Gdy w latach 60. XX wieku rodziło się polskie Zagłębie Miedziowe, budowano nie tylko szyby, zakłady przeróbcze i setki kilometrów podziemnych wyrobisk. Trzeba było również stworzyć system bezpieczeństwa dla tysięcy ludzi schodzących pod ziemię. W tej dziedzinie powstające kopalnie miedzi korzystały z doświadczeń znacznie starszego polskiego górnictwa węglowego.
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów tego dziedzictwa stały się pochłaniacze ochronne POG. Górnictwo węglowe znacznie wcześniej niż rodzący się LGOM musiało zmierzyć się z jednym z najgroźniejszych przeciwników człowieka pod ziemią – pożarem i tlenkiem węgla. CO jest bezbarwny, bezwonny i silnie toksyczny. W warunkach kopalnianych człowiek mógł znaleźć się w atmosferze śmiertelnie niebezpiecznej, zanim zdążył zorientować się, że niewidzialne zagrożenie jest tuż obok. Dlatego rozwój sprzętu ochrony dróg oddechowych stał się jednym z fundamentów nowoczesnego bezpieczeństwa górniczego. W Polsce dużą rolę odegrała Fabryka Sprzętu Ratunkowego i Lamp Górniczych w Tarnowskich Górach, późniejszy FASER. Już na początku lat 60. produkowane tam pochłaniacze POG-T1 były masowym wyposażeniem górników. W 1961 roku zakład informował o wyprodukowaniu milionowego egzemplarza; POG-T1 trafiały nie tylko do polskich kopalń, ale również m.in. do Czechosłowacji, Węgier i Rumunii. Kiedy kilka lat później rozwijało się Zagłębie Miedziowe, nie było potrzeby budowania całego systemu ochrony od zera.
Naturalnym punktem...
… odniesienia były rozwiązania wypracowane wcześniej w górnictwie węglowym – zarówno organizacja ratownictwa, szkolenie pracowników, jak i indywidualny sprzęt ucieczkowy. Jednym z symboli tamtej epoki został POG-4 – Pochłaniacz Ochronny Górniczy model 4. Źródła z 1966 roku wymieniają go już jako nowy wyrób tarnogórskiej fabryki, a jeszcze w połowie lat 70. należał do podstawowej produkcji sprzętu ochronnego dla górnictwa. Starsze pokolenia górników Zagłębia Miedziowego dobrze pamiętają charakterystyczną metalową puszkę noszoną na pasku. Widać ją również na archiwalnych fotografiach załóg kopalń „Lubin” i „Rudna”. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, czym POG był, a czym nie był. Nie był aparatem izolującym. Górnik nadal oddychał powietrzem znajdującym się w wyrobisku. Pochłaniacz miał je oczyścić przede wszystkim z tlenku węgla.

Kluczowym elementem…
… była masa katalityczna zawierająca hopkalit, na której CO ulegał utlenieniu do dwutlenku węgla. Była to konstrukcja stosunkowo prosta, lecz tylko w określonych warunkach mogła uratować życie. Miała jednak fundamentalne ograniczenie: nie produkowała tlenu. Jeżeli podczas rozwiniętego pożaru zawartość tlenu w wyrobisku spadła zbyt nisko, samo usunięcie tlenku węgla nie wystarczało. W późniejszych konstrukcjach rodziny POG producent określał minimalną zawartość tlenu na 17 procent. Ta zasada pokazuje ograniczenie całej technologii oczyszczającej: pochłaniacz mógł oczyścić istniejące powietrze, lecz nie mógł zastąpić atmosfery, która przestała nadawać się do oddychania. Dochodził jeszcze problem temperatury. Reakcje zachodzące w pochłaniaczu powodowały nagrzewanie przepływającego powietrza. W późniejszym POG-8 dopuszczano temperaturę powietrza wdychanego sięgającą około 50°C. Dla człowieka wycofującego się w stresie, zadymieniu i wysokiej temperaturze było to bardzo nieprzyjemne obciążenie.
Wraz z rozwojem kopalń…
… miedzi wydłużały się drogi ucieczkowe, rosła głębokość eksploatacji i zmieniała się skala zagrożeń. Technika musiała wykonać następny krok – od oczyszczania powietrza do całkowitego odizolowania dróg oddechowych górnika od atmosfery kopalnianej. Tak pojawiły się aparaty izolujące, między innymi radzieckie SzS-7 i SzS-7M („шахтный изолирующий самоспасатель”). Była to już zupełnie inna filozofia ochrony. Aparat nie polegał na obecności odpowiedniej ilości tlenu w wyrobisku. SzS-7M był ucieczkowym aparatem izolującym, przeznaczonym właśnie dla górnictwa i chroniącym również w warunkach niedoboru tlenu. Później w kopalniach KGHM pojawiły się polskie SR-100A, a następnie kolejne generacje nowoczesnych aparatów izolujących. Dzisiaj przepisy jednoznacznie określają, że ucieczkowy sprzęt ochrony układu oddechowego służy do samoratowania człowieka w atmosferze nienadającej się do oddychania.
Historia…
… zatoczyła ciekawy krąg. Technologia zmieniła się niemal całkowicie, ale w języku górników przetrwało dawne słowo. Do dziś można czasem usłyszeć: „idę po pochłaniacz”, choć urządzenie pobierane przed zjazdem nie jest już pochłaniaczem w dawnym znaczeniu. To drobny językowy ślad czasów, kiedy na pasie górnika wisiała metalowa puszka POG. Historia ochrony dróg oddechowych w Zagłębiu Miedziowym przypomina, że bezpieczeństwo współczesnego górnictwa nie powstało w jednej chwili. Budowało je kilka pokoleń konstruktorów, ratowników i zwykłych górników. Powstające kopalnie miedzi korzystały z doświadczeń starszego górnictwa węglowego, a później same zaczęły tworzyć własne rozwiązania dostosowane do coraz głębszych i bardziej rozległych wyrobisk. Od niewielkiego POG-4 do współczesnego aparatu izolującego prowadzi długa droga. Jej sens od początku pozostaje jednak ten sam – dać człowiekowi pod ziemią najcenniejszą rzecz w chwili zagrożenia: możliwość bezpiecznego powrotu na powierzchnię, czego wszystkim koleżankom i kolegom pracującym pod ziemią życzę. Szczęść Boże.
Wojciech Miszczyk
Fot. (arch. W.Miszczyk)






























