Demarsz

0
839

W démarche wytworzonym ostatnio w MSZ RP i przekazanym Javierowi Domingo Fernándezowi Gonzálezowi, Szefowi Protokołu Dyplomatycznego Stolicy Apostolskiej pojawia się tak dużo nadużyć, że niełatwo jest ustalić, które potknięcie jest naczelne, a które podrzędniejsze.

Chyba najłatwiej zacząć od tej fałszywej w istocie dyplomatycznej pozy, jaką wykonano tu kilkakrotnie: prosimy o zaprzestanie ingerencji, uprzejmie sugerujemy, pragniemy również zwrócić uwagę.

Można powiedzieć, że nareszcie Platforma Obywatelska przyjęła właściwe formy i od bredzenia o opiłowywaniu przeszła do należytego języka i odpowiedniego stosunku do odbiorcy.

Oczywiście…

– to tylko poza – o uprzejmości polityków PO wobec Kościoła mówić jednak nie sposób. Chyba, że jest to ksiądz Sowa lub ojciec Gużyński, bo pewnie już dla Augustyna Pelanowskiego, na przykład – zapewne tego rarytasu by zabrakło.
Oczywiście – to tylko buta: uprzejme sugerowanie to domaganie się kar, jakich sam minister spraw zagranicznych czy też premier – nałożyć nie mogą. Prośba o zaprzestanie ingerencji to wezwanie: odwalcie się, a zwracanie uwagi to pospolite: pogięło was?

Donos MSZ do Watykanu próbuje wykorzystać ponadto autorytet Ewangelii.
Piszą nasi dyplomaci o przypowieści o miłosiernym Samarytaninie jako jednej z najbardziej emblematycznych i powszechnie rozpoznawalnych przypowieści odnoszących się do kluczowych tematów chrześcijańskich: miłości bliźniego, współczucia i miłosierdzia, a także przezwyciężania uprzedzeń.

Natychmiast…

…to zauważamy. Kto jak kto, ale ci którzy przetrzymywali księdza Olszewskiego przez siedem miesięcy pod wydumanym powodem, nie mają tytułu, aby powoływać się na miłosierdzie, współczucie czy miłość bliźniego. No, litości!
Zwraca uwagę w tym fragmencie i to, że miłość bliźniego, współczucie i miłosierdzie, a także przezwyciężanie uprzedzeń nazwano tematami.
To jednak coś innego niż wartości, w imię których się żyje i dąży do osiągnięcia życia wiecznego (tak stoi u Łukasza).
Dla uczonego w piśmie z przywołanej perykopy zagadnienie było tematem właśnie i tylko tematem – zagadnieniem oderwanym wrzuconym pod rozważanie na próbę. Nasze MSZ w swoim démarche również sili się na próbę, szachując Watykan przypowieścią, czym sugeruje uprzejmie, że biskupi są na bakier z Ewangelią.
Bardzo będziemy ciekawi reakcji Stolicy Apostolskiej. Bardzo.
To, że pojęcie nacjonalizmu użyte zostało w tekście démarche w znaczeniu wywiedzionym z historii III Rzeszy – to pewna (wzmianka o środowiskach nacjonalistycznych kończy ustęp, w którym pojawia się nazwa nieistniejącego w rzeczywistości Ruchu Obrony Pogranicza).
Zagranie z nacjonalizmem przejrzyste, niskie i wstrętne. Podobnych szalbierstw usiłuje się przywołując List Biskupów Polskich do Biskupów Niemieckich, czy zapisy Konkordatu lub utrzymując, że wypowiedziane zostały słowa, które godzą w fundamentalne zasady godności człowieka. Ciekawe, które to słowa?
Dziwne – że takiej gry próbuje się z dyplomacją Kościoła?

Mocno słabe…

…wydaje się usiłowanie wprowadzenie do tekstu démarche pojęcia mowy nienawiści.

Piszą w MSZ tak: 18 czerwca, obchodzony był Międzynarodowy Dzień Przeciwdziałania Mowie Nienawiści. Powoływanie się na takie postempowe wynalazki jak mowa nienawiści, wskazywanie Watykanowi w doczesnym kalendarzu jakiegoś dziwacznego świeckiego święta mocno nieostrego pojęcia jest próbą narzucenia Kościołowi nieakceptowalnego języka w nieakceptowalny sposób.

Porównać można Międzynarodowy Dzień Przeciwdziałania Mowie Nienawiści do Pomnika wdzięczności dla Armii Radzieckiej z legnickiego Placu Słowiańskiego.
Jedno (mowa nienawiści) i drugie (wdzięczności dla Armii Radzieckiej) – to jakieś wydumane byty.
Mowa nienawiści ma bardzo długą kartotekę niegodziwych nadużyć i zastosowań – najbliższe, rodzime – w działaniach pewnej babci albo ruchu kierowanym przez niejaką Martę L.
O innych można czytać między innymi w pracy przybliżanej Czytelnikom Piastowskiej w tekście Szaleństwo tłumów (Listopad 7, 2020).
Dalej – sugestie, żeby Kościół nie podejmował spraw codziennego życia swoich wiernych, nie wspierał ich – to przykład kompletnego niezrozumienia istoty Kościoła.

W końcu, choć to nie wszystko, pisanie dzisiaj o dobrych stosunkach polsko-niemieckich – to pokaz zupełnego odklejenia.

Czy to był na pewno dobry pomysł z tym demarszem?

Adam Kowalczyk

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię