Klub KWADRAT w Jeleniej Górze… To żadna pomyłka, legendarny Klub „KWADRAT” w Jeleniej Górze miał ogromny wpływ na rozwój mojej osobowości i zawodowego doświadczenia w show biznesie.
Oto kilka szczegółów i wspomnień z lat 70 tych ubiegłego wieku. Moja zawodowa „kariera” (nie lubię tego słowa) rozpoczęła się pracą we wrocławskim Przedsiębiorstwie Imprez Artystycznych ” IMPART”. To były wspaniałe lata pracy i dobrych zarobków. Dzięki zatrudnieniu w tej instytucji mogę dzisiaj tworzyć wspomnienia w rubryce „GWIAZDOZBIÓR BOLESŁAWA”. Trudno mi o tym pisać dalej, bo może to być przyjęte, jako NARCYZM i brak skromności. Powiem otwarcie, odnosiłem poważne sukcesy zawodowe w tzw. wspomnianym „szoł biznesie”.
W zasadzie…
…to też zasługa moich obserwacji rynku muzycznego w Europie zachodniej. Pamiętajmy, to były czasy PRL-u i okres cenzury. Działała wówczas europejska stacja radiowa RADIO LUKSEMBURG, założona w Luksemburgu w roku 1933 i działająca do 1992 roku. Stacja nadawała programy muzyczne, promowała wykonawców, zespoły. Byłem wiernym słuchaczem i obserwatorem. Miałem wpływ w Imparcie na kształtowanie ramówki „imprezowni”.
SMOKIE
Kiedy w latach 70 tych przesłano TELEXEM (to urządzenie zastąpił później funkcjonujący do dzisiaj FAX) zapytanie z PAGARTU w Warszawie czy IMPART przyjmie i zorganizuje jeden koncert dla brytyjskiego zespołu SMOKIE, telex odleżał swoje niezauważony w sekretariacie. Odpowiedź miała być natychmiastowa, bo od tej decyzji we Wrocławiu zależało całe, pierwsze tourne Brytyjczyków w Polsce. Podjąłem decyzję bardzo ryzykowną – odpisałem, że IMPART zorganizuje jeden koncert w HALI LUDOWEJ (obecnie HALA STULECIA). Tego samego dnia z firmowym plastykiem zrobiliśmy duże dwie plansze zapowiadające koncert zespołu we Wrocławiu. Jedna stała przy biurze ORBIS, druga w przejściu podziemnym na Świdnickiej. To była trafiona decyzja. Firma i dyrekcja rano, następnego dnia w szoku – rozdzwoniły się telefony, popłynęły duże zamówienia na bilety. W rezultacie IMPART sprzedał dwa pełne koncerty SMOKIE. W jednym dniu otrzymałem od Dyrektora służbową NAGANĘ i zaraz POCHWAŁĘ… Później moja praca stała się wyczerpującą fizycznie przyjemnością.
„KART”
Któregoś dnia zadzwonił telefon (mój domowy, stacjonarny), głos po drugiej stronie zaprosił mnie na rozmowę do Klubu KWADRAT w Jeleniej Górze. Moim rozmówcą był Romuald PISTL, dyrektor KWADRATU i jednocześnie szef nowo powstałej Karkonoskiej Agencji Imprez Artystycznych „KART” w Jeleniej Górze. Romuald z nieodłączną fajką przyjął mnie i rzeczowo zapytał czy byłbym zainteresowany pracować w Agencji KART. Zaproponował mi bardzo dobre warunki finansowe. Odpowiedzi nie udzieliłem od razu, stwierdzając, że muszę to skonsultować z przełożonymi we Wrocławiu. Tam konsternacja, ale też wyrozumiałość na lepsze warunki pracy, samodzielne stanowisko i dojazdy do pracy z Legnicy. Współpraca z szefem KART-u układała się różnie, raz dobrze raz dla obu stron dyskusyjnie. Wówczas wyłaził ze mnie ten „egoizm” , że „wszystko dobrze wiem i potrafię”.
Romuald…
…był cierpliwy i jednocześnie konsekwentnie kierował moją osobowość na właściwy tor. Szef miał rozległe kontakty, dzięki którym będąc w Jego obecności poznawałem ciekawe postaci z życia polskiej kultury. Któregoś dnia szef przedstawił mnie Staszkowi Barei, ja zajęty wyłącznie rockiem i zespołami nie skojarzyłem początkowo nazwiska. WSTYD! Zapytałem Bareję popełniając wielki nietakt: „w której agencji koncertowej Pan pracuje”…
Konsternacja i śmiech:
– W obu, w agencji GS samopomoc chłopska – odpowiedział żartobliwie mistrz absurdu Bareja…
W tym momencie nie wiedziałem, czy paryski Mouline Rouge, był bardziej purpurowy niż ja. Wielki reżyser nie był częstym gościem w Jeleniej (Jasnej) Górze. Tylko kilka razy. Romuald działał w mieście od 1950 roku, Stanisław zdał maturę w 1949 w jeleniogórskim „ŻEROMIE” i wyjechał na studia w Łódzkiej Szkole Filmowej. Teraz kalendarzowo w temacie – Stanisław rocznik 1929, Romuald 1923 i ja 1946, czyli młokos, więc te kilka minut obecności z legendą filmu polskiego podbudowało mnie włączając bardziej abstrakcyjny pogląd na życie. Kiedy przyszła do mnie oferta pracy na samodzielnym stanowisku kierowniczym w legnickiej Delegaturze Estrady Lubuskiej nie zawahałem się. Podjąłem decyzję na TAK. Romuald nie był zaskoczony, życzył powodzenia. Kilka lat później Warszawa upomniała się o Niego. Podjął pracę dyrektorską w Teatrze na Rozdrożu. Do dzisiaj, jeleniogórski, spotkaniowy epizod, wspominam z łezką,
Bolesław Bednarz -Woyda






























