Domowe czy bez domowych

0
393

Parlamentarno-samorządowa rywalizacja nieco wyciszyła burzliwą dyskusję nad kwestią zadań domowych w szkołach, choć trzeba przyznać, że od kwietnia w szkołach podstawowych już nastąpiły zmiany. Po wakacjach zapewne temat znowu pojawi się w mediach. Czy brak zadań domowych to zagrożenie dla poziomu edukacji naszych latorośli? Czy szkoła stanie się „fabryką leni”? Najlepiej zadać to pytanie praktykom z Legnicy, którzy od… trzech lat realizują taki program.

Wśród szkół realizujących od trzech lat pilotażowy program „Szkoły bez zadań domowych” jest legnicka „jedynka”.

– Początek nie był łatwy – mówi Dariusz Lisowski, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 w Legnicy. – Przyszedłem z projektem na radę pedagogiczną. Oczywiście z obawami, jak zareagują koleżanki i koledzy. Dyskusja wcale nie była oczywista. Opinie były tak mniej więcej pół na pół. Argumentowałem, tłumaczyłem, jak ja to widzę, jak to zrobić i Rada Pedagogiczna jednogłośnie wyraziła zgodę, aby na okres próbny, nawet na jeden semestr, projekt wdrożyć do naszej placówki. Po kilku miesiącach mieliśmy wyciągnąć wnioski, czy kontynuować pilotaż czy wracamy do zadań domowych. Okazało się, że kolejne przedłużenie tego projektu przeszło bez żadnych oporów. I takiej ocenie cały czas projekt jest poddawany. Zadowoleni byli nauczyciele, rodzice i dzieci. Skończyły się narzekania rodziców w stylu: „musimy siedzieć wieczorami, odrabiać, pomagać…”. Jasne, że inaczej wygląda to w klasach młodszych, a inaczej w starszych. Starsi robią wiele rzeczy samodzielnie. I brak „przymusowych” zadań domowych znacznie wzmocnił samodzielność.

Radość

– Dzieci z dużą radością przyjęły wiadomość o wprowadzeniu programu – mówi Katarzyna Dzwonkowska, wicedyrektor szkoły, nauczycielka historii, języka polskiego. – W klasach 4-8 wyglądało to w ten sposób, że zadania domowe zadawane są raz w miesiącu, a wszystkie inne mogą być zadawane dla chętnych. Chcieliśmy, żeby te zadania domowe stały się dla uczniów przyjemnością, która będzie rozwijała ich zainteresowania, która pomoże i może poprawić oceny. Jak były one obowiązkowe, to wielu uczniów ich nie robiło i dostawało z tego tytułu też złe oceny. A teraz, gdy uczeń chce sobie poprawić ocenę z jakiegoś przedmiotu, to sam podejmuje decyzję. Oczywiście przez pierwsze miesiące chętnych do jakiejkolwiek nauki w domu było niewielu. Z czasem młodzi ludzie docenili zaufanie i możliwość większej samodzielności.

Zaczęli kalkulować: „ja bym chciał poprawić ocenę, a może bym chciał coś więcej?”. I wtedy sami przychodzili z inicjatywą, że coś by chcieli zrobić poza lekcjami. Jest prawidłowość: im starsza klasa, tym większa inicjatywa młodych ludzi. To kwestie indywidualne. Każdy ma swój osobisty poziom ambicji jeśli chodzi o szkolne wyniki. Ktoś chce sobie poprawić jedynkę na dwójkę, a inny, planujący naukę w bardziej wymagającej szkole średniej, bierze się do pracy, bo woli piątkę od czwórki.

Przyjaźnie

– Doceniamy samodzielność i inicjatywę uczniów – podkreśla Katarzyna Dzwonkowska. – Za nieobowiązkowe zadanie domowe nie stawiamy oceny niedostatecznej. Jeśli zdarzy się, że jest coś zrobione nieprawidłowo, to proszę, żeby poprawił zadanie, jeszcze raz je przyniósł jeśli chce ocenę. Podkreślam, że te zmiany to wsparcie nauki samodzielności. Bez przesady powiem, taki poziom samodzielności był do tej pory wymagany dopiero na poziomie studiów. Po trzech latach mamy około pięćdziesięciu procent dzieci, które regularnie pracują po szkole. Motywacje są różne, ale najważniejsze, że nikt uczniów do tego nie zmusza. Stawianie jedynek za brak zadań domowych nie był żadną motywacją. Przymus nie był tutaj dobrym narzędziem.

 

Najmłodsze

– Na początku przyznam, że dosyć ostrożnie podeszłam do tematu- mówi Anna Sondej, nauczycielka w klasach 1-3. – W najmłodszych klasach dzieci dopiero uczą się uczyć systematycznej pracy. Po trzech latach uważam, że był to dobry pomysł. Dlaczego? Dzieci w klasach młodszych są bardzo aktywne. One chętnie odrabiają zadanie dodatkowe. Lubią być chwalone i to jest podstawa. W klasach 1-3 nie ma stopni, tylko punkty.

Wiadomo, że dzieci nie są zwalniane ze wszystkich zadań, ponieważ szkoła bez zadań domowych polega na tym, że każdy przedmiot w edukacji wczesnoszkolnej jest to nauczanie zintegrowane, ale jednak jest edukacja polonistyczna, edukacja matematyczna, przyrodnicza, techniczna i tak dalej i tak dalej.

– Dziecko raz w miesiącu otrzymuje obowiązkowe zadanie i je wykonuje. Natomiast reszta jest dla chętnych. Jeśli chodzi o moje klasy, to 80% chętnie wykonuje zadania i jest to dla nich motywujące. Powtarzają materiał i o wiele szybciej osiągają założone przeze mnie cele. Dzięki temu, że jest szkoła bez zadań domowych, dzieci też mają szansę na rozwój własny, na rozwijanie własnych pasji – podkreśla Anna Sondej-. Chodzą na zajęcia taneczne, uczą się grać na instrumentach, chodzą na zajęcia sportowe. Poza tym też w naszej szkole jest szeroka gama zajęć pozalekcyjnych, które też te pasje dzieci rozwijają. Począwszy od sensoplastyki do zajęć w kole matematyczno-informatycznym, na którym dzieci uczą się programować. Tak, mówię o dzieciach z klas młodszych! Mamy zajęcia korekcyjno-kompensacyjne, dydaktyczno-wyrównawcze, logopedyczne, zajęcia z pedagogiem.

Rodzice zadowoleni, bo są odciążeni od obowiązkowych zadań. Teraz dzieci robią to, co rozwija ich zainteresowania. Podobnie jak w klasach starszych liczba chętnych do samodzielnej aktywności wzrasta z każdym rokiem. Zauważam też inną prawidłowość. Coraz więcej dzieci czyta książki. I chodzi o klasyczne książki drukowane, a nie na monitorze komputera czy telefonu. Reasumując: jest nadzieja w młodych ludziach, którzy naprawdę wiele potrafią. Tylko trzeba w nich uwierzyć.

 

Dyskutowali

Przed wprowadzeniem w skali całego kraju „szkół bez zadań domowych” politycy gwałtownie, szczególnie w kampanii parlamentarnej spierali się o słuszność tej „rewolucyjnej” zmiany. „Szkół bez zadań domowych” przed wprowadzeniem ogólnopolskiego projektu w naszym kraju było sporo, ale czy jakikolwiek polityk odwiedził którąś z nich, aby zobaczyć projekt w praktyce?

– Do nas nikt nie zadzwonił – odpowiada krótko dyrektor Lisowski.

 

Nauczyciel nie zadaje uczniowi:

W klasach I–III

pisemnych prac domowych, z wyjątkiem ćwiczeń usprawniających motorykę małą.

praktyczno-technicznych prac domowych – do wykonania w czasie wolnym od zajęć dydaktycznych.

Ćwiczenia usprawniające motorykę małą są obowiązkowe dla ucznia i nauczyciel może je oceniać. Jakie to ćwiczenia? Chodzi o zadanie polegające na rozwijaniu umiejętności ruchowych dłoni – na przykład kolorowanie, modelowanie z plasteliny, wycinanie kolorowego papieru itp.

W klasach IV–VIII

Nauczyciel może zadać uczniowi pisemną lub praktycznotechniczną pracę domową do wykonania w czasie wolnym od zajęć dydaktycznych, z tym, że nie jest ona obowiązkowa dla ucznia, a uczeń może za nią dostać ocenę, jeżeli ta ocena mu odpowiada. W takiej sytuacji nauczyciel sprawdza wykonaną przez ucznia pisemną lub praktyczno-techniczną pracę domową i przekazuje mu informację, co uczeń robi dobrze, co i jak wymaga poprawy oraz jak powinien dalej się uczyć.

Nowe przepisy nie oznaczają zniesienia obowiązku uczenia się w domu.

 

 

Marek Szpyra

Fot. Marek Szpyra

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię