Kap, kap, płyną łzy…
Żuraw łykał żurawinę,
Więc miał bardzo kwaśną minę
(J.B.)
Po raz kolejny rozczulił mnie Grzegorz Żurawiński wpisem na swoim FB. Naprawdę. Oczekiwałem dwóch tekstów, ale dobry i ten jeden. Dotyczy tematu, któremu poświęciłem własny tekst o księciu Henryku.
Najpierw tym rozczulił, że popadł w szok Pan Grzegorz z powodu, jak napisał – usunięcia z podstawy programowej strzępka historii w postaci wzmianki chociaż z Kodeksu lubinskiego poświęconego św. Jadwidze.
Się zapytam…
…retorycznie, rzecz jasna – a czego to się spodziewano po tej władzy ultranowoczesnej, postempowej, wietrzącej sztucznymi przeciągami zatęchłe kruchty i pleśniejące lochy? Zapowiadającej wymiatanie wstecznictwa i zabobonu? Która ogłosiła nowoczesnymi usty posła Nitrasa i realizuje z zapałem ociosywanie katolików? Kto latami wspierał tę właśnie władzę, te właśnie poglądy, takich właśnie czynowników jak pani Basia i pani Kasia?
No, powiedz – kto?
Ciekawym…
…tak z innej mańki, ale nie całkiem z powyższym bez związku – czy Grzegorz Żurawiński śpiewał w chórze antyHiTowców, czy też o profesorze Roszkowskim miał jakiś solowy kuplet?
Więc teraz szok?
Łza się w oku kręci pierwsza.
Nie tak bardzo strasznie dawno czytałem ręką Grzegorza Żurawińskiego napisane zdanie o księciu Henryku, którego główną zasługą było to, że stracił głowę i trafił na karty kronik królewskiego dyplomaty Jana Długosza.
Trudno uwierzyć, że od czasu napisania tej prześmiewczej frazy, po latach pięciu ledwie, ta sama ręka pisze o najpotężniejszym z piastowskich władców w rozbitej dzielnicowo Polsce i potencjalnym kandydacie do korony.
Dokształt był jakiś czy wiatry inne zawiały?
Drugą zatym ślozę ocieram.
I trzecia już po jagodach płynie mych na myśl, iż władze miasta miałyby na ten upadek nauki reagować w Pana Grzegorza pojęciu. Te to władze, które o pomniku księcia Henryka i słyszeć nie chcą, a z pomysłów na realizację jawnie drwią.
Te to? Te?
Czekam – zakończył swoje poruszające wystąpienie Grzegorz Żurawiński.
No, ciekawe, ile sobie daje czasu – myślę sobie i łzę ocieram czwartą.
Biedny!
Ja też czekałem
Myślałem sobie, że skoro tak zajadle wypisuje o surowych, acz słusznych zmianach we wrocławskiej telewizji to, z gildią gryzipiórków silnie związany (emeryt, a pióra z ręki nie puszcza – ot!), napisze coś o wizycie panów milicjantów w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza. Prawy czy lewy – też pismak, spod tegoż jednego herbu Kałamarz rycerz wszakże.
A tu nic.
Nic i nic.
Łzę ronię na myśl przeto, że kiedy łzy lać tu by trzeba, to takie nic i nic.
No, ale nic. Łzę ocieram.
Jean Baptiste Poquelin jako Molier znany bardziej komedię onegdaj napisał zatytułowaną George Dandin ou le Mari confondu.
Tam-ci to złożył słowa cenne, choć gorzkie: Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dandin (nazwiska nie przetłumaczę z wrodzonej delikatności).
Voilà!
Adam Kowalczyk































