Pulpa niemiecka

0
580

Zakończony niedawno telewizyjny serial Berlin Ku’damm, według AI, składał się z trzech sezonów: Berlin Ku’damm 56, Berlin Ku’damm 59 i Berlin Ku’damm 63, a każda seria to trzy odcinki, która przenosi widzów w kolejne lata powojennego Berlina, pokazując losy rodziny Schöllacków i ich dążenie do wolności i emancypacji.

Podpieram się podpowiedziami AI, bo nie widziałem żadnego z tych filmów w całości; podsłuchiwałem tylko graną z biglem muzykę, lecz nie bardzo dowierzałem ani tym obrazom, ani dążeniom, które podpowiada internetowa mądrala.

Akurat…

…w czasie emisji Berlin Ku’damm wpadła mi w ręce, dokładnie tak, jak zdarzyło mi się już o takich wypadkach pisać – przypadkiem, z wyprzedaży z kartonowych pudeł jakiegoś hipermarketu i za grosze – Wojna powietrzna i literatura Winfrieda Georga Sebalda.

O którym inna mądrala – Wikipedia, donosi, że na początku lat 80., gdy zaczął pracować nad książkami literackimi, zaczął podpisywać się inicjałami, gdyż swe imiona uważał za nazistowskie.

Oczywiście…

…spotkanie się z tymi dwoma wytworami, musi doprowadzić do gwałtownej kolizji niezwykłych sądów pisarza o niemieckiej katastrofie z jej echami pobrzmiewającymi we wspomnianych telewizyjnych filmikach cichawo, plastikowo i kłamliwie.

Dziwne to, swoją drogą, że telewizja publiczna, zwłaszcza ta dzisiejsza – w nieustającym stanie permanentnej likwidacji, podaje publiczności takie przesłodzone i wydekorowane ponad wszelkie miary obrazki. Prezes Kurski swego czasu zafundował cacane obrazki Leningradu, teraz TVP w likwidacji serwuje podobnie prześliczne widoki z Berlina.

Co to za perwersja jakaś?

Wychodząc z dygresji – wspomniana książka W.G. Sebalda to zapis jego wykładów poświęconych niemieckiej literaturze nie zajmującej się alianckimi nalotami dywanowymi z lat 1943–1945.

A to przecież więcej…

…niż setka miast III Rzeszy zmiażdżonych bombami burzącymi i wypalonych zapalającymi – aż do piwnic oraz około sześciuset tysięcy zabitych cywili i kilka milionów bezdomnych. Ocalałych, lecz wyzbytych niejednokrotnie władz umysłu, o czym zaświadczać mogły ciała zabitych dzieci wywożone w walizkach przez matki ze zrujnowanych miast.

Byłoby o czym pisać, bo to nie tylko Hamburg, Drezno czy Berlin, ale też i uroczy nieduży Lüneburg, gdzie J.S. Bach pobierał nauki gry na organach u Georga Böhma czy wielkością bliski Bolesławcowi Naumburg, gdzie stoi (nietknięta przez alianckie bomby) romańska katedra z przecudnej urody i niewiarygodnej rzeźbiarskiej roboty figura Uty – fundatorki świątyni.
Nota wydawnicza Ossolineum opisująca
Wojnę powietrzną mówi o jednej z najtrwalszych traum społeczeństwa niemieckiego, która została niemal zupełnie przemilczana.

Przemilczana – w powojennych tekstach literatów niemieckich, Niemców.

Niepojętości stanu, w jaki popadli Niemcy ma, według Sebalda, dowodzić fakt, że najlepsza książka o tym czasie, a właściwie jedyna, jaką autor uznał za wartościową – Anioł milczał Heinricha Bölla napisana w latach 1949/1950 została wydana dopiero w 1992 roku.

A wnikliwie…

…recenzująca Wojnę powietrzną Dorota Jędrzejewska-Szpak, zauważa w specjalnym kwadratowym nawiasie, że Wikipedia w ogóle nie zawiera w bibliografii Bölla tej pozycji, natomiast odnotowuje dopiero jej polską edycję.
Fakt, tak jest.

D. Jędrzejewska-Szpak pisze: Sebald tłumaczy krytyczne spojrzenia wydawców (na powieść noblisty – p.aut.) faktem, że świadomość niemieckiego społeczeństwa była nastawiona na wyparcie i odbudowę w izolacji od prawdy oraz doznanych krzywd.

Pisząc o powojennych przemianach i niemieckim cudzie gospodarczym drugiej połowy XX wieku, Sebald wytyka, że u ich podstaw legła „powszechnie strzeżona tajemnica zamurowanych u podwalin naszej państwowości trupów”. Wskazuje na fakt, że „niemal kompletny brak głębszych zaburzeń psychiki narodu niemieckiego skłania do wniosku, że społeczeństwo poddało się nienagannie funkcjonującym mechanizmom wyparcia, dzięki czemu może wprawdzie uznać fakt, że poczęło się z absolutnej degradacji, ale zarazem do cna wykreślić go z budżetu emocji”.
Książkę swoją W.G. Sebald poprzedza mottem wziętym z
Wielkości urojonej Stanisława Lema: Zabieg eliminacji jest obronnym odruchem każdego eksperta.

Dążenia więc do wolności i emancypacji w powojennym Berlinie (Zachodnim oczywiście) są oddane w zgodzie ze stanem Niemców zaobserwowanym przez Sebalda w powojennej literaturze. Jakaś zaostrzająca się dyskusja pomiędzy niemiecka Żydówką, która zdążyła wyjechać do Kalifornii przed wojną – i prawdziwą Niemką, która cierpiała przy odgruzowaniu Berlina.

Jacyś krzepcy kolesie odgrażający się ocalałemu z Holokaustu żydowskiemu przedsiębiorcy.

I obrazy…

…muzycznego klubu, problemy szkoły tańca, przemocowy mąż, kwitnący biznes.

Zdrady, rozczarowania, romanse. Życie. Ale nieobciążone wspominaniem jakiejś Luftkrieg.
Zagadnienie nieograniczonych i często niemających nawet strategicznego znaczenia bombardowań nie stało się w Niemczech przedmiotem debaty publicznej, traktowane nawet jako wizja sprawiedliwej kary.
Nic z tych rzeczy.

Pozytywne przemiany w powojennych Niemczech oraz dążenie do wolności i emancypacji rodziny Schöllack z serialu Berlin Ku’damm nie mogły przecież utknąć w rozpamiętywaniu win czy roztrząsaniu odpowiedzialności Niemców. Wyjałowione z poczucia winy wobec narodów Europy społeczeństwo niemieckie, które amputowało sobie również pamięć – nie mogło i nie może, również dzisiaj, poczuwać się do jakiejkolwiek odpowiedzialności.

Bo z jakiej paki ? – można by zacytować Donalda Tuska.

Obecnie….

…więc raczej nie należy się dziwić niemieckiej zatwardziałości w kwestii reparacji wobec Polski, uporczywemu powtarzaniu, że nie ma czego spłacać czy, ostatnio – zniecierpliwieniu z powodu wojny uniemożliwiającej patrzenie z ufnością w przyszłość niemiecko-rosyjskiego sąsiedztwa.

Trwa więc opowiadanie wzruszających historyjek o tym, co trapiło łaknących normalności Niemców w latach 1956/1963 – już po zabsorbowaniu 1,5 miliarda ówczesnych dolarów (11% z 13 miliardowej pomocy amerykańskiej zwanej Planem Marshalla), które przyczyniły się do niemieckiego dobrobytu.

W finałowej sekwencji serialu bohaterka przegrywa konkurs piosenkarski z oldskulową pieśnią w manierze Marleny Dietrich. Nad jej uroczą i prościutką piosenkę jury przedkłada przygniatającą patosem (ukradzioną zresztą) pieśń konkurentki. Ten wątek kończy zwariowana zabawa młodych Niemców do rana.

Ale odrzucona przez młodość przewaga starego kroju pieśni i zapamiętanie się w tańcu przy nowej, amerykańskiej muzyce ma zapewne zostać rozpoznane w taki sposób, jaki zauważył w powojennej literaturze i gorzko komentował w swojej książce W. G. Sebald.

Ten sposób wyśpiewał w 1955 roku Chat Baker wykonując Let’s get lost (Zagubmy się).

W Berlin Ku’damm tego numeru zdaje się – nie grają, ale metrykalnie i ideowo zgadza się.

Akurat – można by, po niemiecku, skomentować.

W prezencie Czytelnikom Piastowskiej podsyłam wizerunek Uty, która ocalała z bombardowania Naumburga.

Piękna – nicht wahr?

Adam Kowalczyk

(Fot. https://fr.wikipedia.org/wiki/Fichier:Naumburg-Uta.JPG)

Zostaw komentarz

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz swoje imię