Mobilizacja obecna kampanijna mediów sprzyjających wyborowi kandydata KO na urząd prezydenta RP przypomina, tym, którzy mogą to jeszcze pamiętać – podobną.
Tę z czasów swobody Solidarności, zanim została zadręczona i zamordowana.
Nie było wówczas Internetu, nie było smartfonów.
Tylko telewizja z dwoma programami i główne rozgłośnie radiowe, a oprócz tego Trybuna Ludu, Żołnierz wolności i Polityka, która Toeplitzem, Raczkiem i Grońskim udawała, że nie jest organem.
I cała masa gazet…
…robotniczych oraz innych jeszcze pism i pisemek.
Pozostających w dyspozycji różnej rangi sekretarzy i komitetów wiodącej partii – od zakładowych, po miejskie.
Kiedy więc zapowiadało się na zmianę i zapachniało wolnością w skromnej choćby skali, we wspomnianych mediach, zupełnie tak jak dzisiaj – w całej ich mnogości i pozornej różnorodności, dawało się zauważyć – albo: zupełnie nie dało się przeoczyć, bo była nachalna i przeraźliwie prymitywna – powszechną i gorączkową mobilizację redaktorów, dziennikarzy, reporterów piszących, mówiących, kręcących, połączonych wspólną ideą lub wspólnym nakazem – wybicia ludziom z głów zapachów, smaków i ech wolności.
Całkiem jak dzisiaj.
Więc teksty, wywiady, oświadczenia, wypowiedzi przygodnych i przypadkowych przechodniów, apele załóg zakładów, zjednoczeń, kół gospodyń, rzeczników ciał, związków i zgromadzeń, artystów, matek, pracowników (bezrobotnych nie było) i kogo tam dalej. A jeszcze domysły i insynuacje, plotki i pogłoski. Rozmaite jakoby i rzekomo, wielorakie dementi oraz wyrazy poparcia dla jedynie słusznej siły na czele narodu stojącej.
Oraz jej pierwszego.
Wszyscy publicznie…
…cytowani w jednym tonie narzekali, napominali, utyskiwali na braki, przestoje, spóźnienia, wzywali nieodpowiedzialnych odpowiedzialnych. A na najwyższych szczeblach było straszenie niepokojem wzbudzanym za granicą u przyjaciół. Lub rewizjonistami z Bonn.
Wiemy, czym się to skończyło. Zmarnowany został społeczny potencjał i wspaniały ruch. Zniszczono entuzjazm i poczucie bycia u siebie i na swoim. Zatrzymano, a potem w stanie wojennym cofnięto Polskę i Polaków o całe lata, zamiast pozwolić im wyrwać się z zapyziałego obozu.
I robili to, wciąż jeszcze dzisiaj aktywni, ci, którzy uchodzili i uchodzą nadal za szermierzy postępu, którzy chcieli i wciąż chcą ruszać z posad bryłę świata, nawoływali i nadal nawołują jakieś wydumane proletariaty do jedności.
No, wszystko tak samo.
Głoszą postęp. Nawołują do jedności, a nawet ją praktykują, nazywając się koalicją, choć każdy z tych koalicjantów jest, w rzeczywistości przegranym – silnym w kupie jedynie.
A w kupie smród i kłótnie, jak słychać. Za proletariuszy zaś robią dzisiaj wulgarne feministki albo rozmaici niebinarni, którzy jak poprzednio proletariat – aktualnie w tęczowych paradach usiłują zademonstrować jakąś jedność.
Dzisiaj…
…też są zaniepokojeni przyjaciele zza granicy oraz obce mocarstwo gotowe wtrącać się wbrew i na przekór dobremu gospodarzowi i jego wizji dalszego rozwoju.
Są także usłużni redaktorzy, pismacy, dziennikarze i reporterzy, którzy tworzą na bieżąco odpowiedni content swojemu medium. Są właściwi świadkowie i – jak znalazł – respondenci ankiet i badań, poszkodowani i oburzeni zachowaniami i działaniami wiadomych kręgów.
Są i innowacje. Zamiast robotniczego aktywu z trzonkami od kilofów – są organizujący tak zwane profrekwencyjne ruchy – w rzeczywistości nielegalnie finansowani, łamiący prawo za zgodą i wiedzą władz zainteresowanych i przyzwalających na bezkarność.
Są też zwykli ludzie nazywani targetem zabiegów medialnych. Ich nastrojami i emocjami usiłuje się sterować i kanalizować je. O ich głosy zabiega się właśnie, wmawiając im, że są panami (paniami?) swojego losu, gdy tymczasem podpisane zostały już dawno i czekają na tak zwane zaimplementowanie decyzje przesądzające o ich losie, na które ludzie ci wpływu nie mieli. Bo mieć nie mogli.
Decyzje…
…o zielonym ładzie, regulacjach migracją, obronności, sojuszach (no, Francja jako sojusznik to już miała wspaniałą okazję i pokazała wartość swoich gwarancji w 1939 roku), gospodarowaniu energią, żywnością, ludzkimi zasobami i, najlepsze – wolnością słowa i myśli.
Jeśli historia lubi się powtarzać, jak mawiają, to pora z tego wyciągać wnioski.
Właśnie teraz.
Właśnie dzisiaj.
Choć, jak mawia się, równolegle z poprzednim zdaniem, historia niczego ludzi nie jest w stanie nauczyć.
Skoro się powtarza … .
Jan Kochanowski opisujący zdarzenia z 1575 roku w Pieśni o spustoszeniu Podola kończy ją ponurą diagnozą. Oto Polacy byli, w tamtym czasie i jego rozumieniu – głupi:
Cieszy mię ten rym: «Polak mądr po szkodzie»;
Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,
Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.
Zanim ten przykry…
…sąd zapadnie w finale Pieśni, czytamy o szkodach, niepowetowanych stratach, bezkarnym przekraczaniu niebronionych granic, o skandalicznym braku armii, braku troski o społeczeństwo:
Zbójce, niestety, zbójce nas wojują,
Którzy ani miast, ani wsi budują;
(…) odbieżałe stado więc drapają
Rozbójce wilcy, gdy po woli mają,
Że ani pasterz nad owcami chodzi,
Ani ostrożnych psów za sobą wodzi.
Mamy 2025 rok. Pora na porządki. Czyż nie?
Adam Kowalczyk






























