Za chwilę tysiące młodych Polaków zasiądą w szkolnych ławkach, by zmierzyć się z egzaminem dojrzałości. Wszędzie, w Przemkowie, Legnicy, Złotoryi, Lubinie, Głogowie… Matura – przez jednych traktowana jako symbol wejścia w dorosłość, przez innych jako stresujący relikt minionej epoki. Wraz z rozpoczęciem kolejnego sezonu egzaminacyjnego warto postawić pytanie fundamentalne: czy w obecnych realiach polskiej edukacji matura nadal ma sens, czy też stała się przeszkodą w rozwoju młodych ludzi?
Polska szkoła od lat znajduje się w kryzysie. Widzą to nauczyciele, rodzice, uczniowie i eksperci. Spada liczba dzieci, a niż demograficzny jest faktem. Zamiast jednak wykorzystać tę sytuację do tworzenia mniejszych, bardziej przyjaznych szkół, wiele samorządów wybiera drogę najprostszą – likwidację placówek i tworzenie ogromnych molochów edukacyjnych. Powstają szkoły liczące setki, a czasem tysiące uczniów. Trudno w takich warunkach mówić o indywidualnym podejściu, wychowaniu czy realnym wsparciu dziecka.
W wielkich…
… placówkach uczeń często staje się numerem w dzienniku. Ginie relacja mistrz–uczeń, zanika więź z nauczycielem, a szkoła zaczyna przypominać instytucję przechowalniczą. Młodzież przychodzi, „odbębnia” godziny i wraca do domu bez pasji, bez motywacji, bez poczucia sensu nauki. Coraz częściej słyszymy, że uczniowie nie chcą się uczyć. Ale może problem nie leży w nich, lecz w systemie, który nie nadąża za współczesnym światem?
Wciąż funkcjonujemy w modelu pruskim – opartym na dyscyplinie, schemacie, dzwonkach, pamięciowym opanowywaniu materiału i podporządkowaniu. Ten model sprawdzał się w XIX wieku, gdy potrzebowano urzędników i robotników wykonujących polecenia. Dziś świat oczekuje kreatywności, samodzielności, współpracy, innowacyjności i odwagi myślenia. Tymczasem polska szkoła nadal często premiuje posłuszeństwo zamiast talentu.
Na tym tle matura jawi się jako symbol starego porządku. Egzamin standaryzowany, oparty na kluczu odpowiedzi, często mierzy nie tyle wiedzę, ile umiejętność trafienia w oczekiwania egzaminatora. Uczeń zdolny, myślący nieszablonowo, bywa karany za własne interpretacje. Z kolei osoba dobrze wyćwiczona w testach potrafi zdobyć wysokie wyniki bez głębszego zrozumienia tematu.
Warto więc zapytać: czy matura rzeczywiście jest najlepszym sposobem selekcji kandydatów na studia?
Coraz więcej…
… osób uważa, że nie. W wielu przypadkach sensowniejszym rozwiązaniem byłyby egzaminy wstępne organizowane bezpośrednio przez uczelnie. To szkoły wyższe najlepiej wiedzą, jakich kompetencji potrzebują przyszli lekarze, inżynierowie, prawnicy czy artyści. Kandydat na politechnikę powinien wykazać się logicznym myśleniem i matematyką, a nie analizą poezji romantycznej. Przyszły dziennikarz powinien umieć pisać, argumentować i rozumieć świat, a nie tylko zaznaczać poprawne odpowiedzi w arkuszu.
Plusy ograniczenia lub likwidacji matury mogłyby być znaczące:
Po pierwsze – mniej stresu i presji. Dla wielu młodych ludzi matura jest jednym z najbardziej obciążających psychicznie momentów życia. Często niepotrzebnie urasta do rangi „egzaminu o wszystkim”.
Po drugie – większa sprawiedliwość. Egzaminy kierunkowe dawałyby szansę osobom utalentowanym w konkretnej dziedzinie, nawet jeśli nie błyszczą ze wszystkich przedmiotów.
Po trzecie – koniec nauki pod test. Szkoły mogłyby skupić się na realnym rozwoju ucznia, a nie na tresurze pod arkusze egzaminacyjne.
Po czwarte – więcej autonomii uczelni. Uniwersytety i politechniki same decydowałyby, kogo chcą przyjąć i według jakich kryteriów.
Po piąte – odkrywanie talentów. Nie każdy geniusz matematyczny jest dobry z języka polskiego, tak samo jak przyszły artysta nie musi być mistrzem chemii.
Oczywiście likwidacja…
…matury nie rozwiąże wszystkich problemów. Polska szkoła potrzebuje głębokiej reformy. Potrzebuje odpolitycznienia, stabilności i szacunku dla nauczyciela. Pedagog nie może być urzędnikiem wykonującym kolejne rozporządzenia ani zakładnikiem ideologicznych sporów. Powinien być autorytetem, dobrze opłacanym specjalistą, mającym swobodę działania.
Potrzebujemy też powrotu do małych, lokalnych szkół – szczególnie w mniejszych miastach i na wsiach. Tam łatwiej budować wspólnotę, szybciej reagować na problemy ucznia, współpracować z rodzicami i tworzyć bezpieczne środowisko wychowawcze. Wielkie molochy mogą być tańsze w Excelu, ale często droższe społecznie.
Niepokój budzi także coraz częstsza narracja, że nauczyciela można zastąpić „edukatorem”, trenerem kompetencji albo sztuczną inteligencją. Nowe technologie są potrzebne, lecz nigdy nie zastąpią relacji człowiek–człowiek. Dziecko potrzebuje przewodnika, nie tylko ekranu.
Siła narodu…
… zawsze tkwiła w wychowaniu i edukacji. Państwo, które zaniedbuje szkołę, osłabia własną przyszłość. Polska potrzebuje szkoły nowoczesnej, ale zakorzenionej w wartościach. Szkoły uczącej myślenia, odpowiedzialności i miłości do Ojczyzny.
Czy któryś polityk to zrozumie? To pytanie pozostaje otwarte. Jedno jest pewne – bez ratowania polskiej szkoły nie będzie silnej Polski. A matura, choć dziś jeszcze obowiązkowa, coraz częściej jawi się nie jako symbol dojrzałości, lecz jako symbol systemu, który wymaga pilnej naprawy.
Tomasz Kuncik
Radny Przemkowa































