Obserwuję od lat przyjaźń i współpracę Norwegii, Szwecji i Danii. Mieszkańcy tych trzech krajów swobodnie mogli osiedlać się i pracować u sąsiadów na długo nim na taki luksus pozwolił innym Europejczykom Układ z Schengen.
Każdy z trzech języków: duński, norweski i szwedzki ma status języka wykładowego w każdym z tych trzech krajów. Gdy w 2007 roku dwukrotna prezydent Islandii Vigdís Finnbogadóttir zabrała głos podczas konferencji w której wziąłem udział na duńskim zamku Frederiksborg, zaczęła od słów „Będę mówić po duńsku z norweskim akcentem, żeby zrozumieli mnie także Szwedzi i szwedzkojęzyczni Finowie” – śmiechowi towarzyszyły gromkie brawa Duńczyków, Norwegów, norweskich Finów, Szwedów, Szwedów fińskich, Finów znających szwedzki, Islandczyków i jedynego Polaka, którym tam byłem.
Gdy jako ośmiolatek…
…przybyłem do Norwegii państwowa telewizja emitowała tylko jeden program NRK, prywatnych stacji nie było, nastawiało się wtedy analogową antenę na szwedzkie kanały TV1 i TV2, z bogatą ofertą filmową i miało się kontakt z językiem sąsiadów. Duńska i norweska telewizja konkurowały, która nakręci lepszą wersję „Gangu Olsena” regularnie wypożyczając sobie nawzajem aktorów i rekwizyty. Wycieczki promem do Danii były obowiązkiem zmotoryzowanych rodziców z dziećmi.
Były nim też zakupy w Szwecji, nasz pierwszy telewizor stereofoniczny z podstawką na kółkach kupiliśmy w Strömstad, szwedzko-fiński marki Luxor Satellite, który padł dopiero po czterdziestu latach. W każdym z trzech krajów miało się poczucie, że jest się wśród przyjaciół, którzy zawsze zechcą pomóc i są dumni ze wspólnej historii. Pomnik urodzonego w Norwegii kapitana floty duńskiej Tordenskjolda stoi w Oslo, a obok Teatru Narodowego stoi pomnik Ludviga Holberga, ojca dramatu duńskiego, który urodził się w norweskim Bergen. Nikt nie kłóci się o wspólnych bohaterów, czczeni są tak samo po obu stronach Skagerraku.
A przecież nie zawsze było miło, starzy Norwegowie pamiętają, że neutralna Szwecja przepuściła wagony wojska niemieckiego przez swe terytorium w 1940 roku, tak iż kraj został napadnięty nie tylko od morza i z zajmowanych lotnisk, ale też ciosem w plecy ze Wschodu. Historycy reformacji wiedzą dobrze, że król duńsko-norweski Chrystian III wprowadzał protestantyzm gwałtem i przemocą, że zdegradował Norwegię z rangi królestwa do prowincji duńskiej rozpoczynając tym samym zabór Norwegii trwający kilkaset lat.
Szwedzi wojnę toczyli…
…z Norwegią u zarania jej niepodległości zaledwie 212 lat temu, a kapitan Dreyer stojący na pniu i mierzący w szwedzkich najeźdźców do dziś jest patronem kadry oficerskiej. Szwecja do dziś jest w posiadaniu dwóch województw norweskich Jemtlandii i Herjedalu, a także norweskich ziem Idre, Særna i Båhuslen mówiących z resztą do dziś w języku norweskim.
Król na pamiątkę utraconych przez Norwegię „Kresów” ma zawsze niedodpięty mankiet swego munduru. Niedopięty guzik nie przeszkadza mu jednak w ogóle w przyjaznych relacjach z kuzynem 4° Karolem Gustawem, którego ojciec sam niedopinał guzika na pamiątkę utraconej na rzecz Moskwy szwedzkiej przez stulecia Finlandii. Czy prezydent Finlandii niedopina guzika na pamiątkę utraconej Karelii nie wiem, ale tu na Północy każdy ma jakieś utracone Kresy Wschodnie.
Czy da się tu grać na kompleksach?
Szwecja była zawsze bogatsza od Norwegii co widać już choćby po kuchni narodowej, ale to Norwegia znalazła i zaczęła wydobywać ropę i gaz, a dziś jako kraj-założyciel NATO pomaga najmłodszym krajom sojuszu Szwecji i Finlandii w przyswojeniu standardów.
Owszem, są emocje gdy Norwegowie oglądają łupy w szwedzkich muzeach, np. hełm ukradziony z relikwiarza św. Olafa w Nidaros, albo okazuje się że aby badać historię średniowiecza norweskiego albo reformacji nie obędzie się bez wizyty w Kopenhadze, mieście wybudowanym za norweskie srebro z Kongsbergu.
Szwedzi lubią oglądać łunę zachodzącego słońca nad Sundem żartując, że to jak oglądanie Kopenhagi w płomieniach, Norwegowie mają setki kawałów o Szwedach, a Duńczycy z Kopenhagi nazywają Bornholmczyków „reservesvensker” – Szwedami rezerwowymi, którym nie należy zbytnio ufać. Oczywiście ich utracone Kresy to Skania. Wszystko to jednak ma miejsce w granicach pewnej niegroźnej tradycji, pozbawionej bólu, łez czy nienawiści.
Jak udało im się nie popaść w dobrze znany nam stan goryczy?
Bo nie nakręcał ich zaborca ruski, pruski ani rakuski. Sami mieli możliwość przepracować swe rodzinne traumy bez udziału sił zewnętrznych jakimi u nas były Moskwa, Berlin i Wiedeń, a dziś nadal są Moskwa i Berlin.
Kraje Skandynawskie stanęły też w zupełnej prawdzie na temat swej przeszłości i nie ma dziś sytuacji, że któryś z krajów blokuje sąsiadowi dostępu do badań, archiwów, studiów nad zabytkami czy choćby tymi łupami wojennymi.
NA ŚRODKU
I teraz przejdę do Europy Środkowej i Wschodniej.
Po upadku Powstania Styczniowego w roku 1864, po przegraniu ostatniej wojny prowadzonej przez narody I Rzeczpospolitej z zaborcą okupującym 82% tejże I Rzeczpospolitej – Rosją – carska Ochrana dojeżdża przegranych realizacją zasady divide et impera i zawiązując ruchy nacjonalistyczne w Kownie, Kijowie i Warszawie. Ciekawe, że Ochrana uznaje tereny dzisiejszej Białorusi za wystarczająco zrusyfikowane, a tereny dzisiejszej Łotwy nadto oddalone od żywiołu polskiego czy rzeczpospolitańskiego. Dzięki temu po 160 latach to właśnie Łotysze i Białorusini bez problemów podchodzą do wspólnej przeszłości, a przybyszów z Polski traktują jak przyjaciół i bratni naród dawnej wspólnej ojczyzny.
Nie mają też problemów z należytym zachowaniem w Krakowie czy Warszawie. Na Litwie przeszliśmy przez 30-letni, jednopokoleniowy, czyściec, w którym organoleptycznie trzeba było wysprawdzać, że Polacy ani Litwini nie gryzą, nie są niebezpieczni, że możemy przebaczyć sobie Pogrom Kowieński czy zajęcie Wilna.
Ukoronowaniem tego przepracowania problemów w relacjach był pogrzeb Bohaterów Powstania Styczniowego na wileńskiej Rossie z udziałem państwowych delegacji z Polski i emigracyjnych władz Białorusi w 2019 roku.
Oczywiście pełnoskalowa inwazja Moskwy na Ukrainę wywołała ducha Rzeczpospolitej i Polacy a także Litwini stanęli w obronie Ukraińców i ich niepodległości jakby to była najważniejsza rzecz na świecie. Oczywiście Polska stała się nie tylko pierwszym ratownikiem, domem milionów uchodźców, ale i głównym krajem tranzytowym pomocy militarnej i humanitarnej dla walczącej Ukrainy. Pięknym paradoksem, który ilustruje stosunek Polaków do Ukraińców było zaangażowanie rodzin kresowych w pomoc dla Ukraińców.
Śp. ks. Isakowicz-Zaleski…
…kojarzony na Ukrainie z ględzeniem o Wołyniu przyjął natychmiast setkę uchodźców, tyle ile był w stanie pomieścić założony przez niego ośrodek. Nagle potomkowie Wołyniaków zmienili się w Samarytan. Rany i pamięć o rezunach zeszły na dalszy plan – jesteśmy by Wam pomagać, człowieczeństwo i pamięć I Rzeczpospolitej kazało ratować ofiary moskiewskiej agresji.
Nawet gdy prezydent Ukrainy bluzga przeciwko mej Ojczyźnie. Taki paradoks, że w czasie gdy po raz pierwszy byłem na dołku za demonstrację przed konsulatem rosyjskim w Krakowie prezydent Ukrainy śpiewał nadal pieśni pionierskie na cześć Lenina w Krzywym Rogu. Czy to jest mój paternalizm?
Nie widzę żadnego…
…paternalizmu w stosunku Polaków – przynajmniej siebie i znanych mi rodaków – do Ukraińców. Widzę coś zupełnie innego – wzajemne traktowanie się jak gdyby granice powojennej Polski gdzieś odwieszono na bok. Z jednej strony są Polacy patrzący na Ukraińców jak na mieszkańców naszych Kresów, z drugiej strony Ukraińcy patrzący na Warszawę i Kraków jak na zachodnie miasta ich ojczyzny, a przy okazji na polskich Łemków jak na Ukraińców. A na to nakłada się jeszcze wzajemne postrzeganie się jak para rozwiedzionych ludzi – dużo wyrzutów, ślepota na dobro, łapanie się wzajemne za słówka, kłótnie o majątek czy dziedzictwo, przemilczanie krzywd to znów ich wyolbrzymianie.
Może zdystansujcie się trochę Bracia Ukraińcy i uznajcie, że macie swój własny kraj i, że ten kraj musicie obronić sami. Będziemy pomagać, ale nie wywalczymy go za Was.
We wspomnieniach mego dziadka, uczestnika Wyprawy Kijowskiej 1920 roku zachowała się smutna pamięć pasywnych ukraińskich chłopców, którzy nie chcieli walczyć o swój kraj w szeregach Petlury – po co, wszak Polacy wyzwolili od bolszewików Kijów – po co walczyć, przecież za Rosji nie było najgorzej, będzie dobrze, choćby za Rosji.
A potem przeżywali albo i nie Wielki Głód – Hołodomor. Pamięć dziadków każe wspomnieć, że uciekinierom przed Wielkim Głodem na Podolu pomagał polski KOP i Polacy z Czortkowa i miejscowości wzdłuż granicy, ale nie pomagali im PRZENIGDY Ukraińcy wietrząc w wychudzonych i wycieńczonych rodakach-uchodźcach wyłącznie szpiegów.
Nadal wspieram Ukrainę i jej walkę z moskalem-agresorem, a w głębi duszy marzę o relacjach polsko-ukraińskich jak o relacjach norwesko-duńskich czy norwesko-szwedzkich, albo duńsko-szwedzkich. Może dźwignijcie własne winy Bracia Ukraińcy i nie oskarżajcie o swe niedole Polaków, którzy zawsze Was mimo wszystko wspierali.
Nicolas de Orlince

Na zdjęciu głównym, Oslo: Tygrys z brązu – rzeźba Eleny Elgensen
Fot. Renata Szpyra
































Znakomite. Nic ująć, a dodać może tyle, że rym: „Pruski, ruski i rakuski” powinien być w Legnicy szczególnie nagłaśniany. Tu oto propaguje się małomoskiewskość bardzo nachalnie, a Prusakom dedykuje nazwy ulic. Co za upadek!