Szlachetność Gerwazego

0
1193

Donald Tusk, który po powrocie i objęciu funkcji co jakiś czas wygłasza swoje oskarżycielskie mowy pod adresem rządzących, zaczepia premiera i wzywa do debat, wydaje się coraz silniej być figurą trochę z operetki, choć wolałby pewnie z opery.
Takiej z rozmachem – jak jakiś Wagner.


Stroi się przy tym w kostium mściciela, obrońcy. Usiłuje stale przeprowadzić w swoich wystąpieniach jeden po drugim – dowody na wrażość pisu, brać w obronę uciemiężonych i odzyskiwać, co utracone.
Rekonkwistador taki.

Artystyczną prefigurację tych poczynań rycerza ZŁU dającego odpór da się znaleźć. Całkiem łatwo. Może nie w antycznym dramacie czy operze, ale już w rodzimym eposie – owszem.
W Panu Tadeuszu.
Ta zmora uczniów (i tegorocznych maturzystów) czasami daje się obłaskawić, gdy nakreśli się sytuację sądu nad Jackiem Soplicą. Młodzież ożywia się wówczas nieco. Znajdują się równie gorliwi obrońcy jak i prokuratorzy w sprawie zabójstwa Horeszki i wszystkich następstw tej zbrodni.
Oczywiście, Jacek musi się obronić, bo szala wagi z trupem Stolnika idzie ostro w górę pod ciężarem zasług, poświęceń i bied Jacka, które dobrowolnie przyjął na siebie jako ekspiację.

Argumentem zaś przebijającym wszystkie inne jest wyznanie Gerwazego o absolucji umierającego Stolnika.
Skoro ofiara wybacza, cóż pozostaje?
Jednak coś.
Sprawa Gerwazego.
Oto ten stary sługa horeszkowskiego domu opowiada Hrabiemu, że po śmierci swego pana wziął na siebie ciężar odpłaty w braku syna Stolnika, który by zemstę poprzysiągł na grobie.
I, ku zachwytowi Hrabiego, przyznał, że w tym dziele wyrównywania rachunków z Soplicami dwóch zarąbał w kłótni, dwóch na pojedynku, jednego podpalił w drewnianym budynku (upiekł się tam jak piskorz). Do tej liczby pięciu zabitych trzeba jeszcze dołożyć niepoliczonych innych – porąbanych Scyzorykiem (tych nie policzę, którym uszy obciąłem).
Całe to dzieło odwetu realizował wiedząc, że Stolnik Jackowi odpuścił. Jak przyznał podczas spowiedzi Jacka … tak się z gniewu wściekłem, że o tym (krzyżu) nigdy i słowa nie rzekłem.
Wielokrotny ten zabójca i bandzior dla ukojenia własnego żalu czy nasycenia żądzy zemsty działał – w imię pojętej swoiście lojalności – niezgodnie przecież z wolą umierającego Stolnika.
Podczas konania Jacka Gerwazy na dodatek rezerwuje sobie aktualną (historia szlachecka z roku 1811) pozycję sędziego tamtego zamierzchłego zabójstwa (było to za Kościuszki czasów).
Przez 17 lat pozował na działającego w imię sprawiedliwości, zupełnie bez tytułu do takiej roli.
Więcej, gdy Jacek wyciąga do Gerwazego dłoń ku zgodzie, ten powiada: Nie mogę bez mego szlachectwa obrazy dotykać rękę, takim morderstwem skrwawioną.
Zabójca niemal seryjny, działający cała lata z premedytacją (rapier Scyzorykiem zwany przysiągł wyszczerbić na Sopliców karkach), opowiada o własnym szlachectwie i ręki odmawia temu, który ocalił mu życie w bitwie z Moskalami. Czy nie jest to dowód pogardy dla konającego?
Wydaje się, że jest jeszcze gorzej.
Powiada Gerwazy: Kto umierającego smuci, wiem, że grzeszy. Woli jednak swojego umierającego pana – nie uszanował. Ciekawe jest, czy przemilczenie tego przedśmiertnego przebaczenia Stolnika, uznanie go za nieważne czy niebyłe – nie jest wbrew szlachetności, do jakiej przyznaje się i aspiruje Gerwazy?
Zastanawiam się, czy w jakimś ogólniaku legnickim odbył się choć jeden raz sąd nad Gerwazym i jego zbrodniami. Bo że ochoczo sądzono Jacka Soplicę tego można być pewnym.
Więc do brzegu.
Dzisiejsze pozy Donalda są całkiem jak figury Gerwazego. Do osądzania się rwie, rękę cofa, a o rozrachunku z własną przeszłością – milczy jak Gerwazy o tym krzyżu.
A wszystko – pro publico bono zapewne.
Ostatnie wożenie się na wózkach osób niepełnosprawnych pod Sejmem wywołuje równie silny niesmak jak zakłamanie literackiego modela.

Tak, tak, mój Gerwazeńku.

Adam Kowalczyk

 

Udostępnij
Poprzedni artykułKamila Mitek…
Następny artykułSREBRNY maj w Legnicy

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię