Listopadowy wypad naszego reportera, pisane niemal na żywo:
Podkręciło mnie, aby przylecieć do gruzińskiej stolicy LOT-em. Nie żałuję decyzji. Przelot w obie strony z Warszawy, koszt 870 zł z ubezpieczeniem.
Jak by to Wam powiedzieć – spodobało mi się w stolicy Gruzji. Do tego stopnia, ze chciałem wrócić dzień lub kilka później. LOT jest bezlitosny. Przebukowanie biletu powrotnego, koszt dużo ponad 1000 złotych. Na przyszłość mocno się zastanowię czy „latać Lotem”. Bowiem ileż to butelek wina mógłbym za to kupić, wypić i odpocząć… Ale do rzeczy
Stolica
TBILISI. Jej ulice tylko dla wysportowanych człekokształtnych… Nigdzie na świecie nie napotykałem tak zrujnowanych chodników, ulic. Na każdym kroku nierówności, albo schody lub schodki, albo dziura, z jeszcze jedną dziurą, ubytkiem kostki, drzewami po środku chodnika. Jednym.. słowem HORROR. Halloween pur w wydaniu spacerowym.
Ale wiecie co, wszystko ma swój urok. Moje zawroty głowy jeszcze przed degustacją win w różnych sklepach już sugerowały, że się nieźle nachlałem. Ja p….le, ile oni mają tych winiarskich salonów, sklepików, więcej niż u nas aptek na jednej ulicy w centrum. Oni nie chorują!!! Ich „apteki” są bogato zaopatrzone. Idąc deptakiem, po którym w spacerowym tempie poruszają się samochody, autobusy, wieloosobowe melexy z turystami czujesz się bezpiecznie.
Możesz spokojnie…
…przejść między jednym a drugim pojazdem a przyśpieszając kroku ominąć z lewej lub z prawej marudera. Ulice starego miasta pamiętają chyba czasy budowy piramid egipskich. Nic się nie robi. I dobrze. Podstawowa prędkość dozwolona 30, a ruchomości na drodze w tempie 5 km/h. I co, można bezpiecznie? Można (między jedną a następną dziurą lub nierówną nawierzchnią kocich łbów). Jakiś mandat czy kontrola dokumentów może być z marszu…



No, ale apteki… tfuuu winiarskie stacje tankowania za darmo, wręcz proszą o spróbowanie młodych czy starszych win. Te pierwsze pijesz z lampki, te drugie z naparstka. Nawet naparstkami można się schlać. Decybele w Tbilisi wieczorem, czy też za dnia – bez różnicy. W samochodach otwarte wszystkie okna i muza na full. Mijają ciebie te grające szafy, auto-dyskoteki ze światłami wewnątrz i na zewnątrz. Oni mają bzika na punkcie muzyki. Leci w sieci tylko ich folklor, „ichnie” discopolo, tylko w oryginale, po gruzińsku.

Jedzenie jak…
…marzenie, obok winiarskich atrakcji te kulinarne, tam też do talerza polewają. Trzeba uważać, pijąc „czaczę”… Siekiera mocna, zwala z nóg, ale też uczy jak zatańczyć czaczę w rytm ich „georgian stylu”.
Zamówiłem „chinkali”. Za Chiny ludowe nie mam pojęcia co to za nazwa. Sprzedają to nawet na sztuki. Pierożek lub pieróg wypełniony rosołem z mięsem….mniammm. Jak będziesz miał wprawę albo szczęście, nikt nie zauważy co jadłeś. Druga specjalność kuchni gruzińskiej to „Chaczapuri”. Taki sobie chlebo-placek z jajkiem sadzonym i żółtym serem w środku.
KARAOKE…
…jest wszechobecne. Tam każdy „śpiewać może trochę lepiej”… Nie odważyłem się. Konkurencja. Dziwne. Tyle talentów się marnuje. Salony masażu – też są. Importowane z Tajlandii, Wietnamu. Skuteczne. Po wszystkim patrząc w lustro stwierdzisz, że masz skośne spojrzenie i czarne myśli.

Hotele zaskakują. Ja zatrzymałem się w centrum. Hotelik w sercu starego miasta. Gdyby to było w Krakowie, za noc musiałbym zapłacić całą emeryturą. Mój DIUMA Hotel, za trzy noce ze śniadaniem skasował niecałe 300 zł. Różnica czasu (3 godziny do przodu) sprawiła, że wylatując z Warszawy o 21:35 byłem tam o 04:20. Taksówką BOLT po prawie godzinie, przed szóstą rano w recepcji. Bez dopłaty i problemu dostałem pokój. Nie pamiętam kiedy zasnąłem. Oni są praktyczni, jak coś nie funkcjonuje znajdą sposób.
W łazience znalazłem „ustrojstwo” inżynierii elektrycznej zmajstrowane z drucianego wieszaka na ubranie, fragmentu lampki biurowej i kabelka. Nie pytałem po co to i nie dotykałem. Żyję. Myślicie teraz, że „pojadę” ostro po tym hotelu? To nie Polska i nie Europa. To Kaukaz. Gościnność, uśmiech i wyrozumiałość względem turystów mają wpisane w pesel.
W hoteliku…
…czułem się jak w domu. Kawa. Herbata całodobowo dostępne i gratis. Śniadania dobre, aczkolwiek ja wybredny z natury szukałem słodkości, nie było, ani dżemu, ani drożdżówki. Natomiast fantastyczny, ciemny jak Nigeryjczyka lico CHLEBUŚ. Takim zajadałem się w Rosji, na Ukrainie i Białorusi, zapewne według przepisu Chruszczowa, Breżniewa. Nie ma tam Lidla, Aldika, jest wszechobecna sieć marketowa SPAR. Ceny prawie jak u nas. Jakość i asortyment ubogie. Warzywniaki zaskakujące czystością i kompozycjami ułożenia towaru. Niektóre owoce u nas nieosiągalne, egzotyczne. Granaty od 3 lari sztuka, mafiozom tłumaczę, chodzi o owoce…
Winogrona, gruszki, jabłka i śliwki. Jakościowo lepsze, bo nie pryskane. Wiem na pewno, bo niektóre z żywym białkiem proteinowym w środku. Taksówki drogie i bardzo tanie. Z aplikacją miejscową YANDEX przejazd z hotelu na lotnisko za 18 lari, z innymi od 35 a nawet za 65 jak się nie umówisz. W autobusach miejskich zapłacisz kartą. Również wszędzie w sklepach, taksówkach i lokalach.
Waluty wymieniaj…
…najlepiej w mieście, nigdy na lotnisku. Najchętniej przyjmują EURO, RUBLE ROSYJSKIE, DOLARY I FUNTY. Frank Szwajcarski owszem, ale kurs jak EURO, albo wcale. Przyjmują również złotówki. 1 GEL (Lari) to około 1,36 PLN. Kantorów jest tyle samo co sklepów z winem.




GRUZJA, państwo o powierzchni 69700 km kw. Stolica TBILISI. Graniczy z Armenią, Turcją, Rosją i Azerbejdżanem. Dużą część granic zajmuje wybrzeże Morza Czarnego.
Historia i teraźniejszość przebogata. Buntowniczy naród, dumny i bogaty w tradycje. Zaraz, po Armenii, jest kolebką chrześcijańskiej religii i kultury.
Jako degustator win wspomnę, że to Gruzini założyli pierwsze winnice, już 6000 lat przed naszą erą. Pamiętajcie o tym kupując byle jakie „kwachy”, ” jabole” (acha, jaboli już nie ma, znikły razem z PRL-em). Wina gruzińskie to tradycja, receptura i smak. Po takiej reklamie ja i redakcja Gazety Piastowskiej oczekujemy kontenerów i cysterny z winem. Jak tylko to dostarczą – zawiadomimy i zaprosimy na degustację.
Bolesław Bednarz-Woyda





























Bardzo fajny artykuł. Nawet bym nie przypuszczał, że tak tanio w Gruzji. No i ten LOT też w sumie tanio. A na wino gruzińskie degustowane w Gruzji, to mi, szanowny autor, smaka narobił 🙂 pozdrawiam.