Kap, kap, płyną łzy…

0
426

Kap, kap, płyną łzy…

Żuraw łykał żurawinę,
Więc miał bardzo kwaśną minę

(J.B.)

Po raz kolejny rozczulił mnie Grzegorz Żurawiński wpisem na swoim FB. Naprawdę. Oczekiwałem dwóch tekstów, ale dobry i ten jeden. Dotyczy tematu, któremu poświęciłem własny tekst o księciu Henryku.

Najpierw tym rozczulił, że popadł w szok Pan Grzegorz z powodu, jak napisał – usunięcia z podstawy programowej strzępka historii w postaci wzmianki chociaż z Kodeksu lubinskiego poświęconego św. Jadwidze.

Się zapytam…

…retorycznie, rzecz jasna – a czego to się spodziewano po tej władzy ultranowoczesnej, postempowej, wietrzącej sztucznymi przeciągami zatęchłe kruchty i pleśniejące lochy? Zapowiadającej wymiatanie wstecznictwa i zabobonu? Która ogłosiła nowoczesnymi usty posła Nitrasa i realizuje z zapałem ociosywanie katolików? Kto latami wspierał tę właśnie władzę, te właśnie poglądy, takich właśnie czynowników jak pani Basia i pani Kasia?
No, powiedz – kto?

Ciekawym…

…tak z innej mańki, ale nie całkiem z powyższym bez związku – czy Grzegorz Żurawiński śpiewał w chórze antyHiTowców, czy też o profesorze Roszkowskim miał jakiś solowy kuplet?
Więc teraz szok?
Łza się w oku kręci pierwsza.
Nie tak bardzo strasznie dawno czytałem ręką Grzegorza Żurawińskiego napisane zdanie o księciu Henryku, którego główną zasługą było to, że stracił głowę i trafił na karty kronik królewskiego dyplomaty Jana Długosza.

Trudno uwierzyć, że od czasu napisania tej prześmiewczej frazy, po latach pięciu ledwie, ta sama ręka pisze o najpotężniejszym z piastowskich władców w rozbitej dzielnicowo Polsce i potencjalnym kandydacie do korony.
Dokształt był jakiś czy wiatry inne zawiały?
Drugą zatym ślozę ocieram.

I trzecia już po jagodach płynie mych na myśl, iż władze miasta miałyby na ten upadek nauki reagować w Pana Grzegorza pojęciu. Te to władze, które o pomniku księcia Henryka i słyszeć nie chcą, a z pomysłów na realizację jawnie drwią.
Te to? Te?
Czekamzakończył swoje poruszające wystąpienie Grzegorz Żurawiński.

No, ciekawe, ile sobie daje czasu myślę sobie i łzę ocieram czwartą.
Biedny!

Ja też czekałem

Myślałem sobie, że skoro tak zajadle wypisuje o surowych, acz słusznych zmianach we wrocławskiej telewizji to, z gildią gryzipiórków silnie związany (emeryt, a pióra z ręki nie puszcza – ot!), napisze coś o wizycie panów milicjantów w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza. Prawy czy lewy – też pismak, spod tegoż jednego herbu Kałamarz rycerz wszakże.
A tu nic.

Nic i nic.

Łzę ronię na myśl przeto, że kiedy łzy lać tu by trzeba, to takie nic i nic.

No, ale nic. Łzę ocieram.
Jean Baptiste Poquelin jako Molier znany bardziej komedię onegdaj napisał zatytułowaną George Dandin ou le Mari confondu.
Tam-ci to złożył słowa cenne, choć gorzkie: Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dandin (nazwiska nie przetłumaczę z wrodzonej delikatności).
Voilà!

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię