę się tylko myślami o Dolnym Śląsku, choć pewnie padnie dodatkowe słówko o pozostałych częściach historycznego Księstwa Śląskiego.
Wiele osób, z którymi rozmawiam w miasteczkach pod Wrocławiem i Legnicą żywi przekonanie, że mieszka na terenie „poniemieckim” w czym utwierdza je wyszukiwarka internetowa, bo historia Dolnego Śląska prezentowana w sieci to głównie niemieckie strony opisujące konsekwentnie historię Niemców dolnośląskich, zdjęcia są opisane po niemiecku, oglądamy pruskich huzarów i sklepy z niemieckimi szyldami. Wizyty w kościołach, zwłaszcza tych, które były do końca wojny luterańskie ukazują liczne epitafia i napisy niemieckie, mało kto jednak rozumie w Polsce, że Kościół ewangelicki był religią państwową Prus, a więc urzędowo używał języka króla czy cesarza, a wcześniej niemiecki był też językiem mieszczaństwa osiedlanego tak we Wrocławiu, jak i w Krakowie po wyniszczających najazdach tatarskich. Patrycjat fundujący epitafia był więc zazwyczaj niemieckojęzyczny. O ile w Krakowie pamiątką po niemczyźnie są nazwiska spolszczonych od dawna mieszkańców, tak we Wrocławiu należącym długo do Czech i Austrii, a potem na krótko do Prus i Niemiec niemiecki był żywy aż do końca II Wojny Światowej. Żywy, ale czy dominujący?
Moja babcia…
… odwiedzała przedwojenny Dolny Śląsk wielokrotnie towarzysząc swemu mężowi (przybranemu tacie mej mamy), który spod Poznania jeździł do Wrocławia samochodem w interesach. Dla babci zajeżdżał za każdym razem do trzebnickiego sanktuarium św. Jadwigi (spowiadano tam po polsku), a w samym Wrocławiu posiadali przyjaciół z którymi odwiedzali się na wzajem aż do inwazji Niemiec na Polskę w 1939 roku. Inwazji którą ukochany mąż babci przypłacił gilotyną w hitlerowskim więzieniu we Wronkach, ona sama zaś wyrwanymi paznokciami i zniszczonym trwale zdrowiem.

Przedwojenny, sielankowy świat pogranicza Wielkopolski i Dolnego Śląska. Oficjalnej nazwy Breslau używanej dziś żartobliwie, a co gorsza całkiem serio przez niektórych wrocławian nie wymawiał poza urzędami, pocztą i telegrafem prawie nikt, miasto nazywało się w swej własnej gwarze Wrazlaw. W każdym sklepie, kawiarni i kiosku mówiło się w Wasserpolnisch, który był staropolską gwarą przetykaną trochę niemczyzną. Oczywiście istniał też wrazlawski dialekt niemiecki pełen polonizmów, gdzie nawet „nei” brzmiało jak wyraźne polskie „nie”.
Babcia i jej mąż znali niemiecki bardzo dobrze, oboje urodzili się w zaborze pruskim i po niemiecku zaczynali swą edukację, jednak używać niemieckiego nie było trzeba. Czasem ktoś na pytanie po polsku o ciuchy czy owoce w sklepie odpowiedział po wrazlawsku-niemiecku, ale bez niezadowolenia – komunikowano się jak najlepiej i jeśli ktoś obnosił się ze swą niemieckością byli to raczej – o ironio – mówiący Hochdeutschem zamożni Żydzi.
Historyczny Dolny Śląsk…
…odcinał się swą kulturą, obyczajami i architekturą od krajów niemieckich. Miasta i miasteczka mogą kojarzyć się z Czechami i Małopolską, ale już w dużo mniejszym stopniu z sąsiednią Saksonią czy Brandenburgią. Budowli charakterystycznych dla architektury niemieckiej można zliczyć tyle co w Wielkopolsce, szachulce i fachwerki to pozostałości po Kulturkampfie, wcześniejsze budowle i ich układ, pozbawione są germańskiego sznytu. Planowo prowadzony Kulturkampf zapoczątkował w latach 1870-tych pierwszy kanclerz Rzeszy Otton von Bismarck w obawie przed powstaniem zbrojnym Polaków, podobnym do toczącego się dekadę wcześniej Powstania Styczniowego w zaborze rosyjskim.
Dla porównania, w Saksonii odciętej Dolnym Śląskiem od granic Polski uznano, że żywioł polski jest już zbyt odległy i nie zagraża, zachowała się dzięki temu mozaika kulturowa i etniczna ze zbliżonym do czeskiego, a zwłaszcza polskiego językiem łużyckim. Zachowano też pamięć o krótkiej unii z Polską, a co widać na pomnikach saskich miast, w tamtejszych kościołach i muzeach.
Dolny Śląsk trafił pod władanie Berlina dopiero w połowie XVIII wieku, po trzech krwawych Wojnach Śląskich (1740-1763), w których życie straciła aż ćwierć populacji – to właśnie była zaciekłość polskich tubylców, którzy nijak nie ciążyli ku Prusom i bronili się przed nimi na śmierć i życie. Niestety bohaterowie Obrony Dolnego Śląska, pomordowani i zdeklasowani w trakcie represji pruskich w XVIII w. nie zostali do dzisiaj upamiętnieni. Tym dziwniejsze, że nie ma tu naginania historii dla potrzeb polityki historycznej tylko suche fakty. Tak – Śląsk stał się w swej większości niemiecki dopiero w 1763 roku i stan ten trwał do roku 1945, zaledwie przez 182 lata z ponad tysiącletniej historii regionu. To nie jest nawet 1/5 historii Śląska, a jego upadek to przecież preludium do dalszej ekspansji Prus i rozbiorów Rzeczpospolitej zaraz potem, 9 i 30 lat później.
Dla porównania
– niemiecka dominacja nad Śląskiem jest zaledwie o pół wieku dłuższa niż niemiecka dominacja nad Wielkopolską.
Językiem Śląska był jak najściślej polski, bo królowie czescy nie poddawali swych poddanych bohemizacji, ani germanizacji gdy na tronie zasiedli Habsburgowie. Dokumenty pruskie dla podbitego Księstwa Śląskiego drukowane w Berlinie w roku 1750 musiały być wydawane po polsku (vide ilustracja), tak, to nie jest gwara śląska, ani „język śląski” tylko regularna XVIII-wieczna polszczyzna.
W latach 1793-1918 sąsiednia Wielkopolska trafiła pod zabór pruski z krótkim czasem Księstwa Warszawskiego (1807-1815), przemianowana po nim na Großherzogtum Posen – Wlk. Księstwo Poznańskie. Po raz pierwszy od średniowiecza nie była oddzielona kordonem od Dolnego Śląska, przepływ kultury i języka polskiego rozwijał się więc mimo zaborczego terroru.
Historyk i poeta niemiecki Friedrich Christoph Förster (†1868) opisał niemożliwości związane z werbunkiem Ślązaków do armii pruskiej, „obdarci Wasserpolacken” uciekali i kryli się przed branką, a raz zwerbowani natychmiast dezerterowali. Oczywiście ich „bieda, niesforność i typowa dla Polaków głupota” dominuje w niemieckiej wizji mieszkańca Dolnego Śląska na przełomie XVIII i XIX wieku.
Nie ma dziś powszechnej świadomości, że Wrocław podczas wojen napoleońskich był bazą werbunkową Legionów Polskich, a ośmiotysięczne rzesze ochotników generała Józefa Joachima Grabińskiego (†1843) to byli autochtoniczni Polacy z Wrocławia, Nysy i okolicznych wsi i miasteczek od Głogowa po Opole. Tu problemów z werbunkiem nie było, stawiali się chętnie idąc pod polską komendę nawet po kilka dni.

Teraz łatwiej zrozumieć, dlaczego na Śląsku zachowały się polskie obyczaje, np. malowanie portretów trumiennych, dlaczego to właśnie na Śląsk uciekał przed zaborcą szwedzkim król Polski, a Piastowie Śląscy, aż po ostatniego księcia…
…brzesko-legnickiego
…Jerzego Wilhelma (†1675) przymierzali się do elekcji na tron polski. Po Jerzym Wilhelmie i jego siostrze, ostatnich Piastach, zachowały się zresztą notatki i pisma świadczące o ich biegłej znajomości polszczyzny. Na szczęście znany jest ich inspirowany Wawelem zamek w Brzegu z pocztem polskich monarchów i odwołaniami do związku z Polską, to już coś.
Wróćmy do XIX w. W roku 1831 opłakiwano na Śląsku klęskę Powstania Listopadowego i przyjmowano uchodźców polskich z zaboru rosyjskiego jak braci. W trakcie Powstania Styczniowego, w latach 1863-64, Komitet we Wrocławiu organizował przerzuty broni i ochotników do walki z moskalami, angażowali się Polacy wrocławscy, ale także Niemcy, których władze pruskie karały za sympatyzowanie z Polakami bardzo surowo. Czy ktoś byłby dziś zainteresowany upamiętnieniem Niemców wrocławskich dla których polskość i Polska miały znaczenie tak wielkie, że ryzykowali i oddawali za nie życie?
Największych fal GERMANIZACJI zaznał Dolny Śląsk w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XIX w. za Bismarcka i po dojściu Hitlera do władzy po roku 1932, a zwłaszcza po dekrecie Göringa już podczas wojny, który odebrał zdeklarowanym Polakom i instytucjom polskim w Niemczech wszelką własność. To w tych dwóch krótkich okresach przemianowywano nazwy geograficzne, które brzmiały zbyt polsko, zmieniano też herby miast aby nie kojarzyły się z polską ani czeską historią Dolnego Śląska.
Niemal dwa tysiące (sic!) miejscowości i miejsc na Dolnym Śląsku przemianowano dopiero po 1936 roku, w samym Wrocławiu i okolicach aż 359 nazw zgermanizowano właśnie wtedy, a pod Legnicą aż 178. W 1938 roku z herbu Wrocławia zniknął monogram „W”, czeski Lew i głowy świętych Janów, pojawiła się zniemczona wersja Orła piastowskiego i order Żelaznego Krzyża z datą 1813 na pamiątkę zaborcy Fryderyka Wilhelma III.
Zniemczenie całego Śląska miało dopiąć się wysyłaniem elementu niepewnego na front, obawiano się jednak kumoterstwa z żołnierzami polskimi, przez co spora część rekrutów trafiła na Zachód. Tam dochodziło do masowych dezercji m.in. do 1. Dywizji Pancernej gen. Maczka, choć to głównie górnoślązacy, a zwłaszcza górnicy nie mający problemów z klaustrofobią czołgu, maszynami ani smarem. Po inwazji III Rzeszy na Sowiety autochtoniczni Polacy śląscy byli mięsem armatnim na froncie wschodnim, a ich majątki trafiały jako nagrody dla lojalnych Niemców.
Zniszczeń…
… germanizacyjnych dopełnił stalinizm, który zakładał, że Dolny Śląsk to region zupełnie niemiecki, a mieszkańcy jako obywatele III Rzeszy muszą zostać z niego deportowani bez względu na to czy ich tożsamość wiąże się z Polską albo Czechami czy nie. Większość autochtonów załadowano do bydlęcych wagonów i wywieziono za nowo wytyczaną granicę z Niemcami. Tam najczęściej ulegli faktycznemu zniemczeniu, czy to z goryczy za utraconą ojcowizną, czy ze strachu przed pełzającym wciąż w powojennych Niemczech hitleryzmem.
Dolny Śląsk miał stać się bazą dla wojska sowieckiego z głównym ośrodkiem w Legnicy. Wyniszczony wojną Dolny Śląsk miał też stać się nowym domem dla wygnańców ze wschodnich województw II Rzeczpospolitej.
„Polonizacja” po II Wojnie Światowej prowadzona pod auspicjami sowieckimi zniszczyła wiele pamiątek polskiej historii Dolnego Śląska, np. przez likwidację i ponowne używanie cmentarzy. Na wrocławskim Cmentarzu Osobowickim zachował się bodaj jeden nagrobek zupełnie polski z 1916 roku i kilka reliktów przedwojennego, niezniemczonego do końca Wrazlawia.
Archiwa niemieckie udostępniają niechętnie i odpłatnie zdjęcia obiektów wiążących się jednoznacznie z polską i czeską historią Dolnego Śląska, albo ukazujące jakieś polskie napisy sprzed Bismarcka i znaki drogowe z polskobrzmiącymi nazwami sprzed ich zmian po 1936 roku. Rękopisy polskie w cyfrowych bibliotekach niemieckich są opisane jako „dzieła słowiańskie”, co też nie ułatwia poszukiwań. W związku z zacieraniem polskich śladów Śląska w dzisiejszych Niemczech łatwiej chyba szukać materiałów w Pradze i Wiedniu.
Epilog
Spotykam oburzoną wrocławiankę, złą że pociągi Kolei Dolnośląskich są wymalowane w Jagiellonów – „przecież Jagiellonowie nie mieli nic wspólnego z Dolnym Śląskiem! rozumiem Piastów! ale Jagiellonowie?!” – denerwuje się retorycznie.

Owszem, Jagiellonowie rządzili krótko Dolnym Śląskiem, z Pragi czeskiej w latach 1471–1526, ale jednak. Ich linia czesko-węgierska nie używała w herbie dynastycznego, podwójnego, litewskiego krzyża, tylko Białego Orła królewskiego w koronie. Widać go tak w parlamencie węgierskim w Budapeszcie za mównicą, jak i w katedrze praskiej św. Wita i św. Wacława na Hradczanach. Niestety takie pamiątki zostały usunięte z katedry wrocławskiej za Bismarcka. Ach, gdyby ktoś chciał upamiętnić ten jagielloński okres Dolnego Śląska, może łatwiej było by o jakieś refleksje nad związkiem Dolnego Śląska z historią Polski?
Czy polskojęzyczni mieszkańcy dawnego Dolnego Śląska, opisywani inwektywami, piętnowani za swą biedę i pogardzani, mogli marzyć że ich ziemie wrócą kiedyś do Polski? Albo pomyśleć, że ich potomkowie zostaną potraktowani i wygnani jak Niemcy, za to mieszkający na tych ziemiach Polacy XXI wieku będą czcić ich zaborców i ciemiężycieli?
To musiałyby być straszne myśli. Ja jednak nie zamierzam czuć się na Dolnym Śląsku jak w gościach. Tu jest Polska.
Nicolas de Orlince

Fot. (NdO, T.Niziołek, D.Rudowicz, KD, R.Szpyra)






























