Broda

0
792

Starcia legnickiego posła PO w studio telewizyjnym TVP Info tracą już na ostrości i żeby nie wiadomo jak dziwacznie wypowiedział się na temat armii, Putina albo pożądanej zieloności świata, trudno będzie mu przeskoczyć samego siebie z lat wcześniejszych, gdy jego wypowiedzi na rynku publicystycznym i politycznym były zadziwiającą nowością. O których czasami tu pisało.


Doradzałbym kolejny krok, który mógłby, na krótko, zadziwić widzów: zapuszczenie brody przez posła Kropiwnickiego. Zadziwić i odświeżyć w takim komputerowym znaczeniu – zaktualizować, aby mieć najnowszy ogląd jego osoby przed oczami.

Brody pojawiły się na twarzach posła Neumanna, posła Kosiniaka–Kamysza i dobrze im zrobiły.
Gdy pani Kosiniakowa wezwała męża na mównicę słowami Chodź tygrysie!, pewnie nie tylko ja jeden uniosłem brwi. Taka mocna ksywka zestawiona z poczciwością bijącą z twarzy (bez brody), zachowań i wypowiedzi pana posła ludowego oraz trudnym do uchwycenia czy lepiej – łatwym do zobaczenia jego brakiem właściwości – to czysta antylogia, sprzeczność doskonała.
Oksymoron idealny.
Podobnie z posłem Neumannem. Dzisiaj jego nazwisko kojarzy się głównie z doktryną nazwaną jego nazwiskiem, mówiącą, że jak będziesz w Platformie, to do krwi ostatniej, a jak wyjdziesz …itd.
Ale gdy pokazują pana Neumanna w telewizorze, to ta twarz (z brodą), to zupełnie nie tamten łysawy poseł głoszący swoje koncepcje.
Broda robi.
Kojarzy się z mędrcem, starością, doświadczeniem. Gość z brodą wie, co mówi.
Ale w wypadku obu panów – broda jest kamuflażem, który potrafi zamaskować znane i niefajne, i wytwarza wizualny zamiennik osoby. Lepszy.
Awatar.
Więc, gdyby legnicki poseł Platformy brodę zapuścił, jego wizerunek mógłby zyskać. Przynajmniej na trochę. Chcąc, nie chcąc, wymusiłby tym reloading, który mógłby pomóc zobaczyć go jakby na nowo.
Broda daje szansę na powtórne pierwsze wrażenie!
Tak sobie myślę, nie tylko z powodu wizerunku pana posła, jaki dostajemy w telewizorze.
Ten jest zdecydowanie niekorzystny, gdy pan poseł wtrąca się lub przekrzykuje z kimś, z kim się nie zgadza. Po występie w niedzielę 26.02.23 naszła mnie myśl, że pozycja, jaką mu się przypisuje w Legnicy jest mocno przesadzona (głównie w środowisku jego wyborców gromadzących się przy teatrze). I nie chodzi nawet o to popatrywanie wprost w kamerę po kolejnym starciu z posłem Andruszkiewiczem, jakby szukał aprobaty dla swojej postawy wśród widzów, elektoratu a może nawet partyjnych szefów.
I to już robi się trochę nudne: takie droczenie się – byle na przekór, byle się postawić i drażnić.
Ostatnie i ciągle nie rozstrzygnięte zagadnienie: czy Teatr im. H. Modrzejewskiej dostanie kasę według starej Umowy między Prezydentem i Marszałkiem (1,5mln), czy według warunków jednostronnie podyktowanych Wrocławiowi przez legnicki Ratusz (1mln), kieruje uwagę na dość dawne dokumenty, które miały uregulować zasady finansowania THM.
Uchwałę Rady Miejskiej Legnicy oraz będącą jej następstwem – Umowę, którą według jednych Prezydent wypowiedział skutecznie (Ratusz), według innych (Województwo/Sejmik) – nie.

Paragraf drugi…

… Uchwały Nr XXXIII/290/08 Rady Miejskiej Legnicy z dnia 29 grudnia 2008 r. w sprawie przejęcia przez Samorząd Województwa Dolnośląskiego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy oraz prowadzenia go jako wspólną instytucję kultury
głosi, co następuje:
Teatr zostanie przejęty przez Samorząd Województwa Dolnośląskiego oraz prowadzony jako wspólna instytucja kultury z Miastem Legnica na warunkach określonych w umowie w sprawie przejęcia Teatru i prowadzenia go jako wspólną instytucję kultury. W umowie strony określą wielkość środków wnoszonych przez każdą z nich, niezbędnych do prowadzenia działalności przez Teatr oraz swoje uprawnienia odnośnie do treści statutu, powołania dyrektora, likwidacji instytucji, a także wskażą organizatora prowadzącego rejestr Teatru.
Cytowana Uchwała powstała 29 grudnia 2008 r. podczas, gdy Radą Miejską kierował radny Robert Kropiwnicki i to jego podpis widnieje pod jej tekstem.
Można domyślać się, że Uchwałą tą wspierano teatr, który, według Raportu o relacjach miasta Legnicy z Teatrem Modrzejewskiej w Legnicy wytworzonego przez Dyrektora Jacka Głomba
2 listopada 2010 roku, dostawał dodatkowe środki od miasta Legnicy przyznane głównie przy sprzeciwie radnych popierających Prezydenta w wysokości:
2007r. – 220tys., 2008r. – 300tys., 2009r. – 200tys., 2010r. – 100tys.
Jednak dostawał.
Umowa atoli, która poszła za Uchwałą nie miała ratować teatru. W jej preambule czytamy o czymś nieco innym, jakby wyższym:
Mając na uwadze konieczność podniesienia merytorycznych i organizacyjnych możliwości Teatru, poprzez zapewnienie rzeczonemu Teatrowi środków do realizacji wyzwań artystycznych, strony niniejszej umowy postanawiają, co następuje.
Mówi się więc o podniesieniu możliwości, o artystycznych wyzwaniach, nie zaś o ratunku przed upadkiem. Ten wstęp do Umowy czyta się jak dokument regulujący finansowanie instytucji, która nie ma się źle. Choć pewnie, z drugiej strony – nie ma takiej kasy, która byłaby nadmiarem dla jakiegokolwiek teatru albo teatru, który by nie narzekał na jej brak.
Wracając do Uchwały, zauważa się, że cytowany paragraf drugi nie zawiera żadnych wskazań co do trybu odstąpienia od warunków przyszłej Umowy.
Jej paragraf 11. głosi:
Umowa może zostać rozwiązana przez każdą ze stron z zachowaniem sześciomiesięcznego okresu wypowiedzenia, ze skutkiem na koniec roku budżetowego, w którym mija okres wypowiedzenia.
Wprawdzie wśród wyliczonych treści Uchwały jest uwaga o uprawnieniu odnośnie (…) likwidacji instytucji (czyli teatru), ale o warunkach zmiany warunków Umowy samej mówi się w paragrafie 12. tylko tyle: Wszelkie zmiany Umowy wymagają pod rygorem nieważności zachowania formy pisemnej.
Pod Umową widzimy parafy Miasta Legnicy – czyli Tadeusza Krzakowskiego oraz Województwa Dolnośląskiego czyli Marszałka – Marka Łapińskiego (PO) oraz Wicemarszałka – Piotra Borysa (PO).
Jakoś daleko od brody posła Kropiwnickiego?
Może.
Ale zauważmy, że to właśnie jego partyjni koledzy ułożyli Umowę, której braki bezwzględnie wykorzystał Prezydent Krzakowski wypowiadając ją w formie pisemnej, z zachowaniem sześciomiesięcznego okresu wypowiedzenia – dokładnie tak, jak życzyli sobie jej platformerscy sygnatariusze.
Za samą Uchwałę natomiast odpowiada były już przewodniczący Rady Miejskiej Robert Kropiwnicki. Jej zaś treść była na tyle swobodna, że Ratusz legnicki znalazł w niej dogodną lukę prowadzącą do skutecznego wypowiedzenia następującej dalej Umowy z Marszałkiem.
Broda?
Mogłaby zamaskować niedoskonałości (któż ich nie ma!), które zaznaczają się jednak podczas wygłaszania filipik przez pana posła w telewizorze. I te inne także.
Dyrektor Jacek Głomb (też z brodą-małą), który latem przeszłego roku mówił pod parasolkami Ratuszowej o nienawiści w związku z wypowiedzeniem Umowy, zdaje się, zawdzięcza te kłopoty z budżetem teatru czemuś zupełnie innemu niż żywione wobec niego na Ratuszu uczucia.

Adam Kowalczyk


Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię