Mędrcy świata

0
1396

Podczas narady czarodziejów u Elronda w Rivendell w filmowej wersji Hobbita Petera Jacksona Saruman, czarodziej, który przejdzie na stronę Mordoru, usiłuje wykpić troskę Gandalfa wspierającego wyprawę Thorina pod Erebor. Saruman utrzymuje, że trwa pokój, pierścień, od którego zależy los świata, przepadł ostatecznie, znaków rozpoznanych przez Radagasta i Gandalfa nie chce uznać za zapowiedzi nadchodzącej katastrofy, a wyprawę krasnoludów uznaje za szkodliwą.

Nawet ostrze Morgulu, oczywisty dowód odrodzenia się zła, nie jest w stanie przekonać Sarumana
o zbliżającym się kataklizmie. Saruman uchodzi za numer jeden wśród czarodziejów. Jego postawa i brak rozumienia znaków może być rozpoznana jako sygnał, że mędrców niekiedy opuszcza rozum.
Albo coś gorszego. Peter Jackson zapowiedział tą sceną zdradę Sarumana, który rozpęta wojnę przeciw hobbitom, elfom i ludziom wszystkich królestw opowiedzianą następnie we Władcy pierścieni.

Obrazy słabości…

…i krótkowzroczności Sarumana przychodzą do głowy, gdy czyta się stary już dzisiaj dosyć tekst Ryszarda Kapuścińskiego Wojna czy dialog? (Znak, październik 2002r.), w którym usiłował podważyć koncepcję zderzenia cywilizacji Samuela Huntingtona. Dowodząc, podobnie jak Saruman w filmie Jacksona, że trwa stan korzystnej równowagi, bezpiecznego i pewnego pokoju.
Tekst napisany po 11 września 2001 roku. Rozpoczął się od stwierdzenia o świecie, w którym wszyscy czujemy się zagubieni. Atak na WTC miał ten stan zagubienia uświadomić i zainicjować: żyliśmy oto w ułudzie równowagi, pewności i bezpieczeństwa.
Lecz prawda okazała się inna – napaść Al Kaidy na USA ujawniła ją w straszny sposób.
Napisał Kapuściński takie zdanie: Gdyby cywilizacje rzeczywiście pozostawały w stanie zderzenia, to 6 miliardów ludzi brałoby teraz udział w jakiejś monstrualnej i apolitycznej wojnie, a przecież nic takiego się nie dzieje. 99% mieszkańców świata żyje w pokoju – lepiej lub gorzej, ale jednak w pokoju.
Czy była to tylko naiwność, czy celowe mącenie w głowach ludziom?
Konfrontacyjnej i wydumanej koncepcji zderzenia przeciwstawia Kapuściński inną. Rzeczywistą, rzekomo i twórczą. Oto ona: Współczesna Europa kontynentalna wskazuje, że kontakty międzycywilizacyjne wcale nie muszą prowadzić do konfrontacji, ale przeciwnie są źródłem owocnej i pożytecznej współpracy.


Wydarzenia…

…jednak spod dwu dat pokazują, jeśli nie ślepotę, to jakieś nie do końca jasne intencje autora tych słów. Pierwsza data – 4 września 2015 roku i słowa Angeli Merkel Wir schaffen das.
I druga, bliska tamtej – Sylwester 2015 roku. Noc, która zmieniła Niemcy – jak donosiła DW: Setki mężczyzn, wiele rąk na pośladkach, piersiach, w torbach, palce wpychane między nogi, zdzierane z ciała ubrania.
Kolejne zdarzenia z Europy, które były następstwami tego niemieckiego Damy radę, pokazują wartość koncepcji propagowanych przez Kapuścińskiego w 2002 roku. Aż do dnia dzisiejszego z wiadomymi wypadkami tak na wschodniej jaki i zachodniej granicy RP. Oraz innych miejscach Europy.
W tytule swojej potyczki z Huntingtonem Kapuściński stawia pytanie sugerujące odpowiedź: Wojna czy dialog? Teza, którą usiłuje obronić, brzmi następująco Siłą najbardziej zapalną, agresywną i niszczycielską okazuje się w naszej epoce zderzenie wszelkiego typu nacjonalizmów wewnątrz tych samych cywilizacji.
Badanie zawartości przesłanek powoływanych do wsparcia powyższego stwierdzenia byłoby nadzwyczaj nużące. Bardziej interesującymi zabiegami są w dyskursie Kapuścińskiego dość przejrzyste operacje na języku.

Bój z koncepcją…

…Huntingtona opiera na niejasnościach w rozumieniu centralnego pojęcia: cywilizacji: Słowo to inaczej rozumie Anglik, a zupełnie inaczej Niemiec.
Jest zapewne sporo racji w tym stwierdzeniu, ale skierowanie uwagi na wieloznaczność cywilizacji odwraca uwagę od innego – równie wieloznacznego pojęcia nacjonalizm użytego w przytoczonym fragmencie. Pierwsze skojarzenia związane z nacjonalizmem przeważnie kierują uwagę na III Rzeszę i następstwa rządów Hitlera. Ale skojarzenia historyczne współistnieją współcześnie z aktualnym rozumieniem pojęcia. Prawo i Sprawiedliwość – partia kierowana przez Jarosława Kaczyńskiego w zachodnioeuropejskiej publicystyce określana jest właśnie jako partia nacjonalistyczna.
Czy należy włączać te nazistowskie konotacje, gdy czyta się aktualne teksty z Guardiana o nacjonalizmie w polskiej polityce?
Inna operacja polegała na zakwestionowaniu przydatności pojęcia cywilizacja i podkreśleniu kłopotliwej wielości jej definicji. I zaraz po tym przywołana została nazwa krzyżująca kryteria geograficzne z religijnymi dla wskazania przykładu jednej z ostatnich wojen XX wieku w b. Jugosławii: cywilizacja bałkańsko-chrześcijańska. Która, ściśle biorąc, nie jest u Huntingtona nazwą cywilizacji, lecz określeniem miejsca, w którym starły się cywilizacje islamska, prawosławna i zachodnia.
Taki kiks.

Kolejną żonglerkę…

…pojęciami wykonał Kapuściński wprowadzając do swoich rozważań o wojnie i dialogu przykład konfliktu o Kaszmir między Indiami i Pakistanem z 1947 roku. Zasugerował tu agresywność cywilizacji hinduistycznej (wymordowali kilka milionów swoich muzułmańskich pobratymców) usiłując (chyba?) wzbudzić tym sposobem współczucie dla jej ofiar.
O islamie samym natomiast nie udało się Kapuścińskiemu napisać krytycznie czegokolwiek, zaś Al Kaidę opisał, niejako zastępczo, przywołując nie wiadomo czyją opinię, że jest to ruch, który działa wewnątrz samego islamu i którego celem jest zniszczenie rządzących światem muzułmańskim skorumpowanych rządów. A atak na WTC miał być w tej koncepcji wciągnięciem Ameryki w ten wewnętrzny konflikt.
Tak. Tak właśnie napisał.
Jak czytamy, koncepcje Huntingtona ostro krytykowali tacy badacze jak Edward Said (autor Orientalizmu – pracy niemożliwie grubej i trudnej do czytania ze względu na uporczywe lamentacje nad Orientem i utyskiwanie nad Okcydentem), którego echa pobrzmiewają wyraźnie w tekście Kapuścińskiego czy przywoływany w Piastowskiej z 4 września 2023 roku Robert Kaplan (Książka o polityce). Wojna czy dialog? to jakieś przypisy ledwie do tamtych naukowców.

Uwagi…

…powyższe, którym Ryszard Kapuściński, gdyby żył – z pewnością nie zechciałby poświęcać nawet chwili, powstały z powodów dwóch.
Pierwszym jest nieustający podziw dla dzieła J.R.R. Tolkiena, który pisząc całkiem prywatną książkę dla własnych dzieci, stworzył prawdziwą i uniwersalną opowieść o tryumfie drobiazgów i codziennych uczynków zwykłych ludzi nad złem.
Drugim – nie napaść zgoła na cesarza reportażu, bo – po co?, lecz próba zwrócenia uwagi na wagę słów wypowiadanych publicznie, ogłaszanych pod znaną marką.
Również dzisiaj, zwłaszcza dzisiaj, wypowiadanych przez takich, którym zdaje się, że wszystko pojmują najlepiej i z tego tytułu uzurpują sobie jakieś szczególne prawa i przywileje.
Cóż – nie każda głowa siwa mądra bywa – jak przysłowie mówi.

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię